SKARB KOŚCIOŁA Ćwiczenia Duchowe w praktyce


Praca zbiorowa pod red. Ks. Tadeusza Hajduka SJ

Wydawnictwo WAM Księża Jezuici Kraków 2000, s. 28-54



Tekst publikujemy za uprzejmą zgodą Wydawnictwa WAM

 

 

Jacek Bolewski SJ

 


ĆWICZENIA DUCHOWE DROGĄ ŻYCIA




Na początek - oczywiste, zarazem nieodzowne rozróżnie­nia. Ćwiczenia duchowe[1] św. Ignacego mogą znaczyć zarówno cały tekst książeczki spisanej przez Loyolę, jak i poszczególne z opisanych w niej ćwiczeń. W tym ostatnim sensie czytamy już w pierwszej z uwag wstępnych: „Pod tą nazwą «Ćwiczenia duchowne» rozumiemy wszelki sposób odprawiania rachunku sumienia, rozmyślania, kontemplacji, modlitwy ustnej i myślnej oraz innych czynności duchowych - stosownie do tego, co niżej powiemy" (CD 1). W naszych rozważaniach istotne będzie przejście - od całości Ćwiczeń do poszczególnych ich elementów, które na drodze ludzkiego życia zmieniają swoje znaczenie tak, jak zmienia się czło­wiek.



DROGA ŻYCIA W ĆWICZENIACH



Spójrzmy najpierw na całość Ćwiczeń i zawartej w nich drogi życia. Przede wszystkim uderza dynamiczny charakter ukazanej wizji. W pierwszym zdaniu właściwego tekstu Ćwiczeń po wspomnianych uwagach wstępnych św. Ignacy charakteryzuje Ćwiczenia duchowe przez określenie ich celu, którym jest „odniesienie zwycięstwa nad sobą i upo­rządkowanie swego życia tak, by nie ulegać jakiemukolwiek nieuporządkowanemu przywiązaniu" (CD 21). Realne spojrzenie na człowieka i jego możliwości wymaga stwierdze­nia, że tak określony cel stanowi zadanie całego życia. Przytoczone wyrażenia mówią w formie dokonanej o „odnie­sieniu" zwycięstwa i „uporządkowaniu" życia, jednak dokona­nie nastąpi dopiero jako... skonanie, w chwili zgonu. Nawet święci, ściślej mówiąc zwłaszcza oni mieli świadomość, że egoistyczna miłość własna, którą należy przezwyciężyć, umiera całkowicie najwyżej... w momencie śmierci. Wcześ­niej, tak długo, jak trwa ludzkie życie, proces zmierzający do tego celu pozostaje niedokonany; dlatego chodzi w nim o nieustanne „odnoszenie" zwycięstwa nad sobą i „porządko­wanie" życia, by na końcu mogło się to dopełnić - w Bogu, który w Jezusie odniósł zwycięstwo nad śmiercią i wprowadził nowy porządek, owoc nowego stworzenia dzięki przejściu Chrystusa przez śmierć.

Ukazany dynamicznie cel ustala jakby całą drogę, która do niego prowadzi. Staje się możliwy nowy rzut oka na całość. Tak wyłania się kolejna, znana wizja ludzkiego życia w Pryncypium i fundamencie.[2] Znamienne jest najpierw słowo pryncypium, obejmujące dwa znaczenia, które w prze­kładach są zazwyczaj oddzielane. Mamy tu bowiem i począ­tek, i zasadę, czyli znowu: początek pojmowany jest dyna­micznie jako zasada, według której rozwija się cała dalsza droga. W tym sensie w początku kryje się tajemnica przyszłe­go rozwoju, przez który stopniowo - z czasem - objawia także koniec. O ile poprzednio cel został określony czysto antropologicznie, w odniesieniu do walki z sobą i do porząd­kowania własnego życia, o tyle teraz - w Pryncypium -otwiera się perspektywa teologiczna. Człowiek jako stwo­rzenie Boga znajduje swój cel w tym, „aby Boga, naszego Pana, wielbił, okazywał Mu cześć i służył Mu - i dzięki temu zbawił duszę swoją" (CD 23). W ten sposób uzupełniona zostaje wcześniejsza perspektywa, która nie tylko skupiała się na samym człowieku, ale też ograniczała się do „walki" i „porządkowania", co nasuwało myśl o negatywnym tle - tego, co wymagało przezwyciężenia. Wizja teologiczna jest od początku czysto pozytywna, charakteryzując pierwot­ną, najbardziej fundamentalną relację stworzonego człowieka do Stwórcy jako Jego wielbienie. Zatem nie „walka z sobą", lecz oddanie siebie Bogu jest „pryncypium", czyli początkiem i zasadą ludzkiego życia, jego fundamentem, w którym ukrywa się zarazem ostateczny cel: wielbienie, błogosła­wienie Stwórcy. Trudno nie dostrzec w ignacjańskich słowach echa słynnej augustyńskiej maksymy, często przytaczanej, ale nie w całości, w której święty wyznaje Bogu mimo swej grzeszności: „A jednak sławić Ciebie pragnie ta cząstka świata, któryś stworzył. Ty sprawiasz sam, że sławić Cię jest błogo. Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie, i niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie".[3]

Po tym fundamentalnym określeniu celu człowieka na drodze życia następuje charakterystyka środków. Są nimi „rzeczy na powierzchni ziemi", stworzone „dla człowieka i po to, by mu służyć pomocą w zmierzaniu do celu, dla którego został stworzony". Ta pomoc obejmuje także innych ludzi, zgodnie z biblijną (jahwistyczną) wizją stworzenia, gdzie jako „pomoc odpowiednia" (Rdz 2, 20) dla pierwszego człowieka (mężczyzny) jest ukazany drugi człowiek (kobieta). Nie oznacza to naturalnie zachęty do „instrumentalnego" traktowania drugiej osoby, lecz ma wyrażać absolutny prymat Boga jako podstawowego celu człowieka. Relacji do Niego winny być podporządkowane wszystkie pozostałe relacje. Wyrazem tego podporządkowania jest dla Ignacego postawa „obojętności", którą w tym miejscu wprowadza i charakteryzu­je w odniesieniu do „wszystkich rzeczy stworzonych". W każ­dej sytuacji decydującym motywem ludzkiego działania ma być ostateczny cel, odsłaniający się w relacji do Stwórcy - „byśmy spośród wszystkich pozostałych rzeczy pragnęli tylko tego i to wybierali, co nas bardziej prowadzi do celu, dla którego zostaliśmy stworzeni" (CD 23).

