REFLEKSJA IRENKI

Podczas Jubileuszowego, sobotniego spotkania, przed prezentacją, chciałam podzielić się swoimi refleksjami. 

Trochę brakowało na to czasu, więc przedstawiam je teraz.

W drodze naszej Wspólnoty Lokalnej można wyróżnić jakby trzy etapy.

Pierwszy,  od września 1982 do września 1998 roku, szesnaście lat. Czas budowania wspólnoty, poznawania duchowości i życia nią, doświadczania Ćwiczeń Duchowych i seminariów dla WŻCh prowadzonych przez o. Adama Schulza SJ. Treści formacyjne były przekazywane  głównie podczas częstych spotkań w Warszawie, a potem przekładane na nasze życie indywidualne i wspólnotowe, własne rozpoznania, decyzje i działania apostolskie. Nie było łatwo, sami musieliśmy sobie wszystko wypracowywać. Jezuici przyjeżdżali do nas w tym czasie bardzo rzadko, co kilka lat. Opiekę duszpasterską tu na miejscu mieliśmy ze strony przychylnych nam księży, szczególnie ks. Józefa Grygotowicza i ks. Henryka Radziewicza. Grupy powstawały, rozpadały się, łączyły, ale w sumie zawsze było nas około 30 – 40 osób. Tak jak i dziś.

Drugi etap, od października 1998 roku do czerwca 2014, także szesnaście lat. Naszym asystentem został o. Ryszard Friedrich SJ. Nie wyręczał nas w niczym, ale przyjeżdżał częściej, kilka razy w roku. Nadal sami prowadziliśmy formację, organizowaliśmy dni skupienia, podejmowaliśmy różne zaangażowania. O. Ryszard nam towarzyszył  dyskretnie, niczego nie narzucał, ale pomagał w rozeznawaniu pomocnych świateł i działań. Ten czas to również czas wzrostu w duchowości, regularnego odprawiania przez nas poszczególnych tygodni Ćwiczeń Duchowych w Domach Rekolekcyjnych, a także – w 2003 roku - pierwsze ĆD w życiu codziennym, przeprowadzone w Domu Ojców Werbistów w Kleosinie, dla nas i naszych przyjaciół, w sumie była to około 50-osobowa grupa. W ich prowadzeniu uczestniczyliśmy bardzo aktywnie, nie tylko od strony organizacyjnej, ale także pisaliśmy krótkie wprowadzenia w codzienną modlitwę i najważniejsze ukierunkowania danego tygodnia. Nie było natomiast rozmów indywidualnych, tylko rozmowa w grupach podczas cotygodniowych spotkań wspólnych.

Też nie było łatwo, nadal byliśmy bardzo samodzielni, podejmowaliśmy różne zadania, uczyliśmy się współpracy, poznawania siebie w różnych sytuacjach, zwłaszcza kryzysu dotyczącego tożsamości z WŻCh, który nas nie oszczędził. Ważne było wspólne poszukiwanie, dyskusje, poszanowanie odmienności drugiego i własnej.

W latach 2008 – 2012 odwiedzał nas także o. Aleksander Jacyniak SJ,  i pomagaliśmy w organizacji licznych sesji i rekolekcji, które dawał u nas w kilku zaprzyjaźnionych parafiach. O. Ryszard też przyjeżdżał coraz częściej, już na dwa dni, więc możliwa była szersza działalność głównie poprzez otwarte dla wszystkich chętnych spotkania sobotnie i spotkania tylko dla WL w niedzielę, na których omawialiśmy naszą formację i apostolstwo, rozmawialiśmy o naszych problemach i radościach. Taki układ dobrze się sprawdzał, bazę na spotkania mieliśmy jeszcze jakiś czas u oo. Werbistów, a potem u Eli Czerkacz w Archidiecezjalnym Rodzinnym Domu Dziecka, który prowadziła.

O. Ryszard nigdy za nas nie podejmował decyzji, uczył nas współpracy i w niczym nie wyręczał. Odprawiał Eucharystię, spowiadał, prowadził rozmowy indywidualne, czasem dawał nam konferencje pomagające głębiej wejść w duchowość św. Ignacego i rozeznawanie, czasem też prowadził medytację kierowaną. Wszystkie treści na spotkania przygotowywaliśmy i opracowywaliśmy sami, w zespole odpowiedzialnych za poszczególne wspólnoty podstawowe i prowadzone dzieła apostolskie.

