Dariusz Michalski SJ



KONTEMPLACJA AD AMOREM POMOSTEM MIĘDZY REKOLEKCJAMI A CODZIENNOŚCIĄ



W: „Przyjąć miłość i we wszystkim miłować”, Wyd. WAM, Kraków, 2008, s. 219 – 229.

www.wydawnictwowam.pl



    Kontemplacja Ad amorem jest ostatnim słowem św. Ignacego Loyoli dla rekolektanta odprawiającego Ćwiczenia duchowe. Za­wiera liczne wskazówki, jak pośród codzienności żyć duchowo­ścią Ćwiczeń. Nie jest możliwe, by w ramach tego krótkiego arty­kułu wyczerpać wszystkie intuicje i rady podane nam przez św. Ignacego. Chciałbym jedynie ukazać bogactwo kontemplacji wień­czącej Ćwiczenia, która może zachęcić do dalszych osobistych poszukiwań tych elementów duchowości chrześcijańskiej, bez których nie można kształtować w sobie żywej relacji z Bogiem, bliźnimi i samym sobą. Są one niejednokrotnie poddawane sil­nym atakom ze strony współczesnej cywilizacji i kultury.

    Przyjrzyjmy się więc głównym przesłankom kontemplacji Ad amorem od strony teologicznej, by następnie przeanalizować, w ja­ki sposób mogą zostać one wprowadzone w duchowość codzien­ności. Powrót do tego rodzaju refleksji po przebytych rekolek­cjach to niejako piąty tydzień - czas, kiedy wiele łask rekolekcji może rozwinąć się w swej pełni. Z mojego doświadczenia wyni­ka, że praktyka codziennej medytacji jest jak podlewanie roślin, a czas rekolekcji jak czas sadzenia. Pośród codzienności możemy w praktyce odkryć łaskę Bożą, która w jakimś stopniu została nam ofiarowana już w trakcie Ćwiczeń.

Bóg jest dobry!


    To podstawowa prawda, którą św. Ignacy Loyola chce ugrun­tować w rekolektancie. Bóg jest dobry i najpełniej wyraził to przez dar swego Syna - Słowa, które stało się Ciałem. Stąd uwaga Igna­cego, że miłość polega bardziej na uczynkach niż na słowach. W tym kontekście moglibyśmy powiedzieć, że miłość polega na słowach, które przechodzą w czyn. Nie na samych deklaracjach, ale na postawach. Postawa Boga względem człowieka jest dla nas przykładem, jak mamy kochać. Miłości uczymy się od rodziców. Uczymy się jej także od Boga, który tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16). Teologię Starego Testa­mentu moglibyśmy streścić w stwierdzeniu: Bóg jest dobry. Stwa­rza dobry świat i dobrego człowieka, który jednak ulega złu. Teo­logię Nowego Testamentu moglibyśmy natomiast streścić w zda­niu: „Boża dobroć najpełniej objawiła się w posłaniu Jezusa jako naszego Brata, a zarazem Syna Boga Ojca, a więc w przesłaniu: Bóg jest naszym dobrym Ojcem, my zaś nawzajem dla siebie brać­mi i siostrami".

    Św. Ignacy Loyola zachęca na początku kontemplacji Ad amorem, aby prosić o wewnętrzne poznanie tak wielkiego dobra, ja­kie otrzymałem. Dopiero doświadczenie i przyjęcie Bożej dobro­ci, którą Pan obdarza nas pośród codzienności - w słońcu, pokar­mie, schronieniu, najbliższych, trosce, życiu - przekonuje nas o Bożej miłości i uzdalnia nasze serca do odpowiedzi miłością na miłość. Najpierw tę miłość poznajemy. To właśnie dokonywało się przez całe rekolekcje. Przypatrywaliśmy się, jak miłość nas stworzyła (Fundament), jak nas odkupiła (pierwszy tydzień), jak nam pomagała dokonać wyboru (drugi tydzień), jak możemy jej towarzyszyć w czasie doli i niedoli (trzeci tydzień) i jak ostatecz­nie tryumfuje w świecie, co zapowiada jej zwycięstwo także w na­szym życiu (czwarty tydzień). Poznać ją wewnętrznie, to stać się mistykiem i kontemplatykiem - nawiązać szczególną, jedyną w swo­im rodzaju więź z Bogiem, tak by nic nas już nie mogło - jak mówi św. Paweł - odłączyć od miłości Chrystusa (por. Rz 8, 35).