Dynamizm ukazanej tu wizji - obojętności - dochodzi do głosu w stwierdzeniu Ignacego, że „musimy się stawać obojętnymi wobec wszystkich rzeczy stworzonych".[4] Wzrasta­nie w tej postawie wiąże się z opisanymi wyżej elementami: teologicznym (oddaniem się Stwórcy) i antropologicznym (uporządkowaniem - przezwyciężeniem siebie). Najgłębszym uzasadnieniem tego procesu jest w Ćwiczeniach odniesienie do tajemnicy Boga-Człowieka, Jezusa Chrystusa. Dopiero w perspektywie chrystologicznej objawia się jedność obu wymiarów - teologicznego i antropologicznego. Cała droga Ćwiczeń jest oparta na Jednym, który sam nazwał siebie Drogą (por. J 14, 6), wzywając uczniów - ostatecznie wszystkich ludzi - do pójścia Jego śladem, naśladowania Go... Dotychczasowe wypowiedzi o celu drogi człowieka w Ćwiczeniach nie mówiły o Chrystusie, gdyż Ignacy wpro­wadza Go wyraźnie dopiero w związku z grzechem, ukazując wcielenie Syna Bożego jako decyzję Trójcy Świętej podjętą celem uratowania grzeszników.[5] Ale w tej mierze, w jakiej ukryte założenie ludzkiej grzeszności stanowiło tło wypowie­dzi o konieczności przezwyciężania siebie i uwalniania od nieuporządkowanych przywiązań, ukrywał się w tym wszyst­kim także Chrystus, objawiający najpełniej drogę do celu - zjednoczenia człowieka z Bogiem, który ze swej strony stał się człowiekiem.

Tak oto całościowa wizja drogi życia z początku Ćwiczeń dopełnia się i wciela w Chrystusie. W Nim odsłaniają się wyraźniej etapy drogi, rozłożonej na 4 tygodnie rekolekcyj­nego procesu wzrastania. Wcielony Bóg jest na każdym etapie najważniejszym odniesieniem dla „ćwiczącego" się rekolektanta. Już w pierwszym tygodniu, gdzie odwracanie się od grzechu wiąże się ze zwróceniem grzesznika do miłości Ukrzyżowanego, pojawia się pytanie, które można uznać za przewodni wątek wszystkich dalszych rozważań: „...co uczyniłem dla Chrystusa, co czynię dla Chrystusa i co powinienem uczynić dla Chrystusa" (CD 53). W drugim tygodniu pytanie prowadzi do fundamentalnego wyboru życiowego, który w gruncie rzeczy jest opowiedzeniem się w obliczu Bosko-ludzkiego Króla - za Nim albo przeciwko Niemu. Na fundamencie wyboru Chrystusa staje się możliwa dalsza droga. Pozostałe ćwiczenia drugiego, trzeciego i czwartego tygodnia służą pogłębianiu i rozwijaniu relacji do Chrystusa. Człowiek towarzyszy Mu w najważniejszych stacjach Jego życiowej drogi, dając się prowadzić i przepro­wadzić w decydującym przejściu - przez śmierć do nowego, pełnego życia. Przez odprawienie Ćwiczeń rekolektant staje się prawdziwie towarzyszem Jezusa. Dar, udzielony wpierw Ignacemu, staje się udziałem innych, uczestniczących w ułożonych przez niego Ćwiczeniach duchowych.



