Homilia – 18 marca 2007 r. - Kleosin - o. Adam Madejczyk SVD

Staramy się przeniknąć wielką tajemnicę obecności Jezusa Zmartwychwstałego w naszej codzienności, w naszym życiu, pytając: co otrzymaliśmy od Jezusa?, a z drugiej strony: co my dajemy dla Jezusa jako podziękowanie za wszelkie otrzymane łaski? I kiedy dzisiaj, w pewnym sensie, przypadkowa, a z drugiej strony, na pewno w zamyśle Boskim – było przez Niego tak przewidziane – aby całe nasze rekolekcje nie odbywały się tydzień temu, jak było w planie, ale akurat dzisiaj, gdyśmy prawdę mówiąc nie pomyśleli nawet, że będzie Ewangelia o synu marnotrawnym. I to jest piękna Ewangelia wraz z innymi pozostałymi czytaniami, które mówią o tym, że Bóg na nowo nas pojednał ze Sobą w Chrystusie. Otóż rekolekcje, które przeżywamy teraz nazywamy rekolekcjami wielkopostnymi.

Spoglądając na obecność Jezusa Chrystusa w naszej codzienności, możemy powiedzieć, że On dość często nas zaskakuje. Pan Jezus sprawia takie sytuacje w historii naszego życia, że w pewnym sensie  jesteśmy przez kilka dni, tydzień, dwa wściekli, „wkurzeni” i zdenerwowani, ale potem się okazuje, że w efekcie końcowym On tylko próbował nas, nas zaskoczył taką a nie inną formą pytania czy reagowania – jak my się zachowujemy na Jego prośbę, co możemy Mu pomóc zrobić w czasie tego zbawiania człowieka tutaj na Ziemi. Mówiąc wprost, chodzi o czas, w którym żyjemy – Wielki Post.

Rozpoczynamy każdego roku Wielki Post słynną Środą Popielcową, która brzmi pod hasłem: <pamiętaj, że z prochu jesteś i w proch się obrócisz>, albo <nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię>. Jak mówiła historia dawnych Śród Popielcowych, przypominano też hasło <memento mori> czyli pamiętaj o śmierci, pamiętaj że też kiedyś umrzesz. Dlatego też w czasie Wielkiego Postu nie ma przy ołtarzu kwiatów, wszystko jest takie jakby smutne, bo daje nam do myślenia – jakie jest to nasze życie, jaka jest ta nasza pielgrzymka tutaj na Ziemi. No bo jakby nie patrzeć, czy ja będę miał pięć, dziesięć, kilkanaście, kilkadziesiąt lat, czy osiemdziesiąt, to pewnego dnia znajdę się w trumnie, umrę. I czy jestem na to przygotowany? Zauważmy, że jak się zaczął  Środą Popielcową czas Wielkiego Postu już się w pierwszą niedzielę pojawiają czytania ze Starego i Nowego Testamentu, o tym jak Pan Bóg wyzwolił, sam, naród izraelski z niewoli egipskiej. Żydzi żyli w tej niewoli. On sam wyzwolił ich, prowadził przez 40 lat przez pustynię, dał im Mojżesza i innych współpracowników, którzy pomagali wyjść tym ludziom z niewoli. Tym samym Jezus Chrystus już w pierwszą niedzielę jest pokazany, jak przebywał przez 40 dni na pustyni, nic nie jadł i nic nie pił, był kuszony przez szatana. Okazuje się, że do dzisiejszego dnia, w tej obecności Jezusa Zmartwychwstałego w naszym życiu, ten sam szatan dalej istnieje i też nam daje pokusy, aby zrobić to czy tamto, albo nie zrobić, powiedzieć lub nie, zamiast zrobić coś dobrego to lepiej zrobić coś złego, czegoś uniknąć. Ten sam diabeł i dzisiaj mówi: zamień ten kamień w chleb, skocz z góry to będziesz miał władzę. Zauważmy, że proces przemiany od samego początku tego okresu Wielkiego Postu, dokonuje się po kolei. W następną niedzielę Jezus Chrystus z uczniami znajduje się w sytuacji, kiedy modli się do Boga Ojca, i wtedy gdy się modlił Jego twarz się przemieniła i szaty stały się piękne, białe, świecące. Jezus nam pokazuje co się z Nim działo, gdy prawdziwie się modlił, przebywając z Bogiem Ojcem. Zatem jeżeli my weźmiemy sobie do serca i do sumienia, że rzeczywiście jesteśmy prochem, że musimy też pokutować przebywać te czterdzieści dni postu, a jednocześnie mamy się modlić – to to moje życie, to moje serce też się przemieni i też będzie błyszczące, radosne, uśmiechnięte, tak jakby życzliwe dla każdego człowieka. I tylko o to chodzi w Wielkim Poście, żeby to coraz bardziej zauważać.

