Elżbieta Czerkacz

 

Jezus Zmartwychwstały w naszej codzienności

 

Witam. Na samym początku chcę powiedzieć dlaczego tutaj jestem.  Kilka tygodni temu Jola zadzwoniła do mnie z  prośbą, czy nie powiedziałabym parę słów w temacie: Chrystus zmartwychwstały w naszej codzienności. Sama zadziwiłam się szybkością swojej pozytywnej odpowiedzi. Zmierzenie się z tym tematem potraktowałam jako dar..


Przez wiele dni chodziłam z tematem, a teraz chcę podzielić się owocami mego namysłu. Mam trochę tremy, powiem szczerze.

Zastanawiałam się od czego by zacząć  i doszłam do wniosku, że dobrym początkiem będzie przyjrzenie się jak to było z powołaniem pierwszych uczniów. Zobaczymy że może  być wiele analogii do naszego osobistego życia.

Kim byli ci, którzy poszli za Jezusem?

Jak wiemy, byli to zwykli ludzie zajmujący się ciężką, żmudną, codzienną pracą. Nie zajmowali też żadnych znaczących miejsc na szczeblach drabiny społecznej, głównie rybacy, rzemieślnicy, ot, można powiedzieć, zwykli szarzy ludzie.

Ale czy rzeczywiście zwykli?

Myślę że zwykli i nie zwykli. Niezwykli w swojej wrażliwości, niosący w swoich sercach pragnienia i tęsknoty wychodzące gdzieś poza nich samych.

Gdy spotkali Jezusa byli gotowi pójść za Nim. Ich poszukujące serce mówiło, że w Nim jest odpowiedź na ich najgłębsze tęsknoty i pragnienia.

Spotykając się z Jezusem  odczytali w Nim kogoś więcej. Odczytali, że w Nim samym mogą znaleźć odpowiedź na głębokie, ukryte potrzeby serca, takie, o których może nikomu nie mówili, może nawet sami sobie nie potrafili tego nazwać.

Dlaczego to wspominam?  

Otóż wydaje mi się że większość z nas może  doskonale odnaleźć się i podpisać pod powyższą historią   ludzi, którzy poszli za Jezusem.

Przecież my  też, tak jak i oni,  przed kilku,  kilkunastu, a może  kilkudziesięciu laty, wtedy gdy byliśmy zmęczeni, opuszczeni, niezrozumiani, bez poczucia kierunku, zostaliśmy odnalezieni na bezdrożach życia, i zaproszeni do wspólnoty opartej na Jezusie. Rozpoczęliśmy drogę poznawania Jezusa i spotkania z Nim we wspólnocie i przy pomocy wspólnoty. Przestaliśmy być sami  i  wówczas mógł się rozpocząć proces tworzenia się naszej nowej tożsamości.

We wspólnocie wielu  z nas otrzymało wiele takich dóbr, których nie było  dane wcześniej otrzymać we właściwej ilości w domu rodzinnym, w dzieciństwie, a głównie: zainteresowania, miłości, czułości, bezpieczeństwa, afirmacji.

I dla mnie również wspólnota stała się też miejscem niezwykłym. Ja również otrzymałam  wiele z tego co było dla mnie dotkliwym brakiem. To we wspólnocie otrzymałam zainteresowanie,  doświadczenie bycia osobą ważną, potrzebną, wartościową. Dla mnie  stało się to znakiem. Na dziś  mogę powiedzieć że  otrzymałam właściwy klimat do otwarcia się na obecność Zmartwychwstałego. Do takiej obecności  Zmartwychwstałego, który przychodzi, wzywa  po imieniu, dotyka  i mówi, że jesteś ważna i kochana.

Dzięki bliskim relacjom z ludźmi możliwe było doświadczać jakże innego obrazu  Boga, niż odczytywanego wcześniej przez pryzmat często surowych i chłodnych rodziców. Takich rodziców przeważnie miało  nasze pokolenie.

Pamiętajmy, że nasi rodzice przeżyli wojnę i totalitaryzm.