ĆWICZENIA W ŻYCIU ŚW. IGNACEGO



Przechodząc od książeczki Ćwiczeń do ludzi, którzy przeszli przez ich szkołę, trzeba zacząć oczywiście od Ignacego. W jakim sensie Ćwiczenia były drogą jego życia? Opowieść pielgrzyma[6] opisująca tę drogę rozpoczyna się od obrony Pampeluny, w której Ignacy bronił zarazem jakby całego dotychczasowego życia. Z późniejszej perspektywy nawrócenia i związanej z nim przemiany Pielgrzym pokonany przez Boga poświęcił owemu wcześniejszemu życiu jedynie dwa zdania, wspominając, że dotąd „był człowiekiem odda­nym marnościom tego świata", i precyzując: „Szczególniejsze upodobanie znajdował w ćwiczeniach rycerskich, żywiąc wielkie i próżne pragnienie zdobycia sobie sławy" (OP 1). Gdy Ignacy wreszcie zapragnął zmienić życie, w miejsce ćwiczeń rycerskich wprowadzał inne. Mówi o nich w Opowie­ści najpierw na tle doświadczenia zmiennych stanów ducho­wych w okresie rekonwalescencji: „To było jego pierwsze rozważanie o rzeczach Bożych; a kiedy potem oddawał się Ćwiczeniom[7], stąd czerpał swoje pierwsze światło do rozpoznania różnicy duchów" (OP 8). Swoich osobistych praktyk modlitewno-pokutnych w Manresie czy w drodze do Ziemi Świętej Ignacy nie nazywa ćwiczeniami. To pojęcie pojawia się dopiero wtedy, gdy Pielgrzym opisuje dzielenie się swoim doświadczeniem z innymi, w okresie filozoficznych studiów: „Podczas pobytu w Alkali zajmował się także dawaniem Ćwiczeń duchowych i wyjaśnianiem katechizmu i w ten sposób przynosił owoce dla chwały Bożej" (OP 57). Znamienne jest to, że właśnie w związku z udzielaniem Ćwiczeń pojawia się w Opowieści pierwsza wzmianka o towarzyszach Ignacego.[8]. Najwyraźniej działali wtedy wspólnie z Pielgrzymem, skoro wszyscy byli podejrzewani przez inkwizytorów o to, że należą do alumbrados (OP 58). Trudności miały im towarzyszyć i na kolejnym etapie studiów - w Salamance, gdzie jeszcze wyraźniej usiłowano im wmówić, że uznają siebie za „oświeconych" i działających pod bezpośrednim działaniem Ducha Świętego (OP 65). Gdy znaleźli się we więzieniu, wtedy Pielgrzym nie tylko „nadal odbywał swe Ćwiczenia, mówiąc o Bogu itd." odwie­dzającym go osobom, ale także, gdy przyszedł sędzia, by go przesłuchać, Ignacy „dał mu wszystkie swe papiery, w których zawierały się Ćwiczenia duchowne, ażeby je zbadał" (OP 67). Mamy tu pierwszy wyraźny ślad istnienia tekstu Ćwiczeń. Pod koniec Opowieści Ignacy uzupełnił to świadectwo. W odpowiedzi na pytanie swego rozmówcy zaznaczył, „że Ćwiczeń nie ułożył całych za jednym razem, ale kiedy zauważył pewne rzeczy w swej duszy, które wydawały mu się pożyteczne, a zdawało mu się, że będąpożyteczne i dla innych, wtedy notował je, na przykład rachunek sumienia przy pomocy linii itd." (OP 99). To stopniowe redagowanie Ćwiczeń osiągnęło kolejną fazę w okresie studium w Paryżu, gdzie Ignacy pozyskał nowych towarzyszy. Tutaj inkwizytor nawet pochwalił przedstawiony mu tekst Ćwiczeń i zachował sobie kopię.[9] Nie znamy tego tekstu, nie wiemy więc, o ile różni się od zachowanej wersji, której najstarsze świadectwo dotrwało do nas w przekładzie łacińskim z 1541 roku. Było to już po zatwierdzeniu Towarzy­stwa Jezusowego (27IX1540). Natomiast oficjalne, papie­skie zatwierdzenie tekstu Ćwiczeń miało jako podstawę poprawiony przekład i nastąpiło w dniu 31 VII 1548. Sam tekst został opublikowany niedługo potem - 11 IX tegoż roku.[10]

Św. Ignacy, jak widać w Opowieści, mówi o „Ćwiczeniach" jako całości, którą dzieli się z innymi. Na drodze jego życia złączyło się to z pozyskiwaniem towarzyszy, w końcu - z utworzeniem Towarzystwa Jezusowego. Jeszcze przed uznaniem zakonu przez papieża Pawła III towarzysze korzystali z Ćwiczeń w swym apostolstwie. Z tego właśnie okresu pochodzą przypuszczał nie Uwagi wstępne (CD 1-20) i Uwagi dodatkowe (CD 73-90), zredagowane przez Ignacego na użytek udzielających Ćwiczeń". Wiele wskazówek o ich udzielaniu zawierają także napisane później Konstytucje. Zanim o tym powiemy więcej, powróćmy do pytania o zna­czenie Ćwiczeń na drodze życia naszego Świętego. Jest oczywiste, że „przećwiczył" je najpierw osobiście. Jego przejście przez „szkołę" Ćwiczeń określić można znanymi słowami z Opowieści pielgrzyma o pobycie w Manresie, gdzie „Bóg obchodził się z nim podobnie jak nauczyciel w szkole z dzieckiem i pouczał go" (OP 27). Później Ignacy „wydoroślał" i dojrzał w tej szkole tak bardzo, że wcielił w sobie ducha i literę „Ćwiczeń". Jak określił to jeden ze świadków: „Nasz Ojciec w całym swym sposobie postępowa­nia dokładnie zachowuje wszystkie reguły Ćwiczeń tak, iż się wydaje, że najpierw zaszczepił je w swojej duszy i wydo­był je następnie z osobistej postawy. ... To samo można powiedzieć o Konstytucjach, zwłaszcza o rozdziale, w którym opisuje on generała; wydaje się, że opisał tu samego sie­bie".[12]

Co do poszczególnych Ćwiczeń, Ignacy przywiązywał największą wagę do wymienionego na pierwszym miejscu - rachunku sumienia. Na wszystko inne mogło zabraknąć czasu, tylko nie na to.[13] Jednak rachunki nie są celem, ale - środkiem w drodze do niego. Jako szczególny rodzaj modlitwy mają skutecznie pomagać do tego, co według Ignacego jest ważniejsze od długich modłów, mianowicie do „szukania" i „znajdowania Boga we wszystkich rze­czach".[14] Taka postawa jest ukazana w Ćwiczeniach u ich kresu - w „Kontemplacji dla zyskania miłości" (CD 230nn). Wolno przyjąć, że do zdobycia tej postawy nie wystarcza jednorazowe odprawienie Ćwiczeń, ale potrzebne jest codzienne ćwiczenie. O sobie samym Ignacy zaświadczył w Opowieści pielgrzyma, że odkąd zaczął Bogu służyć, „zawsze wzrastał w pobożności, to jest w łatwości znajdowania Boga, a teraz więcej niż kiedykolwiek w swoim życiu. Za każdym razem i o każdej porze kiedy tylko chce Boga znaleźć, znajduje Go" (OP 99). Do tego świadectwa z ostat­niego roku życia (z 20 X 1555) dodać można świadectwo współbrata, który spisał Opowieść, iż Ignacy najbardziej chwali ten rodzaj modlitwy, w której człowiek „ma Boga nieustannie przed oczami" (M 256).