    Dobroć Boga jest kluczem do wszystkiego. Tylko Bóg jest dobry. Tylko On jest Stwórcą świata i każdego człowieka. Do­broć, która rodzi, daje się i pomnaża, szukając wspólnoty. I do tego zmierza pierwszy punkt kontemplacji: „Przywieść sobie na pamięć dobrodziejstwa otrzymane: stworzenie, odkupienie, a także dary poszczególne, ważąc i [doceniając] z wielkim uczuciem [mi­łości], jak wiele uczynił Bóg, Pan nasz, dla mnie; jak wiele mi dał z tego, co posiada. A dalej, jak bardzo tenże Pan pragnie mi dać samego siebie, ile tylko może wedle swego Boskiego planu" (CD 234). Zwróćmy uwagę na słowa Ojca Ignacego. Największym dobrem jest sam Bóg, który pragnie dać mi siebie samego. Histo­ria mego życia to historia udzielania się Bożej Miłości, którą Ignacy nazywa Boskim planem.

Kontemplacja


    Zły duch nieustannie atakuje nas, krąży na zewnątrz (nie we­wnątrz!), aby nas pożreć. Oskarża o zło nas, innych ludzi i same­go Boga. Aby się temu przeciwstawić, nie dać się zniszczyć i za­chować pełnię życia, potrzeba postawy kontemplacji. Pięknie wyraził to Karl Rahner, niemiecki jezuita, mówiąc: „Chrześcija­nin trzeciego tysiąclecia albo będzie mistykiem, albo go w ogóle nie będzie". Św. Ignacy dzieli się na koniec rekolekcji tym, co ma najcenniejszego, co najcenniejszego otrzymał od Boga: kontemplatywnością. Owa kontemplatywność - czyli zjednoczenie z Bo­giem - jest nie tylko istotna w czasie rekolekcji. Ma zostać prze­niesiona w codzienność. To jedna z głównych cech ignacjańskiej duchowości: być kontemplatywnym w działaniu. Być zawsze zjed­noczonym, złączonym z Bogiem i na tej podstawie działać: słu­żyć, być przy innych, obserwować, patrzeć.

    Działanie jednak nie oznacza tylko aktywności wypływającej ze mnie w sposób świadomy1. Przeciwnie: nie chodzi jedynie o aktywność wypływającą z moich sił, wiedzy, zapału czy dobrej woli. Cokolwiek bowiem czynimy sami, wcześniej czy później zamiast przybliżyć nas do Boga, oddali nas od Niego. Św. Ignacy jest prze­konany, że nie może być samowystarczalny. Otrzymane dobra, o których wspomina w drugim punkcie kontemplacji Ad amorem (czucie, rozumowanie), a także samo Boże działanie, które zosta­je ukazane w punkcie trzecim, wykluczają możliwość zajęcia przez rekolektanta postawy samowystarczalności. Ignacy idzie za tek­stem Ewangelii św. Jana: Beze Mnie nic nie możecie uczynić (J 15, 5). Odwołując się do obrazu, który podaje Ewangelista Jan, czyli winogrona i krzewu winnego, możemy stwierdzić, że ten sam sok płynie w krzewie winnym i w owocach winogron. Św. Ignacy odwołuje się do tego podobieństwa, podając w drugim punkcie kontemplacji: „Ad amorem: czyni ze mnie świątynię, jestem bo­wiem stworzony na podobieństwo i na obraz Jego Boskiego Ma­jestatu" (CD 235). Tak jak sok, który płynie w krzewie winnym, napełnia owoc winogrona, tak ja staję się świątynią przez Bożą, duchową emanację (zamieszkiwanie) Stwórcy we mnie. Ignacy tę więź nazywa podobieństwem. Utracić podobieństwo, to przestać trwać w łączności z Bogiem. Tracimy owo podobieństwo, ilekroć próbujemy stawać się niezależni od Boga Ojca, gdy próbujemy stawać się samowystarczalni. Dlatego w tekście modlitwy Igna­cego znajdujemy następujące słowa: „Zabierz, Panie, i przyjmij całą moją wolność, pamięć moją, mój rozum i całą moją wolę, wszystko, co mam i co posiadam. Ty mi to, Panie, dałeś, Tobie to zwracam. Wszystko jest Twoje. Rozporządzaj tym według Two­jej woli. Daj mi tylko miłość Twoją i łaskę, a to mi wystarcza" (CD 234).

