ODDANA SERCEM
Kilka myśli o Marioli Bogdan w dniu jej śmierci.

Chwała Panu. W górę serca. Oddana sercem. M. – Są to słowa zostatniego maila otrzymanego od Marioli. Poprzedziło je kilka słów podziękowania za przesłany tekst. Te krótkie zdania chciałbym wykorzystać, napinając na nie, jak płótno na ramy, moje wspomnienia o Marioli Bogdan.

Zacznę od stwierdzenia, które jest … czwartym, brakującym zdaniem w konstrukcji ram do obrazu. Mariola była „osobą wspólnototwórczą”. Jej pogrzeb, to ostatnia rzecz, którą nam ofiarowuje. - Gromadzi nas razem: na modlitwie, wokół stołu Słowa i Eucharystii, w komunii.

Odeszła od nas piękna kobieta, siostra, żona, matka, babcia, przyjaciółka, koleżanka, sąsiadka, nauczycielka tańca i założycielka szkoły tańca w Kaliszu, animatorka Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego w Kaliszu, wierna uczennica Pana.
Chwała Panu!

Od pierwszych rekolekcji ignacjańskich w 1990 roku, te słowa były motywem przewodnim jej życia. Pan dał się jej spotkać. „To była miłość od pierwszego wejrzenia … i do dziś nie ustaje, choć się mocno potykam, aż Pan Jezus musiał mnie wziąć na ręce” - napisała.

Słowa św. Ignacego, że „człowiek jest stworzony, po to, aby Pan Boga chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił swoja duszę” poruszyły ją. Wszystko wtedy zrozumiała, jak Ignacy. Znalazła klucz do zrozumienia sensu życia i nigdy Go nie zgubiła, nawet w wśród trudów duchowej walki, przez które każdy musi przejść. Chwalić Pana w życiu i życiem i być dla innych, tu i teraz, to było motto jej życia. Pięknego życia, bo pięknie przeżytego.

Pragnienie „chwalenia Pan”, gorzało w jej sercu. Widzieliśmy to wszyscy. Miała sto pomysłów, tam gdy my mieliśmy jeden, może dwa, a czasem żadnego. Trzeba było ją powściągać. Ten żar pozostał w Niej do końca. Palił ją, nie spalając. Bóg jest Miłością - Ogniem. Tylko ogień ma przystęp do Ognia. Pan ją przygotowywał do spotkania ze sobą.

W górę serca!

Te słowa powtarzane w sercu każdej Mszy św. Msza św. była dla niej miejscem spotkania z Panem i w Panu, ale także ze Świętymi. Byli jej bliscy. Przecież odbijała się w nich Boża miłość, zawarta w ewangelicznym przepowiadaniu i w Kościele. Maryja, św. Józef, św. Ignacy – poznawała ich życie, kontemplowała postawy, rozważała słowa, zawierzała się ich wstawiennictwu. Wszak święci czynią z jeszcze większą mocą to, co robili przed śmiercią – pomagają osobom w drodze do poznania Boga, miłowania Go i służenia Mu. Bóg nadal z nimi pracuje w świecie (wszak żyją choć umarli). W ostatnich dniach,Mariola, dokonała jeszcze raz aktu powierzenia swojego cierpienia, swoich pragnień, umartwieńczyli siebie Bogu przez pośrednictwo św. Józefa kaliskiego. „Oddajęmoją chorobę za Ojczyznę, rodzinę i koniecznie za wspólnotę ….Przytulam się do świętych” - napisała w jednym z ostatnich listów. I dalej: „Po Mszy św. z zawierzeniem św Józefowi i modlitwą za mnie i Kreta* w szpitalu - rozlał się w moim sercu pokój, jak rzeka.”

Oddana sercem!

Wszystko robiła z serca czyli z pasją. To był jej podpis. Takich ludzi rozumieją tylko ludzie z pasją. Może czasem nam tej pasji brakować i wtedy…, trzeba pozwolić Duchowi Świętemu ją rozpalić. – Nie masz czegoś!? Nie użalaj się, ale proś. Pan mówi:„proście”. Proś, tak jak w „Ojcze nasz”, jak dziecko, wytrwale, z zaufaniem, wierząc, że On wie, co dla ciebie jest najlepsze. Dopiero niedawno zostały zapowiedziane obchody rocznicy nawrócenia św. Ignacego. Mariola już myślała o rozpaleniu charyzmatu, o wspólnocie, o temacie rekolekcji związanym z książką „Sam i na piechotę”, która ją zachwyciła.

M - jak Mariola! M - jak miłość!

Będzie nam Cię brakowało Mariolu. Nie tylko mężowi, dzieciom z rodzinami, dzieciom ich dzieci. Nie będziemy jednak rozpaczać, ale dziękować. Dziękować Bogu za Ciebie, za Twoją obecność wśród nas, za dobro zdziałane przy Twojej współpracy, za Twoje bezkompromisowe, powtarzane za Ignacym - „kochać i służyć”. I za to, że dał nam cieszyć się Tobą, tak długo, kilkadziesiąt lat.

Wiemy, że nie zapomnisz o nas. My o Tobie też. Odpoczywaj w Panu czyli w Pokoju, który jest jak rzeka - ciągle ta sama, ale nie taka sama, zawsze jednak przyjmująca i obdarzająca życiem.

Musiałem spisać te myśli. Gdy krążyły mi w głowie usłyszałem Twoje słowa, jakże często powtarzane: „Piszcie. Będzie do kroniki!”

Niech Pan Cię przytuli.

CHWAŁA PANU!

Wspomnienie. o. Henryk Droździel SJ, Rzym, 29.11.2019

 

 

 

Mariola, w przerwie spotkania WZCH.

 

 

 

 

NB* Tadeusz Krytowski ze wspólnoty WŻCH w Kaliszu.