MOJA PRZYGODA Z DUCHOWĄ PRZYJACIÓŁKĄ ŚW. TERESKĄ OD DZIECIĄTKA JEZUS

Moją przygodę przyjaźni ze św. Tereską zapoczątkowała moja mama. Jak to się zaczęło? Otóż… Mama miała szczególne nabożeństwo do  św. Tereski od Dzieciątka Jezus. Kiedy znalazła się w stanie błogosławionym z drugim dzieckiem obiecała sobie, że jak  urodzi  się córka, to nazwie ją „Tereska” - na cześć ulubionej swojej Świętej i ona  będzie jej patronką. I tak się stało. Urodziłam się i na chrzcie świętym otrzymałam to imię. A zatem zostałam po raz pierwszy „przedstawiona” swojej patronce będąc jeszcze w łonie mojej mamy.

Drugie „przedstawienie” miało miejsce w kościele w Różanymstoku. Pamiętam, jak będąc małą dziewczynką  mama przyprowadziła mnie do ołtarzyka w bocznej nawie, który był zadedykowany św. Teresce i powiedziała: „Ten obraz przedstawia twoją patronkę św. Tereskę od Dzieciątka Jezus. Módl się o jej wstawiennictwo”.  I tak się zaczęło. Za każdym razem, kiedy nawiedzałam  ten kościół to „odwiedzałam” swoją patronkę.  Lubiłam wpatrywać się w jej ręce trzymające  krzyż  otulony różami.  Poznając coraz głębiej jej duchowość - zrozumiałam, że  trzyma Miłość, która ma Oblicze i Imię, a Imię tej Miłości - to Jezus. Trzyma Jezusa, którego pokochała i któremu zaufała. Z miłości do Niego  przynosiła Mu róże swoich „małych codziennych ofiar”.  Tkała „różami” historię pięknej miłości. Miłości, która nie bała się krzyża, tylko go przytulała i przyjmowała. Miłości, która przełamywała siebie i wychodziła do innych. Miłości, która pokornie oddawała swoje życie. 

Jestem jej bardzo wdzięczna za zaproszenie mnie na lekcję, która trwa nieustannie, a jej głównym tematem jest „Miłość Jezusa”. Ona opowiada mi  o Jego oblubieńczej  miłości i tak razem wędrujemy w duchowej przyjaźni - ona zjednoczona z Nim już w wieczności, a ja pragnąca coraz bardziej  miłować Jego miłością „małych róż” - tu na ziemi.

Tereska

Białystok, 07.10.2018 r.