    Modlitwa ta jest - w moim odczuciu - ignacjańskim wyrazem zrozumienia pełnej zależności św. Ignacego od swego Stwórcy. Ojciec Ignacy nie musi niczego dla siebie zatrzymywać, ponie­waż tylko umniejszyłoby to miłość. Wszystko postrzega jako dar. Pozwala Bogu wszystkim rozporządzać. Rozumie, że Bóg musi dać, by ten proces mógł zaistnieć. Soki muszą popłynąć z krzewu do owocu. Owoc nie może zrodzić się sam. Są „rzeczy", których Ignacy nie może zdobyć dla siebie. To miłość i łaska. One na zawsze pozostaną darem, nie można ich nabyć, zdobyć czy wy­ćwiczyć w sobie.

Wszystko - cecha kontemplatywności


    Kiedy Bóg coś nam ofiaruje, zawsze daje nam nie mniej niż całego siebie. Nie potrafi inaczej. Przypomnijmy jeszcze raz sło­wa Ignacego: „Pan pragnie mi dać samego siebie, ile tylko może wedle swego Boskiego planu". Tego samego stopniowo oczekuje także od nas. W tym kontekście należy rozumieć słowo „wszyst­ko" w modlitwie Ignacego. Oczywiście nasze doświadczenie du­chowości - zażyłej i osobistej relacji z Bogiem - nie od razu wpro­wadza nas w doświadczenie oddania wszystkiego Bogu. Mamy na to całe życie, które o ile będzie realizacją Bożego planu, zgodą z naszej strony na Boga, doprowadzi nas do spotkania z Panem i Stwórcą. Trzeba jednak od samego początku mieć przed sobą perspektywę wszystkiego.

    Jezus tłumaczył swoim uczniom, że idą do Jerozolimy i że tam Jezus odda wszystko, da świadectwo miłości do końca. Podobnie Ignacy przypomina nam, że dojrzała wiara kieruje się ku oddaniu wszystkiego Bogu i przyjęciu od Niego wszystkiego. Uczniowie zrozumieli tę naukę miłości. Sami stali się świadkami miłości do końca. Oddali Bogu całą swoją wolność, pamięć, rozum, wolę i ciało... Wszystko! W relacji do Boga jesteśmy powołani do wszystkiego. Jest to możliwe nie dzięki ludzkim, ograniczonym siłom, ale dzięki Bogu i Jego łasce.

    Ignacy powraca do tego przewodniego motywu w czwartym punkcie kontemplacji Ad amorem: „wszystkie te dobra i dary zstę­pują z góry; na przykład moja ograniczona moc pochodzi z naj­wyższej i nieskończonej mocy z góry. Podobnie sprawiedliwość, dobroć, pobożność, miłosierdzie itd. pochodzą od Boga tak jak promienie ze słońca, a woda ze źródła itd." (CD 237).

Jak wprowadzić miłość w czyn?


    Jaka praktyczna nauka płynie dla nas z kontemplacji Ad Amorem? Jest to przede wszystkim nauka o pełnej zależności od Boga. Tę cechę duchowości chrześcijańskiej nazywa się dziecięctwem Bożym. Cechą dziecka Bożego jest pełna zależność od rodziców. Dziecko nie może nic uczynić samo z siebie. Jego życie w pełni zależy od rodziców. Podobnie jest z nami. Ilekroć uważamy, że coś potrafimy sami z siebie, tylekroć ubywa nam życia, życia w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Mamy stać się jak dziecko. Ignacy wyraża tę myśl, podając zasadę ludzkiego funkcjonowania w świecie: tak ufaj (módl się), jakby całe powodzenie spraw zale­żało od Boga, a tak działaj, jakby wszystko zależało od ciebie.

    Żyjemy w świecie, który nieustannie podkreśla wartość ludz­kiej samowystarczalności, władzy i siły. Jesteśmy bombardowani wizją człowieka, który potrafi poradzić sobie ze wszystkim. Sprze­ciwia się to w dużej mierze wizji chrześcijańskiej i - można także powiedzieć - ignacjańskiej. Stąd ogromna potrzeba nieustannej kontemplacji, czyli wpatrywania się w to, co najważniejsze (łac. contemplari - „uważne rozpatrywanie czegoś za pomocą zmysłów lub ducha"). Powiedzielibyśmy, zdobywania właściwego oglądu rzeczywistości. Dla każdego wierzącego taką postawą jest posta­wa przedłużonej, osobistej modlitwy.

