BÓG JEST KOBIETĄ

Kilka lat temu przeglądałem przedruki z prasy zachodniej. W powodzi różnych tematów ekologicznych, społecznych czy politycznych znalazłem artykuł, a właściwie reportaż ze spotkania bodajże kanadyjskiego biskupa z feministkami. Duchowny mówił o duchowości kobiet, podkreślając jej cechy. Mówił o łagodności, miłości macierzyńskiej, poświęceniu. Wszystko to zestawiał z cechami, które jednoznacznie kojarzą się nam z przymiotami Boga. Artykuł szeroko to opisywał. Na koniec kapłan zwracając się do zebranych kobiet zawołał „Bóg jest kobietą i Ona wam błogosławi”. Przyznam, że czytając ten artykuł miałem bardzo mieszane odczucia. W mojej mentalności nie mieści się przypisywanie Bogu płci. I to ani męskiej ani żeńskiej a jednocześnie zwracam się do Boga tak jak uczył tego Chrystus. To znaczy Ojcze nasz. W mojej mentalności Bóg mieści w sobie pojęcie Ojca i Matki jednocześnie ale nazywanie Go mężczyzną czy dla kontrastu kobietą jest po prostu niezrozumieniem istoty Boga. Niemniej ten artykuł uruchomił we mnie proces myślenia jak z tym jest naprawdę. Jak to się dzieje, że są ludzie, którzy koniecznie chcą wtłoczyć nieskończoność i Absolut Boga w ciasne ramy swojego pojmowania płci czy świata. W moim pojęciu Bóg stwarzając człowieka wyraźnie mówi w księdze rodzaju o stworzeniu mężczyzny i kobiety jako jedno. Rozumiem to tak, że pierwszy człowiek mając w sobie pierwiastek Boży był w takim samym stopniu mężczyzną i kobietą. Dopiero akt stworzenia Ewy jest niejako rozdzieleniem tych dwóch pierwiastków i umiejscowieniem ich w oddzielnych ciałach. Pierwiastek kobiecy to rzeczywiście przewaga łagodności, ciepła miłości czy cierpliwości. Czyli przewaga takich cech, które zwykle cechują kobiety. Pierwiastek męski to z kolei przewaga takich cech jak siła, gwałtowność, szorstkość czy twardość. I właśnie dlatego kobieta i mężczyzna w związku ze sobą, uzupełniają się nawzajem stanowiąc swoje dopełnienie. To dlatego Chrystus mówi cytując słowa Pisma Św. „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem” (Mt. 19, 5). Kobieta i mężczyzna w pełni mogą być człowiekiem w połączeniu ze sobą. Rozdzielanie i stawianie jednej natury przeciwko drugiej jest co najmniej niezrozumieniem istoty a w najgorszym razie zaprzeczeniem zamysłowi Boga. Istota męskości i kobiecości nie stoi w stosunku do siebie w sprzeczności czy w antagonizmie. Obie natury się dopełniają.

Jednak to co obserwujemy dziś jako prądy myślowe czy nurty mody współczesnego świata to właśnie budowanie takiego antagonizmu. Wszystkie tzw. ruchy feministyczne budują swoją narrację na takim właśnie antagonizmie. Co więcej, celowo przez nie negowana jest męskość. Jest ona wręcz wyszydzona i spychana powoli na margines. Z przykrością zauważam, że stan ten trwa już od wielu lat. Tak zwane nowoczesne prądy intelektualne definiują mężczyznę z jednej strony jako brutalnego ordynarnego głupola, który potrafi poniżać, podporządkowywać sobie gwałtem innych i epatuje przemocą i okrucieństwem. Na drugim biegunie tak budowanego obrazu stawia się mężczyznę kukłę. Jest to mężczyzna w ciepłych kapciach podporządkowany energicznej kobiecie (czasem jest to żona, czasem zaborcza mamusia) bezwolny i wycofany. Zatopiony w swojej pracy zawodowej, nieobecny w życiu dzieci, o ile je ma. Przynoszący co najwyżej do domu pieniądze na utrzymanie. Siedzący w komputerze. No właśnie. Dwa lata temu byłem zaproszony na konferencję z udziałem amerykańskiego psychologa odbywającą się pod znamiennym tytułem „Mężczyzna wersja 3.0”. Konferencja zorganizowana była przez zespół kobiet. Większość prelegentów stanowiły kobiety. Większość uczestników stanowiły kobiety. Facetów jakoś ten temat nie interesował. Obraz współczesnego mężczyzny jaki został nakreślony w czasie konferencji napawał mnie przerażeniem. Otóż wielu z prelegentów kreśliło obraz samotnego faceta po czterdziestce, który albo zakończył związek z kobietą albo w ogóle do niego nie wszedł. Uzależnionego od wszechobecnej pornografii. Fizyczna kobieta będzie miała wymagania. Kobieta z filmu pornograficznego wymagań nie ma, jest więc łatwiejsza w obsłudze. Po co więc się wiązać na stałe. Mężczyzna ten poza pracą spędza czas wolny skrzykując się z kolegami w internecie. Są gry w których grupa takich jak on komandosów uzbrojonych po zęby zdobywa twierdze i wygrywa wirtualne bitwy z podobnymi grupami twardzieli. Tylko, że przed monitorami siedzą podtatusiali samotni chłopcy po czterdziestce. Pijąc kolejne piwo lun drinki nie mają szans na normalne życie w realu. Nie chcą, boją się stanąć do walki z prawdziwymi przeciwnościami. Nie mają kiedy, boją się dorosnąć. W ten sposób pan Piotr pozostaje do końca życia Piotrusiem Panem. Gdzie podział się etos mężczyzny. „gdzie są chłopcy z tamtych lat” jak mówią słowa piosenki. Gdzie jest etos rycerza, tak ceniony w Rzeczypospolitej. Etos mężczyzny opiekuńczego dla słabych, odpowiedzialnego za siebie i swoją rodzinę. Gotowego w oddaniu poświęcić życie w obronie swoich bliskich. Mnie, właściwie, również wychowywała mama. Tato był obecny ciałem a nieobecny duchem. Mama mówiła mi Pawełku jak biją to uciekaj. Zabrakło wychowania ojca, który by powiedział – jak biją to im się odbij. Walcz o swoje. Nie poddawaj się. Masz wszystko co ci jest potrzebne w sobie. Bo jesteś mężczyzną. A ja jestem z tobą nie jesteś sam. Dopiero w życiu dorosłym zacząłem zastanawiać się co znaczy być mężczyzną. Dopiero w życiu dorosłym zacząłem szukać i odnajdywać jakim mężczyzną był Jezus Chrystus – mój Brat, mój Bóg. Zacząłem Mu się przyglądać. Zacząłem odkrywać Jego cechy. Przede wszystkim odkryłem, że Jezus był czysty. We wszystkim co robił, co mówił nie ma żadnych dwuznaczności a szczególnie w stosunku do kobiet. Żadnych podtekstów, głupich półuśmieszków czy dowcipów. A przecież był otoczony kobietami. I to takimi, które wiedziały z praktyki co to seks i wyuzdanie. Żył w czasach i w kulturze, w której wiele wybaczano mężczyznom, chociaż oficjalnie społeczność żydowska była wręcz pruderyjna. Czytając nowy testament mam czasem wrażenie, że to właśnie ta Jego czystość wręcz przyciągała do niego kobiety.

