Kard. Carlo Maria Martini SJ,  

Życie Mojżesza, życie Jezusa, paschalne życie chrześcijanina, 
Wyd. WAM, Kraków 1998, s.79-85

 

Duch pokuty

 

Chciałbym przedstawić teraz kilka uwag na temat dziesiątej addycji po pierwszym tygodniu Ćwiczeń (nr 82 nn.), czyli na temat ducha pokutnego. Odwołam się również do tego, co św. Ignacy mówi o „rachunku sumienia ogólnym w celu oczyszczenia się i lepszego odbywania spowiedzi" oraz o „spowiedzi generalnej" (nr 32-34).

To, co zamierzam powiedzieć o duchu pokutnym, chcę połączyć ze sprawą spowiedzi. Całość ujmę w trzech punktach: 1. Jak jest z duchem pokuty w Kościele Bożym dzisiaj? 2. Jak jest z duchem pokuty we mnie? 3. Jaki związek występuje między duchem pokuty, przejrzystością (jasnością, jak mówi św. Ignacy) a wspólnotą?

 

Jak jest z duchem pokuty w Kościele?


Bez wątpienia duch pokuty osłabł, przy czym, oczywiście, występują regionalne różnice. Są obszary, w których spowiedź zmniejsza się nie tylko dlatego, że konfesjonały na zewnątrz są puste, jako że nikt nie chce się spowiadać, ale także dlatego, że puste są wewnątrz. Jeśliby nawet ktoś chciał się spowiadać, nie znajduje nikogo, kto by go chciał wysłuchać. Czyli pustka po obydwu stronach. To zewnętrzny znak, iż duch pokuty, jako sakrament pojednania, znacznie osłabł w Kościele. W niektó­rych okolicach ludzie świeccy, a także kapłani i zakonnicy spowiadają się bardzo rzadko. Z drugiej strony, można za­uważyć próbę ożywienia bądź odnowienia w tym sensie, że praktykuje się wspólne akty pokutne. Poszukuje się. Te nowe formy pokutne nie mogą jednak zastąpić spowiedzi dotych­czasowej. W gruncie rzeczy to dość łatwa sprawa powiedzieć wspólnie: jesteśmy grzeszni. W każdym razie próby te ukazują, że Kościół nie może zagubić ducha pokuty, nawet jeśli w nie­których okresach zauważa się jego osłabienie.

Dlaczego duch pokuty tak wyraźnie osłabł? Socjologowie odpowiedzą nam na to pytanie może w dziesięciu najbliższych latach, kiedy wszystkie badania będą doprowadzone do końca. Wtedy będziemy wiedzieć. Mnie osobiście wydaje się, że istnieje kilka zrozumiałych powodów takiej sytuacji. We wcześniejszej praktyce pokutnej było zbyt wiele formalizmu. Można było rzeczywiście pytać: ile jest tutaj ewangelicznego ducha, jakie owoce płyną z tego ustawicznego przystępowania i odchodzenia ludzi od konfesjonału? Sądzę, że w niektórych krajach nastąpiła zbyt wielka reakcja na formalizm w tej dziedzinie. Gdzie indziej sprawy nie zaszły aż tak daleko, ale różnie może się zdarzyć. Dałoby się tego uniknąć, gdyby się zawczasu pomyślało, jak ów formalizm usunąć.

Oczywiście, istnieje jeszcze wiele innych przyczyn osłabienia ducha pokuty. Brak ducha wiary, brak świadomości grzechu itd. Ten ostatni brak ciąży bardzo, ponieważ, jak powiedzieli­śmy odwołując się do Rz 5, 20, gdzie brakuje świadomości grzechu, tam brakuje zrozumienia ważności pokuty i łaski. Idzie przecież o istotną treść Ewangelii. Bóg, który mnie darmo odkupił, bo na to nie zasłużyłem, przyjmuje mnie na nowo. Dlatego tak ważny jest duch pokuty, a jego utrata, którą teraz przeżywamy, tak bardzo bolesna.

 

Jaki jest mój osobisty duch pokuty?

Rozróżniam tu dwie kategorie osób. Są ludzie zadowoleni z dotychczasowego sposobu spowiedzi. Czują się w nim dobrze, czują, że ich duch pokuty żyje dzięki dwutygod­niowym bądź cotygodniowym spowiedziom, do których się przyzwyczaili i które im pomagają. Tym wszystkim chciałbym powiedzieć: czyńcie tak dalej! Ale są też inni, którzy nie czują pełnej radości i zadowolenia z takiej formy częstej spowiedzi; odkładają spowiedź na później. Sam tego doświadczałem. Zamiar zawsze był, ale podobnie jak z wszystkimi rzeczami, które czyni się niezbyt chętnie — brakowało jakoś czasu.

