STRACH NA WRÓBLE

Strachowi na wróble znudziła się samotność i… postanowił zaprzyjaźnić się z ptakami. Niestety pomimo usilnych starań, przemów, a podobno nawet modlitw, jego wszystkie wysiłki kończyły się niepowodzeniem. Co wyciągnął ręce, to ptaki z piskiem uciekały. Z tego powodu stawał się coraz bardziej smutny, co oczywiście jeszcze bardziej przeszkadzało w nawiązaniu kontaktu. Nie wiadomo, jak by się to skończyło, gdyby nie zlitował się nad nim przelatujący wiatr. Ten, widząc bezmiar cierpienia stracha na wróble, zawołał: „Opuść ręce”.
Może się zdarzyć, że i my w czasie rekolekcji doświadczamy „niepowodzenia”. Wydaje się nam, że Pan Bóg nas unika. Ukrywa się. Nie możemy nawiązać więzi. I to pomimo naszych starań i wysiłków.
Drogi Czytelniku, jeśli czegoś takiego doświadczasz, może warto „opuścić ręce”. Dopóki sam się „bardzo starasz”, to nie pozwalasz Panu Bogu zbliżyć się do siebie. Mówisz, jak maleńkie dziecko do taty, który chce go podnieść i posadzić na krześle - „Ja siam!”.
Dopóki sami chcemy zrobić wszystko, to tak naprawdę krępujemy Panu Bogu ręce i nie pozwalamy Mu wziąć nas i przytulić do policzka. Sami tego nie zdołamy uczynić. Uwierz mi.
                                                                                                                                                                                                       Leonardo
                                                                                                                                                                                                Białystok,21.3.2019.