    Św. Ignacy zaleca, aby modlitwę medytacyjną lub kontempla­cyjną, a także modlitwę rachunkiem sumienia kończyć odmówie­niem Ojcze nasz. Nawiązuje tu wyraźnie do wspomnianej wcze­śniej postawy dziecka wobec Boga Ojca. Wejście w tę relację jest zadaniem i powołaniem każdego chrześcijanina i warunkiem au­tentycznej modlitwy zgodnie ze słowami Jezusa: Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz... (Mt 6, 8-13; por. Łk 11, 2-4). Możemy więc powiedzieć, że w modlitwie kończącej medytację, kontemplację i rachunek sumienia mamy przywołać w sobie ducha dziecięctwa Bożego, prostoty i zaufania. Kontemplacja to nic innego jak wpa­trywanie się w Boga Ojca oczyma dziecka. Tej postawy mamy się uczyć w codzienności poprzez regularną praktykę przedłużonej, osobistej modlitwy.

    Postawa kontemplacyjności w działaniu znajduje swoją pod­stawę w przekonaniu, do którego Ignacy powraca w Ad amorem: podstawą wszystkiego jest Bóg, tylko On jest absolutny (jest Ab­solutem). Myśl ta znajduje wyraz u o. Wilfrida Stinissena w jego jakże sugestywnym artykule pt. Kontemplacyjne nastawienie do życia, w którym pisze między innymi: „Źródłem stałego pokoju jest świadomość, że Bóg jest zawsze pierwszą przyczyną, a ja sam tylko tym drugim"2. Cały artykuł o. Stinissena jest według mnie komentarzem do kontemplacji Ad amorem i ukazuje konkretne narzędzia, które można z powodzeniem stosować w codzienno­ści, aby się nie pogubić i wzrastać w miłości.

    Doświadczenie Ćwiczeń ma tak przemienić człowieka, by stał się kontemplatykiem. Nie chodzi tu o nadzwyczajne stany świa­domości ani towarzyszące temu cudowne zjawiska w formie na przykład lewitacji. Chodzi o coś niezwykle prostego: by patrzeć w sposób pogłębiony, refleksyjny i duchowy na wszystko, co mnie otacza, a także na to, co przeżywam w sobie. Takie spojrzenie nawet wtedy, gdy jest darem, wymaga nieustannego wysiłku i ćwi­czenia się. Stąd potrzeba chociażby milczenia i wyciszenia, które jest warunkiem niezbędnym do odprawienia Ćwiczeń duchowych oraz do kontemplacyjnego podejścia do życia. Św. Ignacy daje temu wyraz, powtarzając w kontemplacji Ad amorem: „zwrócić uwagę" (CD 230, 235), „z wielkim uczuciem rozważę" (CD 233), „zastanowić się - rozumnie i uczciwie" (CD 233), „podejmę osobi­stą refleksję" (CD 235), „podjąć osobistą refleksję" (CD 236,237).

    Być kontemplatykiem, to stać się osobą uważną. Ową uważność zdobędziemy jedynie właśnie w klimacie wewnętrznego wyciszenia i skupienia. Ignacy chce, abyśmy na modlitwie byli uważni i żebyśmy tę postawę przenosili w codzienność. Uważność łączy się z dyscypliną. Nie chodzi o surowość, ale o łagodną stanowczość wobec na przykład planu codziennej modlitwy. Świet­nie wyraził to Henri Nouwen, pisząc: „Jedynym rozwiązaniem będzie tu plan modlitw, którego nigdy nie zmienisz bez zasięgnięcia rady twojego duchowego kierownika. Ustal rozsądną porę, a gdy to zrobisz, trzymaj się jej za wszelką cenę. Uczyń z modli­twy swoje najważniejsze zadanie. Niech każdy wokół ciebie wie, że jest to jedyna rzecz, której nigdy nie zmienisz, i módl się za­wsze o tej samej porze. [...] Ustal dokładne godziny i trzymaj się ich. Wyjdź od znajomych, kiedy zbliża się ta pora. Po prostu niech wtedy będzie dla ciebie niemożliwa jakakolwiek praca, nawet gdyby wydawała ci się pilna, ważna i decydująca. Kiedy będziesz wierny temu postanowieniu, powoli się przekonasz, że nie ma sensu myśleć o wielu problemach, ponieważ i tak nie można ich roz­strzygnąć w tym czasie. I wtedy powiesz sobie w czasie tych wol­nych godzin: Ponieważ nie mam teraz nic do roboty, mogę się modlić. I tak modlitwa stanie się równie ważna jak jedzenie i spa­nie; wolny czas przeznaczony na to stanie się czasem uwalniają­cym, do którego przywiążesz się w dobrym sensie tego słowa"3.