W roku 2012 podjęliśmy decyzję o przeprowadzeniu w Białymstoku otwartych rekolekcji w życiu codziennym i w 2013 w tych rekolekcjach, które prowadził  o. Ryszard, uczestniczyło ponad 120 osób. Po tych rekolekcjach kilkanaście osób zapragnęło pójść dalej, drogą WŻCh i powstały dwie prewspólnoty. Jedna po jakimś czasie się rozpadła, z drugiej wyrosła obecna Wspólnota „Kefas”.

Trzeci etap rozpoczął się w czerwcu 2014 roku, gdy o. Ryszard został przeniesiony do Jastrzębiej Góry, aby posługiwać jako Instruktor trzeciej probacji, a we wrześniu tego roku Jezuici zakupili w Białymstoku dom na ul. Południowej, którym zaczęliśmy się opiekować. Włożyliśmy bardzo dużo wysiłku w uprzątnięcie ogrodu, uporządkowanie po remoncie, utrzymywanie potem domu w czystości. Mieliśmy więc już stałe miejsce spotkań. Nowym asystentem został o. Grzegorz Ginter SJ, który praktycznie co miesiąc, dwa dojeżdżał do nas z Falenicy. W zasadzie niewiele się zmieniło, wspólnie na spotkaniach odpowiedzialnych rozpoznawaliśmy bieżące sprawy, potrzeby, możliwości apostolskie, współorganizowaliśmy też kolejne rekolekcje w życiu codziennym.
O. Grzegorz pomagał w tych naszych własnych poszukiwaniach i decyzjach. Był z nami tylko rok.

We wrześniu 2015 roku nowym asystentem został o. Henryk Droździel SJ i zamieszkał w Domu Jezuitów na stałe.

Nasza sytuacja bardzo się zmieniła. Wszystkie grupy zaczęły spotykać się w DJ, a o. Henryk był na spotkaniach w każdej z nich. Mieliśmy też często wspólnotową Eucharystię. Działania apostolskie były najczęściej rozpoznawane we współpracy Ojca z koordynatorem lokalnym, a potem omawiane  na Radzie Lokalnej. O. Henryk bardzo nas aktywizował i nadal posługuje ofiarnie. Prowadzi konferencje, adwentowe dni skupienia, współorganizuje pielgrzymki, rekolekcje w życiu, daje na dniach skupienia wprowadzenia w modlitwę. Prowadzi też dzieła duszpasterskie otwarte na ludzi spoza wspólnoty – a my współpracujemy, pomagamy zwłaszcza od strony organizacyjnej, gospodarczej. Nadal też opiekujemy się Domem Jezuitów i dbamy o czystość w nim i porządek.

 Inicjatywa i bardzo szeroka pomoc o. Henryka, Jego wkład w formację i apostolstwo naszej WL jest ogromny. Bardzo nas odciążył, nie zwalniając z samodzielności. Ponad dwie trzecie obecnej Wspólnoty Lokalnej w Białymstoku to ludzie, którzy przyszli w ostatnich pięciu latach. Ta  Wspólnota  tworzy już własną historię drogi w WŻCh. Myślę, że teraz jest już czas na wspólne rozpoznawanie potencjału jaki jest szczególnie w osobach, które  dołączyły do Wspólnoty, by mogły się aktywnie włączyć we współpracę i współtworzenie zarówno formacji jak i rozpoznawanie dróg, którymi nas Pan Bóg prowadzi, Jego wezwań apostolskich i naszych jak najpełniejszych odpowiedzi.

Jubileusz miał też ważny wymiar zbliżenia naszej nowej Wspólnoty Lokalnej do Wspólnoty Krajowej. I tu widzę duże podobieństwo, też jest tak dużo nowych ludzi, których osobiście nie znam, ale cieszę się, że byliśmy razem, bo wszystkich nas kiedyś Jezus zaprosił i trwamy w codziennej, nieraz trudnej, radości odpowiedzi na Jego powołanie.

 

I jeszcze chciałabym się podzielić tym, czego najgłębiej doświadczyłam podczas czasu świętowania naszego Jubileuszu? Co pozostało w sercu?

Na pewno obrazek, jaki otrzymaliśmy od o. Rafała Sztejki, a który Papież Franciszek rozdawał swoim najbliższym współpracownikom podczas Świąt Bożego Narodzenia. Mamy go w oczach, więc nie będę opisywać. Poruszył mnie do głębi, w kierunku nawrócenia mojego postrzegania codzienności. Czy Jezus zawsze jest w niej na pierwszym planie? Odczytuję go wciąż na nowo, i za każdym razem więcej dostrzegam.