Dochodzimy do dzisiejszego dnia, kiedy ukazany jest Ojciec miłosierny i syn marnotrawny - „a gdy był jeszcze daleko ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko, i wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go”. Nam się wydaje, że my jesteśmy synem marnotrawnym, bo przychodzimy do Pana Boga i prosimy o przebaczenie – i tak jest. To jest tak, że Pan Bóg sam w pewnym momencie widzi, kiedy my błądzimy, i On sam wychodzi i chce nas przyciągnąć do swojego Syna Zmartwychwstałego i mówi: przyjdźcie, Ja was kocham z całego serca, Ja oddaję wam Ciało i Krew mojego Syna Jedynego, Ja was kocham. A nam się często wydaje, że my, że to my jesteśmy tacy grzesznicy i to my pierwsi wpadliśmy na pomysł, żeby się nawrócić. Nam się to tak błędnie wydaje. Kiedy słuchamy dalej w tej Ewangelii: „a trzeba się cieszyć i weselić, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się” - zatem cały proces tego nawrócenia dokonuje się przez ileś tam dni, tygodni, może miesięcy, może lat.  Aby zauważyć tę jedną obecność Zmartwychwstałego Jezusa w naszej codzienności, zawsze zaskakującą nas w swojej prostocie i w swojej mądrości; czy dzisiaj, czy wczoraj, czy za miesiąc nam pokaże pewien charakter naszego życia, że coś zapominamy. I przypomni, że pierwszym, który nas woła to jest ten miłosierny Ojciec, który czeka ze swoją miłością, dobrocią, mieszkaniem, i czeka tylko na jedną rzecz. Otóż z jednej strony, my jesteśmy nauczeni jako ludzie, że sobie siedzimy, w pierwszej lub w ostatniej ławce, patrzymy i lubimy oglądać – jest krzyż, jakiś ksiądz, mądrze mówi, trzeba go posłuchać. Tak jest, ale to jest dzisiaj, moment, chwila, a codzienność wygląda inaczej. Codzienność wygląda tak, że mówiąc o obecności Jezusa Chrystusa kontekst bardzo mocno podkreśla Jego bliskość. Zauważcie, kiedy dzisiaj powiedzmy przychodzi Jezus Chrystus tak blisko i mówi – Ja ciebie kocham, jesteś dobra dziewczyną, czemu nie jesteś tak dobra dla swego męża, swoich koleżanek, dla kogokolwiek – i chodzi tylko o to, żeby zauważyć tę obecność, że Pan Jezus nie jest gdzieś daleko. Ale zauważcie teraz jak my się czujemy kiedy przychodzi, w tym wypadku konkretny ksiądz, i jest bliżej. Tu chodzi o taką obecność, taką bliską – jestem bliżej ciebie, kochana, jedna, druga córko, żono, matko, siostro w Chrystusie Panu – i o tę obecność chodzi, aby tego się nauczyć, że On tak nas zaskakuje. No bo jest aż tak blisko, a my Go nie widzimy. Szukamy cudów nie wiadomo jakich, a On po prostu pojawia się i jest tak blisko, tak jak Irenka, czy nasza Ania, Basia, Kasia, że ja się muszę zastanowić czy ja widzę tego Zmartwychwstałego Chrystusa tak blisko przy mnie. To jest jedyna Tajemnica, której musimy się nauczyć, jedyna. I o tym właśnie mówi cała Ewangelia, cały Stary Testament, gdzie ten naród przez 40 lat musiał się wyzwalać z Egiptu, aby widzieć. I  mogę sobie pomyśleć: czemu ja byłem taki głupi i nie widziałem, że ten Pan Jezus jest obok mnie, w moim domu, w moim bracie, mężu, żonie, synu, córce – tak po prostu przy mnie. To jest ten Zmartwychwstały Chrystus, nic więcej. Kiedy mądrzy ludzie, profesorowie, teologowie mówią na studiach, na uczelniach, w książkach, powiadają, że Pana Boga nie da się zamknąć w słowach Biblii, w Piśmie Świętym, bo Jezus Chrystus, Pan Bóg chrześcijaństwa to nie jest Pan Bóg Biblii, to jest Pan Bóg w naszym życiu, w naszym sercu, który mówi: <Ja jestem drogą, prawdą i życiem> w tym codziennym życiu, tak po prostu jestem tak blisko. Zatem cała tajemnica Zmartwychwstałego Chrystusa polega na tym, że ja mogę Go mieć w moim sercu i widzieć Go w moim domu tak bliziutko, czy nie jest tak? Tak blisko, wręcz dotykalnie. Ja nie muszę gdzieś lecieć na Księżyc, żeby szukać Pana Boga, ja Go mam tutaj na Ziemi, tu w tym miejscu gdzie jestem.