Ignacjańskie „znajdowanie Boga we wszystkim" oznacza nie tyle ciągłe „widzenie" Go, choćby „oczami wiary", ile ćwiczenie stałego dochodzenia do tego „widzenia" w każdej sytuacji. Chodzi nie o teoretyczną wiedzę, lecz o poznanie, które przynosi człowiekowi pokój i radość w obliczu najwięk­szych przeciwności. Wymowna jest wypowiedź Ignacego w odpowiedzi na stwierdzenie lekarza, że winien unikać melancholii, która mogłaby mu szkodzić. Oto co powiedział swemu współbratu: „Zastanawiałem się, co mogłoby we mnie wywołać melancholię, i nie znalazłem niczego poza przypadkiem, gdyby papież całkowicie unicestwił Towarzy­stwo. Jednak i wtedy, jak uważam, po usunięciu się na kwadrans modlitwy byłbym tak radosny jak przedtem albo jeszcze radośniejszy" (M 182). Jak dodaje świadek tej wypowiedzi, potwierdzeniem prawdziwości słów Ignacego była jego reakcja na wybór papieża Pawła IV, który wcześniej był znany jako wielki przeciwnik jezuitów. Istotnie, krótka modlitwa w kaplicy wystarczyła Świętemu do przezwyciężenia szoku i przyjęcia wyboru z radością.[15] W tym duchu Założy­ciel jezuitów mógł uczyć swych współbraci, że wydłużanie czasu poświęconego modlitwie nie jest tak ważne jak postawa wewnętrznego umartwienia: „Prawdziwie umartwio­nemu wystarczy kwadrans, aby w modlitwie ,0zjednoczyć się z Bogiem" (M 196).



ĆWICZENIA DROGĄ TOWARZYSZY JEZUSA



W ślad za św. Ignacym także jezuici - towarzysze Jezusa - są uczniami w szkole, którą Bóg ich prowadzi przez Ćwiczenia. Doświadczyli tego najpierw i najpełniej pierwsi towarzysze Świętego. Zasady stosowane wobec innych, przyszłych jezuitów, zostały sformułowane w zakonnych Konstytucjach, które były trzecim - po zatwierdzeniu Zakonu i tekstu Ćwiczeń - wielkim pragnieniem i osiągnięciem Ignacego.

Pierwsza wzmianka o Ćwiczeniach pojawia się w poprze­dzającym Konstytucje tzw. Egzaminie, który należy „przedło­żyć wszystkim proszącym o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego".[16] Wymieniając „sześć szczególnych prób" (eksperymentów), jakim mają być poddani nowicjusze na pierwszym roku probacji, św. Ignacy mówi najpierw: „Pierw­szą próbą jest odprawienie mniej więcej przez miesiąc Ćwiczeń duchownych"". Od tego zatem rozpoczyna się droga życia zakonnego. Po dwóch latach a przed kolejnym etapem, rozpoczętym od złożenia ślubów, winno się dokonać odnowienie, najpierw przez ponowienie spowiedzi generalnej, odbytej na początku miesięcznych ćwiczeń. Ignacy dodaje: „Aby ją lepiej odbyć i utwierdzić się w swoim pierwszym postanowieniu, niech (zakonnik) odprawi na osobności przez tydzień jakieś Ćwiczenia duchowe, czy to z tych, które odprawił, lub inne, i niech złoży na koniec ofiarę z siebie samego przez śluby" (K 98).

Z tych oraz innych urywków Konstytucji wynika, że według Ignacego Ćwiczenia w zwiększonym wymiarze czasowym - miesięcznym i tygodniowym - miały być odprawione przez jezuitów jedynie w decydujących momentach ich zakonnej drogi, na początku i przed ślubami. Dla kapłanów, którzy w pierwszych latach Towarzystwa stanowili większość wstępujących do niego kandydatów, oznaczało to dwukrotne - dłużej trwające - przejście przez Ćwiczenia. Natomiast u młodych kandydatów, odbywających w Towarzystwie także studia do kapłaństwa, Konstytucje przewidywały „trzeci rok" probacji przed ostatnimi ślubami (K 71), czyli - zgodnie ze wspomnianymi zasadami - kolejne, trzecie odprawienie przez tydzień „jakichś" Ćwiczeń duchowych. Inne wzmianki Konstytucji o Ćwiczeniach odnoszą się przede wszystkim do udzielania ich przez jezuitów - innym. Ignacy zakłada niejako, że jego towarzysze nie potrzebują więcej dłuższych okresów „osobności", choćby tygodniowych, na osobiste ćwiczenia. Skoro przeszli przez nie wcześniej w ciągu miesią­ca, później zaś - raz albo dwa - w ciągu tygodnia przed ślubami, to winno już im wystarczyć codzienne odprawianie najważniejszych Ćwiczeń i dzielenie się nimi z innymi. Dlatego więcej uwagi poświęca Ignacy w Konstytucjach udzielaniu Ćwiczeń. Zachęca do tego już młodych „scholastyków", czyli studiujących przed kapłaństwem: „Niech też przyzwyczajają się do udzielania innym Ćwiczeń duchowych, doświadczywszy ich wprzód na sobie samych. Wszyscy powinni starać się o to, aby mogli dobrze zdać z nich sprawę i umieli trafnie posługiwać się tego rodzaju orężem ducho­wym, który, jak widzimy, tak bardzo z łaski Boga przyczynia
się do Jego służby".[18] Pozostałe wzmianki w Konstytucjach o Ćwiczeniach odnoszą się także do stosowania ich w jezuic­kim apostolstwie.[19]
Dalsze dzieje Towarzystwa Jezusowego wniosły do tej praktyki różne modyfikacje. Zwłaszcza w Hiszpanii już od początku podnosiły się głosy jezuitów, których echo zabrz­miało we wspomnianej odpowiedzi św. Ignacego, że komuś „umartwionemu wystarczy kwadrans, aby w modlitwie zjednoczyć się z Bogiem"[20]... O ile jednak przedłużanie codziennej modlitwy nie znalazło w Towarzystwie odgórnej aprobaty, o tyle z poparciem spotkała się praktyka corocz­nych rekolekcji według książeczki Ćwiczeń. Zwyczaj ten został zapoczątkowany, znowu w Hiszpanii, przez Baltazara Alvareza, który przez sześć lat był kierownikiem duchowym św. Teresy od Jezusa[21]. Później wszystkich jezuitów obowią­zywało każdego roku - jak obecnie - poświęcenie Ćwicze­niom ośmiu dni, a ponadto w czasie trzeciej probacji - pono­wne Ćwiczenia miesięczne. Te zmiany wypływały z doświad­czenia i przeświadczenia, że codzienna praktyka najważniej­szych Ćwiczeń wymaga regularnej odnowy, której należy corocznie poświęcić więcej czasu w określonym okresie. Przeto na życiowej drodze każdego jezuity Ćwiczenia towarzyszą aż do końca w dwojaki sposób: z jednej strony w modlitewnej praktyce każdego dnia, z drugiej strony w postaci dorocznych rekolekcji. Dzięki temu może się dokonywać i pogłębiać odnowa życia w duchu, jaki przy­świecał Ignacemu.

