„DOBRY KLER” - O. DARIUSZ KOWALCZYK SJ O GŁOŚNYM OSTATNIO FILMIE

Film „Kler” nie pomoże w jakimkolwiek oczyszczeniu. Za to pomoże wtłaczać do głów skojarzenia: ksiądz – złodziej, rozpustnik, pedofil.

Było oczywiste, że znajdą się duchowni, którzy oświadczą, iż „Kler” może nie jest arcydziełem, ale to dobry film, bardzo potrzebny w tym momencie, że cieszą się…, że powinien go zobaczyć każdy ksiądz, że zawiera w sobie głęboki wymiar chrześcijański, a nawet budzi nadzieję, itd., itp. Pamiętam, że także po spektaklu „Klątwa”, podczas którego aktorka odbywała długi seks oralny z figurą Jana Pawła II, znaleźli się duchowni, którzy popisywali się duchem tolerancji i odkrywaniem ukrytych znaczeń prymitywnej prowokacji. Także Nergal, który podczas występu darł Pismo Święte i rzucał podarte kartki w tłum, krzycząc: „Żryjcie to g…”, spotkał się, choć – jak rozumiem – nie za ten wyczyn, z publicznymi pochwałami i poklepywaniem po plecach ze strony duchownego. Niektórzy tłumaczą tego rodzaju postawę chęcią naśladowania Chrystusa, który nikogo nie odrzucał i szedł do grzeszników. Tyle że Mistrz z Nazaretu nazywał grzech grzechem, a grzeszników wzywał do nawrócenia. Kiedy zaś miał przed sobą zatwardziałych obłudników, to potrafił powiedzieć, że „diabła mają za ojca”. Być może niektórzy duchowni, podobnie jak pan Zanussi, który poparł finansowanie filmu z budżetu, uważają, że „Kler” pomoże Kościołowi się oczyścić, wstrząsając sumieniami upadłych duchownych. No cóż! Nie słyszałem, aby ktoś robił film o gangsterach z nadzieją, że gangsterzy go zobaczą i porzucą swój gangsterski fach. Film Smarzowskiego nie pomoże w jakimkolwiek oczyszczeniu. Za to pomoże wtłaczać do co słabszych głów skojarzenia: ksiądz – złodziej, rozpustnik, pedofil. Sądzę, że bywa i tak, iż jeśli jakiś duchowny wszedł w buty księdza „otwartego” wedle miary mediów lewicowo-liberalnych i zasmakował w pochwałach ze strony tego środowiska, to musi wciąż potwierdzać tę pozycję. A to wymaga m.in. chwalenia, a przynajmniej dostrzegania pozytywnych stron różnych przedsięwzięć, nawet jeśli z daleka brzydko pachną antykatolicką obsesją i szukaniem kozła ofiarnego. Film „Kler” odniósł duży sukces frekwencyjny. Spektakl „Klątwa” też cieszył się powodzeniem i nie brakowało owacji na stojąco. Smutne, ale nie jestem tym zaskoczony. Przecież tygodnik „Nie” Urbana w latach 90., kilka lat po tzw. upadku komuny, kiedy żył jeszcze Jan Paweł II, osiągnął nakład ponad 700 tysięcy egzemplarzy. Dziś Urban wyraża zadowolenie z faktu, że sukces „Kleru” to po części także jego zasługa. Szkoda, że do tego „cmokania” nad „Klerem” dołączyli się niektórzy księża.

O. Dariusz Kowalczyk SJ
Za: www.gosc.pl