I tak mijały lata, przestawaliśmy być dziećmi, zaczęliśmy się stawać dorosłymi w wierze, rozwijać się w rytmie kolejnych etapów Ćwiczeń Duchowych św. Ignacego.

Dla mnie wielkim odkryciem stał się Fundament Ćwiczeń.

Odkrycie, że jesteśmy stworzeniem, że nasza zależność od Boga jest zależnością wyłączną i całkowitą, i nikt z nas nie przynależy do nikogo innego jak tylko do Boga. Zrozumieć głęboko, , że jedyną rzeczą, którą mamy czynić w życiu to służyć Bogu, a wszystko inne się nie liczy. Dla mnie była  to prawie rewolucja.

 I  tu się  na chwilę zatrzymamy.

W tym momencie chcę przejść do zasadniczego tematu  naszego spotkania -  Chrystus Zmartwychwstały w naszej codzienności.

Skupię się głównie na naszej wspólnotowej codzienności. Wydaje mi się, że doświadczenie Chrystusa Zmartwychwstałego nastręcza nam pewnych trudności. Jezus, który udzielał się nam prawie namacalnie na początku naszej wędrówki, obecnie po tych kilkunastu latach często staje się ukryty i trzeba  wysiłku i trudu, aby Go dostrzec dotrzeć i doświadczyć. Pomocne będą nam obrazy ewangeliczne.  

Przypomnijmy, w jaki sposób uczniowie spotykają Jezusa po zmartwychwstaniu.

Spotkania uczniów ze Zmartwychwstałym- to objawienia.

Przyjrzymy się dwóm scenom:

- Objawienie się Jezusa Marii Magdalenie (J20,11-18)

- Emaus (Łk. 24,13-35)

W powyższych  spotkaniach Jezus Zmartwychwstały przychodzi do sytuacji zwykłej, bardzo ludzkiej – smutku, lęku i niewiary. Magdalena płacze, uczniowie w drodze do Emaus są smutni, apostołowie w Wieczerniku są zalęknieni.

Początkiem i pierwszym momentem objawienia jest sytuacja, w której ludzie są smutni, zalęknieni lub niedowierzający.

Drugą cechą jest to, że Jezus się objawia i nie jest rozpoznany. Jezus pyta i wyjaśnia różne sytuacje. Jezus wkracza w centrum sytuacji pełnych smutku, lęku i niewiary z pytaniem.

 Magdalenę zapytał: „dlaczego płaczesz?”, uczniów w drodze do Emaus „co się stało? Dokąd zmierzacie?”

Po trzecie Chrystus się objawia i ludzie rozpoznają Go. Magdalena poznaje Go, kiedy ją woła, uczniowie z Emaus, przy łamaniu chleba, św. Jan w łodzi na jeziorze mówi: „To Pan”.

Czwarta cecha to polecenie misji. Objawienie nie jest  pocieszeniem osoby, wobec której się dokonuje. Jezus zawsze zleca danej osobie konkretną misję: głosić i dzielić z innymi radość spotkania Zmartwychwstałego.

 

1.     Objawienie się Marii Magdalenie

 

-„Czemu płaczesz? Kogo szukasz?”

W tych dwóch pytaniach skierowanych przez Jezusa do Magdaleny streszcza się wszystko, co Jezus mówi do każdego z nas. Jest to bezpośrednie i osobiste pytanie, które zadaje naszemu nieszczęściu, smutkowi, lękom, a także niewierności i braku wiary.

I drugie pytanie: „Kogo szukasz?”

Co robisz, aby wyzwolić się od nieszczęścia?

 

- „Zabrano Pana mego i nie wiem, Gdzie Go położono”

Jest to odpowiedź Marii Magdaleny.

. Nieobecność Pana jawi się tutaj jako duchowe doświadczenie dojrzałości. Jezus objawia się i nie daje się poznać. I tu jest miejsce na dojrzałość wiary.

 Zabrakło Pana-  jest to faktyczna, najgłębsza przyczyna  naszego poczucia nieszczęścia.

Ponieważ wielokrotnie nie wiem gdzie Go spotkać, rodzi się we mnie zniechęcenie w poszukiwaniu, zmęczenie, wyczerpanie, niechęć w modlitwie.

