Świadectwo z rekolekcji ignacjańskich w życiu codziennym ,,Ja Jestem”

Umycie nóg

Nadszedł III Tydzień rekolekcji i fragm. J 13, 1-11 Kiedy rozpoczęłam modlitwę i stanęłam przed Panem, niespodziewanie znalazłam się w Wieczerniku. Oczami duszy zobaczyłam zamyślonego i skupionego Pana, który po wieczerzy… złożył szaty… przepasał się i nalał wody do miednicy. Odniosłam wrażenie, że chce się pożegnać.

Patrzyłam na twarz Jezusa. Strumieniem płynęła z niej ogromna miłość do ludzi i świadomość zbliżającej się śmierci za nich …, za mnie. Moje serce było przy Sercu Pana, czułam, że wie o tym. W duszy drżały mi słowa: ( …) widząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

            Uczniowie czekali… w milczeniu, jakby miało wydarzyć się coś bardzo ważnego. Wszyscy usiedliśmy na szerokiej, drewnianej ławie. Byłam ostatnia, tuż za Piotrem. Jezus umywał nogi uczniom – z ogromną prostotą, pokorą i delikatnością. Każdy był zadziwiony i nie rozumiał, co się dzieje. W powietrzu unosiło się jakby, niewypowiedziane przez zgromadzonych, pytanie do Pana - Dlaczego?

Jezus podszedł do mnie… Jego spojrzenie wniknęło w moje serce i duszę. Wszystko dookoła… przestało istnieć. Tylko ja i nasz Pan- spotkanie, którego pragnęłam, za którym tęskniłam.

Nagle różne myśli zaczęły atakować mój umysł. Miałam wrażenie, że uderzają w głowę tak mocno, jak metalowy młotek. Bolało…, bardzo bolało… Mimo wszystko, patrzyłam w oczy Pana.  On - patrzył w moje - przenikał i ogarniał mnie. Słodka, niewyobrażalna, wszechogarniająca Miłość.

Kiedy ciosy myśli zaczęły być mocniejsze, a ból sprawiał, że nie dałam rady patrzeć w oczy Jezusa, poczułam, jak delikatnie polewa chłodną wodą moje stopy - z tak wielką miłością, jakby oddawał za mnie swoje życie właśnie w tym momencie i robił to dla mnie, z miłości do mnie. Później zaczął wycierać mi stopy płótnem. Jednocześnie, właśnie tym płótnem w niewidzialny i niewytłumaczalny sposób, ochronił mnie przed atakiem agresywnych, ciemnych myśli. Głęboko odczułam osłonę zrobioną przez Pana - przezroczystą, lekko powiewającą, blokującą natrętne myśli.

Jezus osłonił mnie niewidzialnym płótnem, którym wycierał przecież moje stopy. Mogłam spokojnie trwać w Nim. W Jego oczach… zobaczyłam siebie, zobaczyłam, że nie ma osoby, której nie umyłabym nóg. Nie rozumiałam tego, co się dzieje, ale to tak, jakbyśmy stali się jednością. Dzięki łasce Pana - z ufnością, pokojem i radością - zatopiłam się w Nim.

Jezu… dziękuję Ci za łaskę poznania Ciebie… za doświadczenie ogarnięcia i przeniknięcia Twoją Miłością. Powierzam Ci każde napisane słowo, każdą osobę, która je przeczyta, każde uderzenie mojego serca.

                                                                                                                                    Jagoda