Połączenie regularnej praktyki codziennych i corocznych Ćwiczeń uczy „znajdować Boga we wszystkich rzeczach", uczy bowiem „kontemplacji w działaniu". Ta znana formuła wskazuje „złoty środek" ignacjańskiej duchowości - w duchu wieńczącej Ćwiczenia „Kontemplacji dla zyskania miłości". Towarzystwo Jezusowe nie jest zakonem kontemplacyjnym, ale podporządkowuje modlitwę działalności apostolskiej. Aby jednak postawa „kontemplacji w działaniu" mogła się rozwijać, nie wystarczy działanie, któremu kontemplacja tylko towarzyszy; potrzebny jest także czas oddany wyłącznie kontemplacji - w krótszym wymiarze każdego dnia, dłużej natomiast w dorocznych rekolekcjach. To czas „osobności", oderwania się od codziennego działania, czas odnowienia się w bliskości Jezusa, Jego towarzystwie. To wzrastanie w łasce, która już dla Ignacego znaczyła najwięcej: być przyłączonym do Jezusa, złączyć się z Nim najściślej, aby dzięki tej jedności sam Chrystus mógł działać przez apostoła, którego posyła. Skoro jezuita nie może sobie pozwolić każdego dnia na długie modlitwy, to przynajmniej doroczne rekolekcje pozwalają na to, by towarzysz Jezusa mógł dłużej oddać swój czas i siebie tylko Jemu.



POSTĘP NA DRODZE ĆWICZEŃ



Aby jeszcze dokładniej rozważyć ewolucję, dokonującą się w człowieku przez Ćwiczenia, trzeba rozszerzyć spojrze­nie. Dotąd skupiliśmy się na znaczeniu i wcieleniu Ćwiczeń w życiu jezuitów, których droga rozpoczyna się od odprawie­nia ich w całości, przez miesiąc. Ignacy, jak wiadomo, nie ograniczał tej formy do swych towarzyszy, choć uważał, że całość Ćwiczeń jest raczej dla niewielu. Podkreśla to nie tylko w ich tekście[22], ale jeszcze wyraźniej w Konsty­tucjach, określając owych niewielu jako „takich, z których postępu można się spodziewać niepospolitych owoców ku chwale Bożej", i dodaje: „Ćwiczeniami pierwszego tygodnia można objąć wielu, a dla jeszcze większej liczby osób można głosić niektóre nauki o rachunku sumienia i o sposobach modlitwy, zwłaszcza o pierwszym z trzech podanych w Ćwi­czeniach, bo każdy przy dobrej woli będzie do nich zdol­ny".[23] Jeśli pamiętamy, że również rachunki sumienia są dla Ignacego formą modlitwy, to z powyższej wypowiedzi wynika, że ćwiczeniami odpowiednimi dla wszystkich są według niego najprostsze modlitwy, w których liczy się wierność i wytrwałość. Umożliwiają one stopniowe wzrastanie i dojrzewanie modlącego się człowieka.

Kolejny krąg osób obejmuje tych, którzy przechodzą przez pierwszy tydzień Ćwiczeń. Ignacy zakłada tu gotowość do poświęcenia Ćwiczeniom odpowiednio więcej czasu, by nie tylko poznać wspomniane praktyki rachunków i modlitw, ale pełniej wejść w proces przemiany. Jednak istotne są także predyspozycje kandydata do Ćwiczeń. Ignacy liczy się z ograniczoną możliwością rekolektanta. Dlatego - jak stwierdza w Uwagach wstępnych - gdy „nie można się po nim spodziewać wielkiego owocu, lepiej będzie, jeśli (udziela­jący ćwiczeń) da mu niektóre łatwiejsze ćwiczenia ... Nie należy wchodzić w zagadnienia związane z wyborem ani inne ćwiczenia wykraczające poza pierwszy tydzień. Chodzi tu zwłaszcza o sytuacje, kiedy u innych można osiągnąć większy owoc, a dla wszystkich brakuje czasu"(ĆD 18). Torealistyczne podejście liczy się zatem i z ograniczonymi możliwościami czasowymi rekolekcjonistów!

Przejście przez sam tylko pierwszy tydzień Ćwiczeń oznacza, w świetle słów Ignacego, że nie została poruszona kwestia wyboru. Jednak oczywiście ,jakiś" wybór tkwi również u podstaw tej postawy, której człowiek uczy się w pierwszym tygodniu. Przecież odwrócenie się od grzechów, uporząd­kowanie życia, dochowanie wierności modlitwie i sakramen­tom - to wszystko jest u chrześcijanina możliwe tylko dzięki przyjęciu fundamentu - prawdy o Bogu. Więcej, trudno mówić o świadomym życiu chrześcijańskim u kogoś, kto nie przyjął Osoby Jezusa Chrystusa jako drogi, prawdy, życia... Dzisiaj - w epoce wielkiego uwrażliwienia na godność człowieka - trzeba tym bardziej przypominać o chrześcijań­skim uzasadnieniu tej godności - dzięki prawdzie o Bogu, który stał się człowiekiem. A zatem nawet najbardziej elementarna, początkowa postać udzielania Ćwiczeń opierać się musi na wyborze w relacji do Chrystusa - w uznaniu, że jest On objawieniem Boga w ludzkiej postaci po to, by przez Niego wszyscy ludzie znaleźli drogę zbawienia. Chrześcijaństwo nie jest ostatecznie niczym innym jak wyborem Chrystusa! Wprawdzie cała głębia tej prawdy odsłania się stopniowo, w dalszych tygodniach, ale już pierwszy tydzień otwiera tę perspektywę - drogę fundamen­talnego wyboru życia chrześcijańskiego.