    Sama uważność nie wystarcza, musi zostać wzmocniona dys­cypliną. Już sam tytuł - Ćwiczenia duchowe - wskazuje na dys­cyplinę wykonywania poszczególnych ćwiczeń w sposób regu­larny i z pewnym wysiłkiem duchowym, psychicznym, a czasem nawet fizycznym.

    Kolejną istotną postawą umożliwiającą nam zdrowe, to zna­czy bliskie rzeczywistości funkcjonowanie (w odróżnieniu na przy­kład od racjonalizacji) jest postawa uważnej, zmysłowej obser­wacji, kontaktu z rzeczywistością. Pisze o tym o. Franz Jalics, węgierski jezuita, w książce Rekolekcje kontemplatywne4. Myślę, że warto zwrócić uwagę na kontemplatywne podejście do prakty­ki rekolekcji ignacjańskich o. Jalicsa, którą w swoim artykule ko­mentuje o. Stinissen:

    ,,W pierwszym dniu rekolekcji podejmuje się niewiele kroków w kierunku klasycznej medytacji. Jalics rozsyła uczestników na łono przyrody i zaleca im, aby jak najmniej myśleli o spacerze. Oczy­wiście ich myśli będą się wciąż pojawiać, ale należy niezłomnie powracać do postrzegania. Pozwól oczom spocząć na drzewach, obłokach i trawie; wsłuchaj się w wiatr i ptaki; chłoń zapach przy­rody. Pozwól rzeczom być, jakimi są, nie próbuj ich porządkować na swój sposób. Wszystko jest dobre takie, jakie jest.

    Nasze patrzenie może być bardzo zróżnicowane. Normalnie patrzymy badawczo (beobachten - obserwujemy), przy czym nie respektujemy rzeczy, bierzemy je na służbę, aby coś z nimi zrobić albo by zwiększyć swoją wiedzę o nich; albo patrzymy lekcewa­żąco, bez zastanowienia i bez wewnętrznego zaangażowania. Prawdziwy sposób patrzenia (schauen - oglądanie), który przy­gotowuje nas do kontemplacji i sam w jakiś sposób jest kontem­placją, zakłada tym samym wielki szacunek wobec rzeczy i we­wnętrzną obecność i otwartość na nie. Nic z nimi nie robimy, po­zwalamy, by były sobą, by mówiły same za siebie. Wszystko ma nam coś do powiedzenia, niebiosa głoszą chwałę Boga.

    Kiedy w trakcie spaceru na łonie przyrody raz po raz stajemy spokojnie i pozwalamy naszym oczom spocząć na jakimś kwie­cie, źdźble trawy czy kropli rosy, zauważamy, jak kropla czy kwiat powoli się otwierają i jak przebłyskuje przez nie coś wiecznego. Wszystko jest we wszystkim. Kropla rosy nie jest jedynie kroplą rosy, ale i miejscem, w którym obecny jest Bóg. To nie tylko jest pewien fakt, ale misterium, tajemnica. Myślenie o tym nas nie zmienia, musimy to spostrzec zmysłami.

    Boga nie ma w naszych myślach, On jest w rzeczywistości. Tam możemy Go odkryć. Pierwszym krokiem jest odejście od myśli ku postrzeganiu"5.

