GDY RODZI SIĘ…POWOŁANIE

„Wydawać się może, że wszystko w życiu Jezusa i Jego rodziny przebiegało prosto i bezproblemowo. Ewangelista Łukasz, relacjonujący odczucia Maryi pisze, że tak nie było. Oto w pewnym momencie, gdy Jezus już dorósł, czyli według tradycji mógł podejmować samodzielne decyzje, „zagubił się”. Wiemy, że oddalił się od rodziców  nie dlatego, że źle mu było w domu, że miał swoje zdanie, co do wychowania…Dorastając po ludzku dojrzewała w nim świadomość powołania. Z pewnością rozważał, czy pozostać w rodzinnym domu w Nazarecie, czy opuścić go i pójść za wewnętrznym głosem i dać się poznać światu, aby ów świat poznał Ojca. Pragnienie to było w Jego sercu i stawało się żarem nie do opanowania. Miłość do Ojca i ludzi była w Nim gorętsza niż najgorętszy płomień. Wszak był w niej żar Ducha Świętego.

Niektórzy chrześcijanie zostali obdarowani przez Pana Boga szczególnym powołaniem. Polega ono na tym, aby zobowiązania płynące ze chrztu św. realizować w sposób bardziej dosłowny i radykalny. Ci chrześcijanie nazywani są osobami konsekrowanymi. To zakonnicy i zakonnice.

W święto Ofiarowania Pańskiego osoby te myślą o swoim powołaniu, wracają sercem do pierwszej chwili ofiarowania siebie Panu Bogu, jakiego dokonały w ślubach zakonnych czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Albo jeszcze głębiej. Do momentu, gdy głos powołania stał się dla nich zrozumiały a pragnienie pójścia za Panem nie do opanowania. Gdy trzeba było podjąć decyzję. A potem….powiedzieć o tym najbliższym.”

Rozważanie powyższe pochodzi z artykułu pt. „Gdy rodzi się…powołanie” autorstwa naszego asystenta o. Henryka Droździela SJ. Cały tekst znajduje się w lutowym numerze miesięcznika „Drogi Miłosierdzia” (2/2019, ss. 10-11).

WŻCH Magnificat

Białystok, 2.2.2019 r.