Chrystus słysząc naszą odpowiedź mówi jedyne słowo „Mario”

Woła po imieniu. Tylko Ciebie w sposób niepowtarzalny.

Maria rozpoznała Jezusa, gdy wypowiedział jej imię.

Kontemplacja objawienia Jezusa Marii Magdalenie niech pomoże rozpoznać Go gdy woła nas po imieniu.

Woła mnie i wypowiada moje imię przez usta moich bliskich, najbliższych. Jakże ważne jest spotykać ludzi wypowiadających moje imię w taki sposób żeby można było usłyszeć głos Zmartwychwstałego….

Czy w moim wypowiadaniu imienia mój bliski może usłyszeć objawiającego się  Jezusa?

 Ja również mam za zadanie być Jego głosem gdy staję wobec Drugiego i wypowiadam z miłością jego imię. Jezus objawia się Drugiemu jakże często właśnie  przez nas.

A człowiek po prostu czuje obawę przed Innym.. Jakże często boimy się tego wezwania które może zagrozić naszemu wewnętrznemu spokojowi.

A Jezus uczy nas takiej zmiany  w postrzeganiu Innego, że staje się możliwe w Obcym odnalezienie Brata.

Wówczas wypowiedziane przez nas słowo staje się zrozumiane i możliwe do przyjęcia przez Drugiego.

 

- Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom:” Widziałam Pana”

Zmartwychwstanie zakłada uznanie: uznać z wiarą Chrystusa i zobaczyć Go w inny sposób. „Widziałam Pana”

Jezus objawień , to ten sam Jezus, którego spotykamy dzisiaj. Jest to Jezus wiary powierzający misję komunikowania radości ze spotkania z Panem.

Jak rozpoznać Jezusa Zmartwychwstałego?

Jak Go odnaleźć gdy nie widać i nie słychać?

Stawiam też takie pytania.

Często myślę o swoim miejscu we wspólnocie,  i o swoim  odczytywaniu znaków, odczytywaniu objawień Jezusa dzisiaj. Jak to jest?

Zatrzymałam  się nad  pytaniami skierowanymi przez Jezusa do Marii Magdaleny- Czemu płaczesz i czego szukasz?

Czego mi dzisiaj brakuje?- to tego znaku bliskości. Tego znaku, który dzisiaj doskonale pokazał o. Adam. Bo ja się pytam, czy Chrystus Zmartwychwstały w nas żyje, w naszej społeczności? Czy ten znak można zobaczyć?

Jak mocno trzeba patrzeć, aby zobaczyć, jak bardzo być  zdeterminowanym? Przyznam że czasem mam z tym bardzo duży problem. Trochę mnie podniosło w powyższym rozważaniu że  takie nie rozpoznawanie znaku zakłada dojrzałość wiary.

 Jak więc teraz dojrzale podejść, jak dojrzale się otworzyć, żeby  zobaczyć ten znak.

 Jak odczytać Jezusa, który nam o czymś mówi, coś wskazuje, do czegoś wzywa i ku czemuś pociąga.

Co chce nam dziś powiedzieć?

Myślę że wzywa nas, tych którzy „spotkali Pana” do żywej wspólnoty, do kontaktu z Drugim na poziomie egzystencjalnej głębi, gdzie w drugim człowieku odnajdziemy Brata.

Żyjemy dziś jak nigdy w świecie, w którym ludzie przestali tworzyć żywe społeczności. Jest wielka potrzeba bliskości, więzi, której w żaden sposób nie kompensuje żadna bliskość li tylko fizyczna.

Uczniowie, którzy spotykali się z Nim wszyscy  chcieli przeżywać swoją radość ze  spotkania . I tak  tworzyła się społeczność, tych, którzy zobaczyli Pana, którzy ujrzeli Go , którzy Go usłyszeli, i mogli  z Nim być, i cieszyć się  doświadczeniem nowego życia.

 Życie otwarte na Obecność jest życiem w społeczności z ludźmi i Bogiem. To  nie jest życie samotne i gnuśne. Bo tak naprawdę samotność jest przerażająca. Dzisiejszy świat to w dużej mierze świat ludzi samotnych, neurotycznie poszukujących prawdziwej bliskości, a jakże często znajdujących i zatrzymujących się przed jej namiastkami.

