MIŁOŚĆ I MIŁOSIERDZIE…

Poszliśmy gromadką do kina. Było nas tam dwadzieścioro. Ludzie z przypadku też obejrzeli z nami film pt. „Miłość i Miłosierdzie”. Pragnienie, które zrodziło się w sercu Joli, podjęłam. W naszym zamyśle miało nas być ok. 40 osób, ale zgłosiło się tylko 9 chętnych, były więc chwile zwątpienia, opornie szło namawianie. Jednak gdy rozmawiałam z jedną osobą, która bardzo chciała ten film zobaczyć, wiedziałam: TO dla Ciebie, Panie, jest ważne!!!! 

W życiu często mówię: „Jezu, ufam Tobie”, ale czy z serca?

Film dał odpowiedz. Ale może uporządkuję treść mojej refleksji. Czytałam wiele recenzji, których autorzy nie mogli powstrzymać się od krytyki dla samej krytyki. Nie wnosili nic oprócz wyśmiania i porównania filmu z kolorowankami lub świętymi obrazkami. Zniechęcali do zapoznania się z jego przesłaniem. Ja jednak uważam, że „Miłość i Miłosierdzie” warto obejrzeć. Nie zawiodłam się. Z filmu dowiedziałam się na przykład, dlaczego w USA kult Miłosierdzia Bożego jest tak popularny, jak ważną rolę odegrała Sodalicja Mariańska, jakie były przyczyny watykańskiego zakazu kultu Miłosierdzia. Ważne jest też dla mnie to, że wizerunek Pan Jezusa z obrazu, który powstał pod wpływem wskazówek siostry Faustyny, nie jest przypadkowy. Świadectwa ludzi współczesnych, których możemy spotkać na ulicach naszego miasta, bardzo do mnie przemawiały i były bardzo trafiającymi do mnie osobiście. Pokazywały mi ważność kultu Miłosierdzia i jego znaczenie w mojej codzienności. Nie każdemu musi podobać się ten film, ale ja znalazłam w nim dużo wartościowych treści. Od tej pory odmówienie Koronki do Miłosierdzia Bożego będzie zupełnie innym czasem spędzonym z Bogiem Żywym. Poniżej przytaczam recenzję, w której został uczciwie oceniony. 

Sylwia Szliserman, Wspólnota „Magis”

Białystok, 29 IX 2019

 

Dokument fabularyzowany o Bożym Miłosierdziu i misji Siostry Faustyny Kowalskiej, ujawniający nieznane dotąd fakty i niedawno ujawnione dokumenty.
Obsada: Kamila Kamińska, Maciej Małysa, Janusz Chabior, Remigiusz Jankowski, Piotr Cyrwus
Reżyser: Michał Kondrat
Scenariusz: Michał Kondrat
Recenzja filmu Miłość i miłosierdzie (2019)
Sztuka mistyki – nie tylko filmowej
justyna_agnieszka_baran
• 10 kwietnia 2019 11:13 
• recenzja kinowa Miłość i miłosierdzie (2019)
Z pewnością nie jest łatwo zabierać głos w dyskusji o sacrum, która nieprzerwanie, choć często w sposób ukryty, toczy się we współczesnej kulturze. Poszukując nadziei i punktu oparcia w życiu, człowiek XXI wieku bardzo podobny wydaje się do bohatera wiersza Przerwy-Tetmajera, który, wydrwiwszy i skrytykowawszy wszystkie idee i postawy, "głowę zwiesił niemy", zapytany o to, w jaki sposób chce bronić się przed złem. Michał Kondrat, scenarzysta i reżyser filmu "Miłość i miłosierdzie" głowy z pewnością nie zwiesza, a jego bezkompromisowość w poszukiwaniu prawdy zadziwia oraz budzi szacunek. 

Błędem byłoby traktowanie "Miłości i miłosierdzia" jako filmu stricte o św. Faustynie, choć na ten aspekt filmu widocznie postawił jego dystrybutor. W rzeczywistości do czynienia mamy ze spójną, logiczną i rzetelnie opowiedzianą (wielka tutaj zasługa profesjonalnie przygotowanej części dokumentalnej) historią kultu Bożego Miłosierdzia, przymiotu Boga, który znany jest od tysięcy lat, ale który w nowym świetle ukazany został światu wraz z objawieniami polskiej zakonnicy, które wpłynęły na duchowość całego Kościoła katolickiego, stając się znanymi na całym świecie. 

Historia, którą opowiada nam Kondrat, składa się z co najmniej kilku fascynujących wątków, a każdy z nich byłby materiałem wystarczającym na osobny, interesujący film. Losy świętej Faustyny to z pewnością element najbardziej wyeksponowany, ale uwagę zwracają również losy jej spowiednika, ks. Michała Sopoćko, którym nie bez powodu zaczynają interesować się filmowcy z całego świata, jako że jego życiorys wydaje się gotowym scenariuszem sensacyjnego filmu.

Reżyser nie zaniedbał też sprawy pod wieloma względami najbardziej intrygującej – historii obrazu, który powstawał na podstawie objawień św. Faustyny i wyszedł w 1934 r. w Wilnie (gdzie znajduje się obecnie) spod pędzla Eugeniusza Kazimirowskiego (znakomita rola Janusza Chabiora).

Tworzony przez ponad pół roku wizerunek, wciąż poprawiany zgodnie ze wskazówkami Faustyny, dążącej, ku ogromnej frustracji malarza, do jak najwierniejszego odwzorowania wyglądu Jezusa w czasie objawień, poddany specjalistycznym badaniom, okazuje się po latach w stu procentach zgodny z twarzą z Całunu Turyńskiego, a twórcy filmu nie skąpią rzetelnych opinii znawców i specjalistów, którzy wyjaśniają fascynujące tajemnice płótna – efektu mistycznych doświadczeń Faustyny.  

Narracja fabularyzowanego dokumentu rozwija się równolegle na dwóch planach, co sprzyja uzyskiwaniu przez odbiorcę spójnego i złożonego obrazu opowiadanych zdarzeń. Szczególnie cenne jest to, że prezentowana historia jest tak dynamiczna – wychodzi daleko poza relację dokumentalną i fabularną, pokazując nie tylko kawał historii Kościoła, historie mistycznych doświadczeń, losów jednostek – duchownych i świeckich – które stały się bohaterami tej opowieści, ale również duchową głębię i sens kultu, który rozprzestrzenił się na całym świecie.