Dzisiaj ograniczenie się do pierwszego tygodnia Ćwiczeń przybiera nowy sens. Owszem, uwzględnia nadal ograni­czone możliwości rekolektantów i rekolekcjonistów, ale nie wyklucza z góry postępu na rozpoczętej drodze. Kto nie tylko raz przeszedł przez Ćwiczenia pierwszego tygodnia, ale także dochował im wierności w najważniejszych elemen­tach - codziennych modlitwach złączonych z rachunkami sumienia - ten otworzył się na stopniową przemianę, której pogłębieniem może być odbycie kolejnych tygodni Ćwiczeń. Odbiciem tego jest upowszechniający się zwyczaj osobnego, przedzielonego dłuższym okresem czasu, odprawiania poszczególnych etapów Ćwiczeń. Ich dynamika zawiera się w istocie już w pierwszym tygodniu, szczególnie opartym na „pryncypium i fundamencie" całości. Jednak to „pryncy­pium" - zarówno początek, jak i zasada - potrzebuje czasu, by zawarte w nim „ziarno" rozwinęło się i zaowocowało. Trudno ten czas określić. Istotne jest oddanie się, poddanie Bożemu prowadzeniu. Wzrastanie jest Jego dziełem. Sam Bóg „daje wzrost" (1 Kor 3, 6), jeśli tylko człowiek nie ulega niecierpliwości, lecz otwiera się przez Ćwiczenia na Jego działanie.

Postęp na drodze Ćwiczeń oznacza w tym świetle postępo­wanie za prowadzącym człowieka Bogiem. Ignacy zakłada w Ćwiczeniach owo prowadzenie w odważnych słowach o bezpośredniości Bożego działania w rekolektancie. Dotyczy to zwłaszcza rekolekcyjnego szukania „woli Bożej, którą sam Stwórca i Pan przekazuje swojej pobożnej duszy". Dlatego zamiast ingerować w ten proces, rekolekcjonista „niech dozwoli, by Stwórca bezpośrednio działał ze stwo­rzeniem, a stworzenie ze swoim Stwórcą" (CD 15). Ta bezpośredniość Bożego działania w odprawiającym Ćwi­czenia jest implikacją wspomnianej wizji Pryncypium i funda­mentu, gdzie człowiek określony został przede wszystkim przez swoją bezpośrednią relację do Boga, zaś „inne rzeczy" są dane jako pomoc w jej realizacji. Chodzi zatem o przywró­cenie tej relacji na drodze Ćwiczeń, nie tylko jej „uporządko­wanie" przez oczyszczenie przywiązań, ale też otwarcie na bezpośrednie prowadzenie przez Boga.

W miarę przebiegu Ćwiczeń okazuje się, że drogą pojedna­nia obu wymiarów bezpośredniości wobec Boga i pośredni­ctwa ze strony stworzenia - jest Jezus Chrystus, niestwo­rzony Bóg a zarazem stworzony Człowiek. Dlatego rekolek­cyjny postęp w relacji do Boga dokonuje się dzięki rosnącemu zjednoczeniu z Jezusem. Idzie nie o to, by mieć subiektywne, może sentymentalne „poczucie" tego zjedno­czenia. Liczy się raczej „obojętność" wobec odczuwanych stanów, które przecież ustawicznie się zmieniają, a nawet - w sytuacji bliskości krzyża - stają się szczególnie trudne, mało pociągające... Skoro przyłączenie do Jezusa na drodze Ćwiczeń znaczy - jak u Ignacego - przyjęcie pod „sztandar krzyża", u boku Jezusa dźwigającego narzędzie swej śmierci, to znaki zjednoczenia z Nim mogą być przeżywane nie w postaci pocieszenia, lecz jako strapienie, brzemię. Wszak i Jezus na krzyżu nie przeżywał „pocieszenia", choć tutaj - obiektywnie biorąc - Jego zjednoczenie z Ojcem w pełnie­niu Bożej woli było całkowite... Wystarczy wytrwać przy Jezusie, by reszta spełniała się przez Niego, zgodnie z Jego zapewnieniem: „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 5).



RACHUNEK U BOKU JEZUSA



W naszych rozważaniach wyszliśmy od rozróżnienia w ignacjańskich Ćwiczeniach całości oraz elementów, które na nią się składają. Najważniejsze były, jak widzieliśmy, rachunki sumienia od strony modlitewnej, a w perspektywie całości - Osoba Jezusa Chrystusa. Kto przeszedł przez całe Ćwiczenia, ten umocnił się dostatecznie zarówno w praktyce rachunków, jak i w jedności z Jezusem. Odtąd otwiera się droga na całe życie - trwania przy Panu, który prowadzi człowieka coraz dalej - aż do końca. Pozostaje pytanie, jak owo decydujące wytrwanie przy Chrystusie ma się wyrażać na co dzień - poza czasem rekolekcji. Skoro zaś najważniejsze są rachunki, to jak akurat one mogą pomagać w umacnianiu i pogłębianiu fundamentalnej relacji do Chrystusa?

