Jezuita w Puszczy Knyszyńskiej

Chodzi o św. Stanisława Kostkę i o parafię NMP Królowej Polski w Kopisku, położoną około 30 km na północ od Białegostoku, w malowniczym zakątku Puszczy Knyszyńskiej. Odkryliśmy to miejsce w ubiegłym roku, ale dopiero teraz zdecydowaliśmy się na dłuższy wyjazd. W południe uczestniczyliśmy w niedzielnej Mszy św. w kościele parafialnym, a potem spotkaliśmy się przy ognisku, u stóp świątynnego wzgórza.

Po Mszy św. ks. kan. Mirosław Szepiotko opowiedział nam o ks. Władysławie Pileckim - budowniczym kościoła i założycielu parafii. Był on zafascynowany św. Stanisławem Kostką, stąd też przy współpracy z kard. Wyszyńskim sprowadził jego relikwie z Rzymu. Było to w roku 1960.

 

Obecny ksiądz proboszcz, który również jest gorliwym propagatorem kultu Patrona Polski, wspominał ze wzruszeniem wizytę współbraci Świętego - jezuitów z Wietnamu, Kenii, Mauritiusa, Syrii, Tajlandii i Egiptu, zaangażowanych w projekt Magis Poland 2016 w Supraślu. „Skrupulatnie prowadzone kroniki parafialne – mówił – wyliczają, że około 20 tysięcy (sic!) wiernych otrzymało błogosławieństwo relikwiami od momentu ich przybycia do świątyni w Kopisku”. Ks. Mirosław Szepiotko ucieszył się także naszą obecnością.

 

Tak się złożyło, że prognozy pogody i widok zachmurzonego nieba zniechęcały dziś do wyjścia z domu. Postanowiliśmy jednak, jak uczy św. Ignacy, wytrwać przy podjętej wcześniej decyzji. I ….zostaliśmy nagrodzeni. Było wystarczająco ciepło, a przy rozpalonym ognisku nawet gorąco, nie padał deszcz, ucichł wiatr, dołączył do nas ksiądz proboszcz, potem jedna z parafianek, a na koniec parafialny kot.

Popołudnie minęło szybko na spożywaniu przywiezionych smakołyków, rozmowach przesiąkniętych zapachem dymu z ogniska, pieczonych kiełbasek i gorącej kawy z termosów oraz modlitwie o piętnastej przy dźwięku dzwonów. Rozstawaliśmy się z miejscem, Gospodarzem i ze sobą, obiecując, że na pewno wrócimy wiosną. Jeśli Pan pozwoli.

Z kotem nie zdążyliśmy się pożegnać. W międzyczasie obsłużył się sam i z godnością odszedł na upatrzone miejsce, dźwigając kilka dużych plasterków szynki, którymi się poczęstował z naszego stołu. I dobrze. Jako członek parafialnej i ogniskowej wspólnoty miał do tego prawo. Prawdę mówiąc, okazaliśmy pewien nietakt, zapominając o nim.

Jak wyglądało ognisko, okolice i my można zobaczyć na załączonych fotografiach. Obraz mówi więcej niż słowa.

 

 

 

WŻCH35Białystok

19.11.2017