Wszystkim, którym zdarza się podobna rzecz, chciałbym dać pewną radę; zresztą, czyniłem to przy okazji innych rekolekcji, łącznie z rekolekcjami dla Papieża. Rada jest bardzo prosta, przynajmniej w świetle moich doświadczeń. Powiedziałem sobie: spróbujmy iść drogą paradoksu. Jeśli te krótkie spowie­dzi są dla mnie tak uciążliwe i trudne, to dlaczego nie spróbo­wać spowiedzi dłuższych. Być może, sytuacja się zmieni. I wtedy z pomocą kogoś, kto miał zrozumienie dla tej trudno­ści, próbowałem „rozmowy pokutnej", której wszakże nie nazywałbym spowiedzią albo sakramentem pojednania.

To jest moja rada, którą chciałbym dać tym, którzy albo nie są zadowoleni ze swej obecnej praktyki spowiedzi, albo spowiadają się bardzo rzadko, na Wielkanoc tylko, a w końcu może i spowiedź wielkanocną zaniedbali, bowiem sądzą, że jest ona obowiązkowa tylko w przypadku ciężkich grzechów. I tak mijają lata. Czuje się jednak, że coś nie jest w porządku, że duch wiary nie jest ożywiany. Co wtedy czynić? Ja zalecam rozmowę pokutną.

 

Jak odbyć rozmowę pokutną?

Rozmowa pokutna polega na rozmowie z bratem, który dla mnie przedstawia Kościół, a więc zasadniczo z kapłanem. Ma na celu pojednanie, a więc sakrament, ale w formie rozmowy. Jak wskazuje odnowiony ryt pokutny, taka rozmowa może się zacząć od wspólnego odczytania fragmentu Biblii, na przykład psalmu. Po tej wprowadzającej modlitwie rozmowa może odbywać się według trzech punktów: confessio laudis, confessio vitae i confessio fidei. A zatem „wyznanie chwały", „wyznanie życia" i „wyznanie wiary". Te trzy rzeczy wchodzą w znacze­niowy zakres słowa confessio — „wyznanie"; w takim też szerokim sensie — a nie tylko w znaczeniu „spowiedzi" — używał go już św. Augustyn.

Co oznacza confessio laudis, wyznanie chwały? Oznacza — w duchu tego, co św. Ignacy mówi o rachunku sumienia ogólnym (nr 43) — iż na początku rozmowy, po psalmie, po modlitwie, mogę w formie dziękczynienia albo dialogu wypowiedzieć, co mi w ostatnim czasie przyniosło radość wobec Boga, za co chciałbym bardzo Bogu podziękować.eucharystycznej, albo po prostu wyznaję, że w ostatnim czasie w tej i w tej sytuacji poczułem się rzeczywiście prowadzony przez Pana. Dziękuję Mu, że spotkałem się z tą osobą, którą od dłużego czasu omijałem, że mogłem rozwiązać własny problem albo problem kogoś innego, który mnie dręczył, dziękuję, że zrozumiałem sprawę modlitwy, z którą się zmagałem i nie mogłem rozwiązać itd. Im bardziej jest się konkretnym, tym lepiej, ponieważ dobro jest konkretne, nie abstrakcyjne. Im bardziej stajemy się konkretni, tym bardziej stajemy się sobą. Tak może wyglądać confessio laudis; po nim zaś następuje confessio vitae. Rozpoczynam zatem dziękczynienie albo w formie modlitwy

Confessio vitae — wyznanie życia — jest przeciwieństwem confessio laudis. Wyznaje się przed Bogiem i przed bratem, występującym w imieniu Kościoła, wszystko, co w tym czasie nie wyszło, co nie chciałbym, żeby zaistniało. Chodzi nie tyle o to, aby odszukać grzechy we właściwym znaczeniu, lecz aby powiedzieć,  czego  nie  chciałoby  się  widzieć  od  ostatniej
rozmowy, co przyniosło wyrzut sumienia wobec Boga, czego żałujemy, że się zdarzyło. Mogą to być zarówno wyraźne grzechy,  jak  i  korzenie   grzechu,   skłonności   do   grzechu, grzeszność. Odczuwam silną niechęć do konkretnej osoby; chciałbym się tej niechęci pozbyć, ale ona jest we mnie; staram się ją przezwyciężyć, ale ona przy każdej okazji wychodzi ze mnie.  Chciałbym zbliżyć się  do tej  lub tamtej  osoby, ale zamiast  tego  unikałem jej,  i jest  mi  przykro.  Chciałbym pokonać łakomstwo i ospałość, ale czuję, że nie opanowałem mojej zmysłowości tak, jakbym powinien, i męczy mnie to,niepokoi. Wszystko to składam przed Bogiem tak, jak jest. Także tutaj jesteśmy — powtarzam znowu — o tyle bardziej sobą wobec Boga, o ile bardziej jesteśmy konkretni, i to nie w negatywnym sensie, kiedy w pełni rozgoryczenia oskarżamy się, lecz w postawie wdzięczności, kiedy mówimy: Zobacz, Panie, taki ja jestem, to jest materiał, którym rozporządzasz, to są kamienie Twojego Kościoła. Są one brudne, nieogładzone, kanciaste, ciężkie. Chciałbym, aby były inne, ale, o Panie, przynoszę je przed Twoje oblicze, ponieważ wiem, że Ty jesteś miłosierny.