W tym miejscu, zbliżając się do końca rozważań, pozwalam sobie na ton osobisty. Już od początku, kiedy w nowicjacie Towarzystwa Jezusowego posłyszałem o praktyce rachunków sumienia, miałem z tym spore trudności. Zwłaszcza nie radziłem sobie ze „szczegółowymi" rachunkami - zalecanymi codziennie (CD 24nn) - w odróżnieniu od rachunku „ogólne­go", mającego „na celu oczyszczenie się i lepszą spowiedź" (CD 32nn). Nie wchodząc tu w szczegóły, związane z ignacjańską wizją rachunku „szczegółowego", zauważę tylko: Skupienie się na poszczególnych wadach albo powta­rzających się grzechach po to, by stopniowo je przezwycię­żyć, odpychało mnie... Wydawało się jałowe, nudne - tym bardziej, że należało rozważać to przez kwadrans, analizując drobiazgowo, godzina po godzinie, przebieg dnia pod kątem owej wady. Czułem instynktownie, że ważniejsze od zajmo­wania się sobą jest ukierunkowanie na Chrystusa. Przecież On oczekuje nie tyle „walki" z sobą (ze mną!), ile przyjęcia Dobrej Nowiny o Jego miłości, której wystarczy się poddać, aby jej mocą, z jej pomocą doświadczyć owoców - udziału w odniesionym przez Niego zwycięstwie. Wprawdzie walka nadal się toczy, zło ciągle nie daje za wygraną, jednak ostateczny wynik został przesądzony przez Chrystusa. Dlatego walczyć u Jego boku, także z własną grzesznością, znaczy przede wszystkim: otwierać się na Niego, by mocą Jego miłości, która „wszystko znosi" (1 Kor 13, 7), znosić aż do końca grzeszność - w sobie i w innych. A skoro całość ignacjańskich Ćwiczeń odsłania tę perspektywę, powinny ją wcielać również odprawiane każdego dnia rachunki.

Moje trudności, jak się przekonałem z czasem jako dusz­pasterz i kierownik duchowy, były też udziałem innych. Uformowani przez Ćwiczenia ludzie zdawali sobie sprawę ze znaczenia rachunków, ale gubili się w ich praktykowaniu.Kojarzyły się one z nieprzyjemnym obowiązkiem i stąd - albo spełniano je „z musu", albo zaniedbywano. W tej sytuacji staram się wskazać pomoc tam, gdzie sam ją znalazłem i dalej znajduję. Na przedłużeniu dotychczasowych rozważań idzie o jedno fundamentalne ćwiczenie. Można je określić jako rachunek u boku Jezusa. Zanim opiszę konkretnie jego praktykę, sformułuję trzy zasady, które podsumowują sens ignacjańskich rachunków, i to w jedności szczegółowych i ogólnych elementów.


1. Rachunek jest modlitwą. To wydaje się oczywiste, jednak w praktyce najczęściej o tym zapominamy - stąd biorą się nasze trudności z ignacjańskim ćwiczeniem. Samo pojęcie „rachunku" - examen - nie ułatwia sprawy. Może się kojarzyć z rachowaniem, obliczaniem swoich upadków, zajmowaniem się sobą pod wąskim kątem własnej słabości. Więcej ukazuje związek rachunku z „egzaminem". Wprawdzie to skojarzenie może budzić dodatkowe opory, jednak przypo­mina przynajmniej, że rachunek-egzamin nie jest zajmowa­niem się sobą, lecz oznacza: zdać rachunek przed innym, ostatecznie przed Bogiem. To z kolei przywodzi na myśl sąd, ale z chrześcijańskiego punktu widzenia najważniejszy jest obraz nie Boga-Sędziego, lecz Boga - „bogatego w miłosierdzie" (Ef 2, 4). Jego tajemniczy obraz objawia Jezus ukrzyżowany, Ten sam, przed którym Ignacy każe nam stawać właśnie wtedy, gdy w pierwszym tygodniu Ćwiczeń „rachujemy" się najintensywniej. Zatem rachunek jako modlitwa znaczy zwracanie się do Boga - przez Jezusa, Jego Syna i naszego Brata - do miłosiernego Ojca. Zamiast zajmować się sobą, wystarczy przyjąć przez modlitwę Jego zajmowanie się nami, Jego bliskość we wszystkich naszych problemach, z którymi sobie nie radzimy, bo skupiamy się na nich, a nie na Nim - Ojcu, pragnącym udzielić pomocy.



2. Modlitewny rachunek otwiera na dobro. Początkiem jest dziękczynienie. Ignacy przypomina o tym w pierwszym
punkcie swych uwag o rachunku ogólnym: „Dziękować Bogu, naszemu Panu za otrzymane dobrodziejstwa" (CD 43).
Znowu, teoretycznie znamy wagę dziękczynienia, ale w prak­tyce zapominamy o nim albo wyrażamy je zdawkowo,
zamiast istotnie połączyć rachunek z dziękczynieniem. Inaczej mówiąc, nie wystarczy krótko podziękować za dobro, by dalej długo ,,rachować" się ze złem. Obowiązuje tu raczej podobna zasada, jak w przypadku „pryncypium i fundamentu" całych Ćwiczeń: To, co jest na początku, ma przenikać jako zasada wszystko. Zatem nie „podziękować"[24] i potem porachować się z grzechami, ale: rozpocząć od rachunku doznanego dobra, by dalej - trwając w dziękczynieniu, czyli postawie otwartej na dobro - rachować się także z braków, które dopiero na tym tle stają we właściwym świetle. Tak odsłania się zaskakująca prawda: rachunek ignacjański jest na pierwszym miejscu „rachowaniem" dobra jako daru Boga! Taka modlitwa prawdziwie otwiera serce - zarówno na dobro w naszym życiu, jak i na jego źródło w Bogu. To zaś oznacza nic innego jak postawę kontemplacji dla zyskania miłości. Staje się jasne, jak właśnie rachunek dziękczynienia pozwala znajdować Boga we wszystkim...



