W RAMIONACH BOGA

Mam na imię Michał. W rekolekcjach ignacjańskich w życiu codziennym  uczestniczę już trzeci raz.

Na początku tych rekolekcji było mi bardzo ciężko odczytać to, co mówi do mnie Pan Bóg. Przy poprzednich rekolekcjach również miałem z tym problem. Szybko zniechęcałem się tym, iż inni doznają jakichkolwiek poruszeń a ja nie. Na pierwszym spotkaniu z osobą towarzyszącą dostałem cenną lekcję. Dowiedziałem się, że najważniejsze są poruszenia mojego serca. To, co mówi do mnie Pan poprzez radość, smutek; żeby w tym kierunku iść, a przy medytacjach powtórkowych skupiać się wyłącznie na poruszeniach z wcześniej przerabianych medytacji.

W międzyczasie, gdy nikt się z nas nie spodziewał, wprowadzono stan zagrożenia epidemiologicznego. Nie było już niedzielnych konferencji, a spotkania z osobą towarzyszącą odbywały się drogą telefoniczną. Z racji na taki stan rzeczy, ciężko było przybrać się do osobistego spotkania z Panem Bogiem, kiedy dookoła nas ludzie zaczęli chorować i umierać. Jednak skryte pragnienie w moim sercu podpowiadało mi, abym usiadł i porozmawiał z Panem Bogiem. Było  mi  bardzo ciężko skupić się na medytacjach. Jednak przez pierwsze poruszenia w sercu, Pan zaczął przemawiać, emanując spokojem i radością. Przez słowa Ewangelii, które dostawaliśmy na kolejne tygodnie rekolekcji, Pan Bóg zaczął mi ukazywać, iż mimo mojej grzesznej natury i tego, że często zamiast iść drogą światłości ku Niemu – zbaczam na drogę grzechu, który odciąga mnie od Niego jako Stwórcy, kocha mnie nieskończoną miłością i czeka jak Ojciec na syna marnotrawnego. Kolejne medytacje, moje osobiste spotkania z Bogiem zaczęły mi ukazywać, jak bardzo jestem kochany. Mimo tej strasznej choroby która jest wokół nas, Bóg pokazał mi, że mogę liczyć na jego bezgraniczną i niewyobrażalną miłość. Dodawała mi ona siły na kolejne dni mojego życia i co najważniejsze - nie poddawania się w obecnej sytuacji. W dniach, w których miałem odmawiać medytację, nie raz chciało się to odłożyć na później i ewentualnie obejrzeć sobie film. Jednak spokojny głos w sercu zapraszał mnie do osobistej rozmowy z moim Stwórcą. Po każdej medytacji Bóg dawał w mym sercu pokój i siłę, aby sprostać wymaganiom dnia następnego.

Podczas ostatnich medytacji  Bóg dał mi jednoznaczną odpowiedź, iż gdy stanę na progu śmierci i nikogo już nie będzie przy mnie, On jako mój Ojciec nie zapomni o mnie i będzie mnie trzymał w swych ramionach. Te poruszenie otrzymane podczas medytacji, dało mi bardzo dużo siły, aby mimo śmiertelnej choroby panującej wokół nas całkowicie, bezgranicznie zanurzyć się w Jego boskie, miłosierne ramiona i razem z Nim iść przez świat.

Tegoroczne rekolekcje mimo takiej formy prowadzenia, której nikt by się nie spodziewał, pokazały mi jak Bóg bardzo mnie kocha. Zostałem stworzony na Jego Święte podobieństwo i jestem królewskim dziedzicem. Każdego dnia zmagając się z życiem nie jestem sam, ale nasz Ojciec jest przy mnie i swym ramieniem otacza mnie dając mi siłę w kroczeniu naprzód. Gdybym nawet zboczył i odszedł od Niego – On zawsze będzie na mnie czekał.

Gdyby nie ta cała sytuacja panująca dookoła po zakończeniu rekolekcji na pewno nie powróciłbym do medytacji aż do momentu nowych rekolekcji ignacjańskich. Obecnie Bóg pozwolił mi zwolnić tempo życia, pokazał priorytety a cichy głos w moim sercu zaprasza mnie na osobiste spotkanie. Spotkanie Oblubieńca z oblubienicą.

Dziękuję Bogu za to, że dał mi tyle siły abym mógł skończyć te rekolekcje. Dziękuję za osobę towarzyszącą, przez którą Bóg przemówił i która pokazała mi na czym skupić się na osobistym spotkaniu z Bogiem. Dziękuję za o. Pawła i ks. Łukasza za przepiękne konferencje.

                                                                                                                        Michał

Białystok. 15 IV 2020r.