Rozmowę pokutną kończy confessio fidei — która staje się wyrazem zbawczej ewangelicznej wiary:

Boże, ja wierzę, że Ty jesteś większy niż wszystkie te rzeczy, że Ty jesteś lepszy niż ja, ponieważ jesteś miłosierny i cierpli­wy. Wierzę, że Ty mnie przyjmujesz, że Ty mnie przyjmujesz takim, jakim jestem. Wierzę, że Ty mnie kochasz takim, jakim jestem. Dziękuję Ci, Panie, że nie czynisz mi wymówek, lecz raczej udzielasz swego zmiłowania.

W ten sposób pogłębiamy wiarę w miłosierdzie Boże, a można to czynić wraz z bratem, który z nami się modli, który odmawia z nami ten sam psalm. Ktoś mógłby postawić zarzut, iż tego rodzaju spowiedź trwa długo. To prawda, ale jest się szczęśliwym. Zresztą, dlaczego nie mam poświęcić więcej czasu na spowiedź niż na czytanie gazety? Także mój brat chętnie poświęci więcej czasu, ponieważ rozumie, że sprawa ta jest dla mnie ważna. Jeśli został wyświęcony na kapłana, to przede wszystkim po to, aby wypełniał nie tylko służbę jednania z Bogiem i z Kościołem, lecz także z nami samymi.

 

Pokuta, przejrzystość i wspólnota

Słusznie narzekamy, że życie społeczne nie jest takie, jakim być powinno, że brakuje nam ducha braterstwa. Jest wiele tego przyczyn. Pierwsza polega na tym, że prawdziwe braterstwo jest ideałem nadzwyczaj trudnym, niemal nieosiągalnym, zawsze jest się w drodze do niego. Inna trudność wynika stąd, że nikt z nas nie daje się poznać takim, jakim jest. Podświado­mie każdy z nas chciałby się tak przedstawić, jak inni tego oczekują. Każdy chciałby zachować pewien dystans, nie odsłaniać się całkowicie, nikomu nie dać wolnej ręki, nikomu kto mógłby to wykorzystać, choćby tylko do krytyki. I w ten sposób rodzi się nieufność, którą można ukryć pod pozorem większej uprzejmości, albo pewien rodzaj lęku. Jak można to wszystko pokonać? Otóż w ten sposób, że każdy z nas da się poznać takim, jakim jest: jako ten, który posiada swoje słabości, swoje intelektualne braki, swoją kruchość. Kiedy w ten sposób będziemy pozwalali się poznać, wtedy łatwiej będzie wybaczać, ponieważ zauważymy, że mamy równie dużo słabości, jak inni, i zrozumiemy, dlaczego ktoś w ten sposób kogoś potraktował. Przejrzystość prowadzi do wzajemnego wybaczenia i otwiera drogę do braterstwa.

Ale co to ma wspólnego z duchem pokutnym? Ma o tyle, że — jak sądzę — rozmowa pokutna wychowuje do przejrzy­stości. Ukazuję się bratu takim, jakim jestem, i on przyjmuje mnie takiego właśnie, ponieważ Bóg mnie przyjmuje. Kiedy więc Bóg mnie przyjmuje, przyjmują mnie także inni, ponieważ inni znajdują się zasadniczo w tej samej sytuacji, w której Bóg mnie znajduje. Mogą mnie w jakimś przypadku nie akcep­tować, ale zasadniczo jestem przez nich przyjęty, ponieważ jestem przyjęty przez Boga. Muszę więc wziąć na siebie ryzyko i konsekwencje takiej akceptacji. Wtedy łatwiejsze staje się to, co kiedyś nazywano braterskim poprawianiem. W istocie polegało ono na tym: odkrywam przed bratem to, czym jestem, czym chcę być i to, czym nie jestem. Nie mówię, że koniecznie musi to mieć formę publicznej spowiedzi; podkreślam tylko, że zdolność do ujawnienia przed wspólnotą własnych braków służy przejrzystości, a następnie braterstwu.