Tak jak, może wszyscy nie słyszeli jeszcze tego opowiadania, przypomniałem je sobie, jak mówiłem, na pustyni afrykańskiej, żyły sobie różne zwierzęta i żył też taki potężny, wielobarwny ptaszek Kimpu. Chodził on między swoimi grządkami i uważał się za najpiękniejszego, bo miał wiele różnych kolorów, barwy piór przecudowne, był silny, latał najwyżej, wszyscy przychodzili do niego, pytali o porady, bo on był taki mądry. I ten ptaszek Kimpu pomyślał: hm, skoro jestem taki mądry, takie mam pióra przepiękne, jestem taki silny, to ja muszę służyć na podwórku samego Pana Boga. No i jak pomyślał, tak uczynił. Wzbił się swoimi skrzydłami i frunie w górę, na podwórko samego Pana Boga, i myśli sobie, no już chyba tam jestem, bo tak się zrobiło jasno, słonecznie, ale gorąco i ... spadł na piach, leży, dziobem zarył, podnosi się jednak, i mówi: nie, ja jestem silny, mądry, piękny, wzbiję się kolejny raz, ja się nie poddaję. I znowu leci w kierunku podwórka Pana Boga, bo przecież tam chce służyć. I tak kilkanaście razy wzbijał się i spadał, aż pewnego razu upada i leży na tym piasku, patrzy – a tam siedzi taka mała myszka . I pyta ją: a kto ty jesteś. I ta mała szara myszka mówi: ja jestem mysz, i tu mieszkam. Ptaszek Kimpu mówi, no dobrze, myszko, ale dlaczego ty mnie nie pozdrawiasz, nie oddajesz mi pokłonów. A myszka tak spojrzała i mówi – no ale spójrz na siebie, jak ty wyglądasz. Ptaszek Kimpu spojrzał -  tyle razy wzlatał w górę, upadał, zmęczył się, więc się stał bardzo malutki i słaby, kolorowe pióra stały się szare, zniszczone, popalone od słońca – wygląda jak zwykłe, szare, brudne ptaszysko, nic więcej. Troszeczkę spokorniał ptaszek Kimpu i mówi: no dobrze, myszko, ale powiedz mi, bo wiesz, mam swoje cele w życiu, powiedz mi gdzie tutaj jest ta droga, która prowadzi na podwórko Pana Boga? Jak mam się tam dostać? A mała szara myszka, znowu zaskoczona, mówi: ale - tu jest podwórko Pana Boga, i ja służę Mu tutaj taka jaka jestem. I chyba u nas jest tak samo, nie chyba, ale na pewno, że skoro Pan Bóg nas zesłał, abyśmy tutaj żyli, w Kleosinie, w Białymstoku, w Ignatkach itd., to tutaj jest nasze podwórko Pana Boga, tu mamy Panu Bogu służyć;  to co mówiłem – nie gdzieś na odległość, jakby na Księżycu, ale tutaj, tak bliziutko, u moich braci i sióstr, takimi jakimi jesteśmy. Niech to będzie szara myszka czy piękny ptaszek Kimpu, ale taka jest ta bliskość Pana Boga, i to jest to zaskoczenie i to jest ten cud takiej prawdziwej miłości od Boga, Chrystusa Jezusa, który przyszedł do nas jako zwykły człowiek. Tylko tak jak powiedziałem w piątek – tego trzeba się uczyć w ciszy. W milczeniu. Umiejętnie słuchać, co mi mówi ten brat, siostra, tak naprawdę co mi mówi. Umiejętnie to przyjmować, a jednocześnie z radością i z pokorą służyć  - taki jaki jestem, taki normalny, jako osoba, jako siostra, jako brat – w Chrystusie Panu. Amen.