    Powyższa idea pokrywa się z jednym z ćwiczeń proponowa­nych w czasie sesji „Poznaj siebie" organizowanej w Europejskim Centrum Komunikacji i Kultury w Warszawie-Falenicy6. Polega ono na uświadomieniu sobie całego ciągu poszczególnych dzia­łań, które zmierzają ostatecznie do uformowania świadomości rze­czywistości w wymiarze zarówno zewnętrznym, jak i wewnętrz­nym. Ćwiczenie rozpoczyna się od postrzegania zmysłowego, od nazwania w jak najrzetelniejszy sposób tego, co postrzegamy swo­imi zmysłami: białe światło, niebieska wykładzina, brązowe krze­sła, zielony stół, hałas za oknem itp. Pierwszy etap jest etapem zbierania informacji za pomocą zmysłów z otaczającej nas rze­czywistości. W ćwiczeniu tym pobrzmiewa echo tego, co Ignacy opisuje w kontemplacji Ad Amorem, kiedy każe rozważać, jak Bóg się dla mnie trudzi i działa we wszystkich rzeczach stworzonych na powierzchni ziemi: na niebiosach, w żywiołach, roślinach, owocach, trzodach itp. W kolejnym punkcie należy przyglądać się (hiszp. mirar). Widzimy tu jasno doświadczenie Ignacego, który był wrażliwy na otaczającą go rzeczywistość i właśnie kontem­placja, oglądanie tej rzeczywistości - a nie używanie, jak to miało miejsce przed nawróceniem - wraz z łaską Bożą doprowadza go do zmiany swego patrzenia, postrzegania i myślenia, zwraca go całkowicie ku Bogu.

    Nie trzeba szukać daleko takiej praktycznej kontemplacji rze­czywistości. Jej pięknym przykładem była twórczość ks. Jana Twardowskiego. Prostota rzeczywistości z jednej strony, a z dru­giej dobroć, wymownie wskazują każdemu uważnie stąpającemu po tym świecie człowiekowi, że wszystko pochodzi od Boga. Kontemplacja rzeczywistości prowadzi do prostoty dziecka, o któ­rej mówi Twardowski w wierszu Wyjaśnienie: „Nie przyszedłem pana nawracać / zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania / [...] po prostu usiądę przy panu / i zwierzę swój sekret / że ja, ksiądz / wierzę Panu Bogu jak dziecko"7.

    Nie ma uniwersalnej dla wszystkich reguły, w jaki sposób wejść w postawę kontemplatywności pośród codzienności. Jedno jest pewne: nie można tego uczynić w zabieganiu, aktywizmie i po­goni za sukcesem. Potrzeba prostoty, a tej uczymy się na kola­nach, w czasie codziennej medytacji, ugruntowując w sobie po­stawę dziecka wobec Boga-Ojca. Potrzeba ciszy i skupienia, uważności i dyscypliny, ale nie rygoryzmu. Potrzeba akceptacji świata stworzonego, zmysłu obserwacji, szacunku dla tego, co mnie otacza, kontemplacji i wdzięczności za to, co jest. Szacunku wobec samego siebie. Inaczej nie odczujemy autentycznej radości z te­go, co będziemy czynić, a całe nasze zaangażowanie pozostanie jedynie na poziomie aktywizmu i ambicji, które nie prowadzą do zażyłej relacji z Bogiem i drugim człowiekiem. Potrzeba zwykłej prostoty dziecka.





Dariusz Michalski SJ (ur. 1970), ukończył teologię na Papieskim Wydzia­le Teologicznym „Bobolanum" w Warszawie i teologię duchowości na Uniwersytecie Comillas w Madrycie; rekolekcjonista w Europejskim Cen­trum Komunikacji i Kultury w Warszawie-Falenicy, członek zarządu Fun­dacji Pomocy Psychologicznej i Duchowej „INIGO", asystent krajowy Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego.



Przypisy

1 Działania dzieci i niemowląt nie maj ą charakteru świadomego, a jednak przy­noszą chwałę ich
Stwórcy: Usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę (Ps 8,3)

2 W. Stinissen, Kontemplacyjne nastawienie do życia, „W drodze", 3/1999, s. 21-22.

3 H. Nouwen, Dziennik z klasztoru trapistów, Warszawa 1987, s. 108.

4 Por. F. Jalics, Rekolekcje kontemplatywne, Kraków 2007.

5 W. Stinissen, Kontemplacyjne nastawienie do życia, dz. cyt., s. 29-30.

6 Sesja zatytułowana jest Poznaj siebie cz. l i prowadzona jest przez Krystynę. Kotową, psychologa i psychoterapeutkę.

7 J. Twardowski, Wiersze, Białystok 1994, s. 43.