Tutaj podzielę się taką refleksją. O emocjach, jakie mi towarzyszą w rozmowach, spotkaniach. Jakie noszę w sobie, te zastarzałe i te „na gorąco”. Emocje są jak ten ośli zadek, wybijają się na pierwszy plan. A trzeba wielkiej uważności i pokory w sercu, aby poszukać Jezusa, obecnego tam pokornego Zbawiciela. Z tyłu obrazka jest cytat Łk 2,30 „Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie” – nieprzypadkowe Słowo. Zobaczyć zbawienie, nie osła w centrum.

Drugim poruszeniem jest pokorna i ofiarna praca, jaką każdy z nas wkładał w to Święto, aby było na chwałę Boga. Bez szukania poklasku, ale jak pisze św. Piotr 2P, 9: „Kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie … radosnego dawcę miłuje Bóg”. Widziałam tę hojność i radość oddania siebie Jezusowi w tym trudzie w nas wszystkich, w każdym zadaniu. Nikt się nie oszczędzał, wykonywał swoje  na najwyższym poziomie. Może najbardziej mnie ujęła za serce praca najmniej widoczna i fizycznie najtrudniejsza, jaką podjęły Bożenka, Basia, Ola, Danusia i wszystkie Kefasiaki pomagające w kuchni,

w najcięższych warunkach, w podwójnym upale. Za to należy się im nasza ogromna wdzięczność.

Mam odczucie, że jeśli ci, którzy przyszli do naszej Wspólnoty w ostatnich pięciu latach, wytrwają, to mogą u nas dziać się „wielkie rzeczy”. Jeśli wytrwają w powołaniu, które wystawione jest na liczne próby.

 

Na przykład, gdy mam jakieś swoje wyobrażenia, oczekiwania i nie zostały one spełnione. Pojawia się niechęć do czekania, niecierpliwość, nie chcę się nad tym wspólnie trudzić, ale natychmiast otrzymać to czego tak pragnę. Dużą przeszkodą są rozmaite uprzedzenia, których nie chcę wyjaśniać, trwam przy swoim punkcie widzenia.

Inną pułapką jest poczucie skrzywdzenia, gdy w moim bólu, zranieniu  jestem tak skupiona na sobie, że ważniejsze są doraźne korzyści, własne samopoczucie i nie widzę potrzeby wytrwania w powołaniu pośród trudnych doświadczeń.

Poczucie skrzywdzenia, prawdziwe czy subiektywne, daje możliwość głębszego poznania siebie – wtedy wyraźniej widać z jakiego powodu ktoś jest we wspólnocie. Czy tylko dla siebie, czy „z powodu Jezusa”,

z powołania. Jeśli jestem tu dla Niego i z Nim dla ludzi, to w złączeniu z Jego miłością wszystko przetrzymam, również czas umierania sobie, swojej miłości własnej.  Takie doświadczenie może być bardzo cenne, wiele może nauczyć, szczególnie w wymiarze intencji, z jaką podejmuję tę drogę powołania. Niekiedy trzeba uczciwie, we wspólnocie, podjąć rozeznanie i razem rozpoznać, czy poprzez dawane mi znaki Bóg może mnie kieruje na inną drogę, wyznacza nową misję.

Tak bardzo ważna jest szczerość, prawość intencji, że św. Ignacy zwraca nam na to uwagę w modlitwie przygotowawczej, którą zanosimy do Boga rozpoczynając każdą medytację:

„Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu” (CD 46)

 Nie podejmujmy więc decyzji pochopnie, pod wpływem emocji, które mogą zaciemniać prawdziwy wymiar danego doświadczenia. Poszukajmy pokornej, cichej obecności w tym Jezusa Zbawiciela,

który tam JEST, i kieruje swoje Słowo, zarówno do mnie jak i do Wspólnoty, do której nas powołał.

Jestem głęboko wdzięczna Panu Bogu za tę łaskę powołania i Przymierza, skierowaną 35 lat temu i za wszystkie doświadczenia, które moją odpowiedź wciąż oczyszczają i umacniają, a także ludziom – „przyjaciołom w Panu”, z którymi jestem w drodze.

Irena, Wspólnota „Arka”

Białystok, 03.08.2018 r.