Powiem czego mi brakuje ostatnio.

Brakuje mi zwyczajnego  bycia ze sobą. Może też raz, czy dwa razy w roku czasu na zwykłą rekreację.

Zdaje mi się  że brakuje tu pewnej równowagi.

 Z nostalgią wspominam nasze spotkanie przed kilku laty w Hermanówce, gdzie odważnie rozmawialiśmy o nurtujących nas sprawach. Pamiętam spacer z Jarkiem, naszą rozmowę, klimat tamtego spotkania…

 Teraz, w moim odczuciu,  to jakiś cud się wydarza, że jesteśmy te trzy dni tu razem w tak licznej grupie. Jest to też pewnie znakiem że chcemy być blisko siebie, we wspólnym przeżywaniu.  Czy nie warto pomyśleć i porozmawiać (świadomie nie mówię rozeznać) jak zadbać,  żebyśmy  mogli te znaki łatwiej rozpoznać i odczytywać. Jak umacniać się Chrystusem Zmartwychwstałym, żeby dojrzale być we wspólnocie i świecie?

 Myślę tu  przede wszystkim o osobach, którzy przeszli wieloletnią formację.

Powiem o swoim obecnym doświadczeniu. W bieżącym roku formacyjnym bardzo rzadko uczestniczyłam w spotkaniach małej grupy, do pewnego stopnia przyczyną była choroba, ale nie tylko…

Przestałam doświadczać poczucia że daję coś z siebie i otrzymuję.

Ja zaczęłam szukam innych miejsc, gdzie mi serce pała. Mam poczucie że coś się wyczerpało, to też jest znakiem…

(przynajmniej dla mnie).

 W  WŻCh, otrzymałam  dużo. Otrzymałam fundament życia. Zrozumiałam kim jestem i po co żyję.  Doświadczyłam wielu afirmacji, stałam się człowiekiem, który poznał swoją godność, ale obecnie, po wielu latach zaczęłam odczuwać jakąś duszność.

Nie wiem jak inni to czują?

Myślę, że trzeba poszukiwać dalej takiej formy bycia we wspólnocie, gdzie  ludzie  po wieloletniej formacji,  żyjący w służbie Chrystusowi mogą odnaleźć nową, właściwą dla nich przestrzeń bycia ze sobą.

 Bo ja się obawiam, że ewentualne odejścia takich ludzi , albo swoiste urlopy, o których czasem słychać, nie będzie niczym pozytywnym dla wspólnoty. Nie będzie to społeczność pełna, jeśli nie będzie w niej ludzi z dużą dojrzałością życia i wiary.

W swoich osobistych poszukiwaniach zawsze poszukiwałam ludzi, którzy stanowili dla mnie ikonę Chrystusa.. Ja tych ikon szukałam i miałam szczęście znajdowania, również w WŻCh. Cały czas potrzebujemy jedni drugich, aby pomagać w odczytywaniu znaku Zmartwychwstałego.

Niech nie zabraknie nam ludzi, którzy jawią się nam jako znak.

Zdaję sobie sprawę, że w jakimś stopniu prowokuję, ale to jest we mnie, dlatego musiałam to powiedzieć.

Dziś trafiłam  na końcówkę spotkania odpowiedzialnych, gdzie  bardzo intensywnie pracowano nad poprawkami do statutu. Pomyślałam, no kurczę, tyle pracy, ale czy nie jest to jakaś ucieczka od istoty rzeczy?

 Od tego  czy  w Radzie Wykonawczej będzie sześciu, czy czterech, co to zmieni tak naprawdę?

Pytania Jezusa do Marii Magdaleny są ciągle otwarte…

Dajmy sobie szansę szukania odpowiedzi…

Mnie osobiście przebywanie w tym samym miejscu, przy tym samym stole, w tym samym domu staje się ograniczeniem również dla działania Łaski.

Tak więc sorry, że  może powiedziałam za dużo i nie to co trzeba.

 Dziękuję bardzo wam wszystkim za wysłuchanie.