Jezus był odpowiedzialny. Czuł się odpowiedzialny za swoich. Szczytem tej odpowiedzialności jest scena z ogrodu oliwnego gdy mówi – „oto jestem, jeżeli mnie szukacie, to pozwólcie tym odejść” (J 18, 8).

Jezus był silnym mężczyzną. Silnym w mowie i czynie. Jest taka cudowna scena, obrazująca jego siłę wewnętrzną gdy Jezus w ogrodzie oliwnym pyta „kogo szukacie” i dalej, „Skoro więc rzekł do nich: Ja jestem, cofnęli się i upadli na ziemię”. Kiedyś przeżyłem podobną scenę, gdy stałem naprzeciwko bandy młodzieńców, którzy mogli ze mną zrobić co chcieli a jednak było coś w moim głosie, że nie zrobili. Wtedy zrozumiałem mgliście jak mogła wyglądać ta scena w ogrodzie oliwnym. Siła, którą miał Jezus uwidacznia się min. w scenie w kraju Gerezeńczyków, gdy wybiega mu naprzeciw człowiek opętany. Człowiek, który miał niejedno na sumieniu i na pewno krew na rękach.
Jezus był wierny. Pomimo swej siły, pomimo swoich możliwości nie wymigał się od krzyża i męki, wiedząc że taka jest wola Ojca i rola, którą musiał spełnić na ziemi. Jezus był wierny swojej roli do końca, do śmierci.

Jezus żył w jedności z Bogiem, swoim Ojcem. Był Mu wierny, był w Niego wsłuchany. Był Mu posłuszny. Żył z Nim w łączności i przyjaźni.
Jezus był mężny i twardy. Jednoznacznie nazywał zło złem. Nie wchodził w kompromisy z możnymi Jego świata.

1. Są to jednoznaczne cechy mężczyzny, wojownika. Co oczywiście nie znaczy, że podobnych cech nie może mieć kobieta. Niemniej ja jestem mężczyzną. I jako mężczyzna chcę mieć takie cechy jakie miał Jezus. Tak sobie wyobrażam prawdziwego mężczyznę. Silnego, mądrego, odpowiedzialnego za siebie i tę cząstkę świata, która została mu powierzona. Mężczyzna ma kształtować siebie i swoje otoczenie, ma być niejako przedłużeniem ramienia Stwórcy bo jest Jego synem, Jego dziedzicem. To kobieta rodzi syna czy córkę. Ale to mężczyzna swoją obecnością i wychowaniem stwarza nowego mężczyznę i nową kobietę. Mężczyzna ma mieć świadomość, że jest synem wielkiego ojca, Boga i ma Jego cechy. Życie mężczyzny to ciągłe Boże prowadzenie, ciągły trening i ciągła walka. Walka przetykana cierpieniem i zwątpieniem. Jednak z pewnością, że jest on przeznaczony do zwycięstwa i chwały. Taki obraz mężczyzny znajduję w Starym i Nowym Testamencie. Taki obraz jest mi bliski. Taki obraz mam wpisany do mojego serca. I dziwię się, że dzisiaj współcześni mężczyźni i współczesne kobiety takiego obrazu nie widzą. Może dlatego tak mało jest mężczyzn wśród tłumu chłopców. Może właśnie dlatego tak wiele jest samotnych kobiet. Może właśnie dlatego jakiś zrozpaczony kapłan uważa że Bóg jest kobietą i ona nam błogosławi. A tak na koniec mała scenka rodem z naszego podwórka. Kilka lat temu byłem na Mszy Św. 8 marca. Młody ksiądz głosił homilię do kobiet zgromadzonych w kościele. Wychwalał te same cechy kobiet co jego kanadyjski kolega. Na koniec w zapale kaznodziejskim z groźnie zmarszczoną twarzą podsumował swoje wystąpienie. „To nie kobiety ukrzyżowały Chrystusa”. Cóż chyba miał rację.

Jarosław Dobrzyński, Białystok, 19 XI 2019

 

 Źródło:Freepik