3. W rachunku najważniejszy jest Jeden - Bóg. To właściwie jedynie dopowiedzenie, zarazem uwieńczenie dwóch pierwszych zasad. Uderza fakt, że rachunki są przedstawione w Ćwiczeniach bezpośrednio po Pryncypium i fundamencie, wskazującym jako pierwszy cel człowieka wielbienie Boga. Codzienny rachunek uczy nas tego w każdejsytuacji przez otwieranie na dobro w postawie dziękczynie­nia. Podobnie jak teologiczna wizja Pryncypium jest całkowi­cie pozytywna, tak i w rachunkach idzie bardziej o dobro niż o zło. Także wtedy, gdy musimy dostrzec braki dobra w nas samych i w naszym otoczeniu, nie mamy długo się na tym skupiać, ale raczej - odwrotnie niż w naszej „zwyczaj­nej" postawie - tylko krótko zauważyć zło, by zaraz, i to na dłużej, uprzytomnić sobie bliskość Boga, Jemu powierzyć swój brak i siebie, bo On jeden mocen jest uwolnić nas i zachować ode złego. To za mało, jeśli rozważamy przed Nim nasze braki, ujawnione „myślą, mową, uczynkiem i za­niedbaniem".[25] Istotne jest raczej, aby zgodnie z „pierwszym przykazaniem", przypomnianym przez Jezusa, zwrócić się do Boga ze wszystkim: „całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą". Tylko w taki sposób odpowiadamy na wcześniejsze Jego słowo: „Słuchaj, ... Pan Bóg nasz, Pan jest jeden" (Mk 12, 29n). Oto trzy fundamentalne zasady rachunku - jako modlitwy dziękczynnej, otwartej na dobro i skupionej na Jednym. A skoro jedyną drogą ku Niemu jest Jezus, to można mówić - o rachunku przy Jego boku... Ten rodzaj modlitwy sprowa­dza się do prostej, ale całościowej postawy. Już opisałem ją w innym miejscu jako „praktykę medytacji", która nawiązuje do znanej z tradycji wschodnich Ojców pustyni tzw. modlitwy imienia Jezus.[26] Ignacy podaje w Ćwiczeniach podobne przykłady całościowej modlitwy w najprostszej postaci - skupienia się na jednym słowie czy nawet na samym oddechu (CD 249nn). Ponadto fakt, że całe Ćwiczenia kulminują w kontemplacji dla zyskania miłości, pokazuje wagę prostej i obejmującej wszystko modlitwy według Ignacego, który właśnie przez Ćwiczenia pragnął do niej doprowadzić, l dlatego również rachunek, utrwalający i pogłębiający tę postawę, winien uczyć jednego: znajdowania Boga we wszystkim - u boku Jezusa.



MODLITWA NA DROGĘ ŻYCIA



Mimo wszystko, także pomimo przedstawionych argumen­tów, można by dalej pytać o sens opisanej modlitwy jako codziennego rachunku sumienia. W odpowiedzi należy najpierw ukazać jeszcze wyraźniej oczyszczający charakter prostego trwania przy Jezusie. Wymownie wyraża to On sam w ewangelicznym obrazie winnego krzewu i latorośli (J 15, 1-11). Wynika stąd, że z naszej strony wystarczy trwanie w Jezusie jako winnym krzewie, bo wtedy sam Ojciec dokonuje w nas oczyszczenia - mocą życiodajnej więzi z Nim i Jego Duchem przez Syna. Jak odbywa się to prakty­cznie?

Gdy próbujemy trwać przy Jezusie, by tak oto skupić się na jednym, ostatecznie na Bogu, musimy przekonać się, że nie jest to wcale proste... Doświadczamy bowiem tylu wrażeń i spraw, aktualnie nas absorbujących i utrudniających istotnie nasze modlitewne skupienie. Ale dzięki temu zdoby­wamy konkretny materiał na rachunek sumienia. Nie musimy sami wyszukiwać tego, co w danym okresie przeszkadza nam w uznaniu Boga jako jedynego Pana, są to bowiem po prostu „rozproszenia" naszej modlitwy. Sygnalizują nam one sprawy, które wymagają podjęcia, jednak warunkiem uporania się z nimi jest uznanie, że nie one są najważ­niejsze, lecz Bóg, do którego pośród nich mamy się przybliżyć. Jeśli zatem przez krótki czas - choćby kwadrans poświęcony na prostą modlitwę trwania przy Bogu w Chrystu­sie - nie zatrzymujemy się przy rozproszeniach, lecz usiłuje­my włączyć je w naszą modlitwę, by z nimi zwrócić się do Boga, to wzrasta szansa, że wzmocnieni w naszej relacji do Niego, właśnie dzięki Niemu zdołamy w swoim czasie lepiej podjąć owe rozpraszające nas i niepokojące sprawy.

Tak odprawiany rachunek sumienia znaczy przeto nie zajmowanie się sobą czy swoimi problemami, ale modlitewne zwracanie się - siebie ze wszystkimi sprawami - do Boga jako jedynego Pana, by w ten sposób umacniać się i wzra­stać w postawie wolności dziecka Bożego, prawdziwego towarzysza Jezusa. Tego rodzaju modlitwa kształtuje posta­wę, z której w stosownym czasie wypłynie również odpowied­nie działanie. Z jednej strony chodzi o perspektywę całego życia, proces otwierania coraz pełniej na Boga i Jego działanie. Jednak istotne są z drugiej strony pojedyncze kroki na tej drodze. Tutaj odsłania się szerokie pole możliwo­ści, które należałoby rozważyć, wiele szczegółów do rozróż­nienia. Dla kogoś, kto przeszedł przez całe Ćwiczenia, chodzi nie o wybór fundamentalny drogi życiowej, ale o sprawy związane z realizacją, wcielaniem wyboru. Są to najpierw zadania, codzienne obowiązki wykonywanego zawodu, spełnianego powołania. Tu nadal trzeba ciągłego rozeznania, decyzji co do podjęcia czy zaniechania konkretnej sprawy. Dalej istotne jest uwzględnianie trudności, czy to zewnętrz­nych, czy związanych z własną słabością. Czasem okoliczno­ści zniechęcają nas... Innym razem wiemy dokładnie, co danego dnia powinniśmy wykonać, ale brakuje chęci, odwagi, zatem ulegamy pokusie, by odłożyć działanie „na później", na „jutro", które nie przychodzi... W tym wszystkim opisany rachunek może nam pomóc.

Aby jeszcze bardziej ukonkretnić ową pomoc, dołączam - na koniec - ostatnie osobiste świadectwo. Najpierw – oczasie rachunku. Tu korzystam po prostu ze wskazówki św. Ignacego. Nie pamiętamy o niej, gdy nasze codzienne rachunki przesuwamy na koniec dnia. Tymczasem Ignacy zaleca, by po krótkim porannym uprzytomnieniu sobie przedmiotu naszej uwagi powrócić do niego w „pierwszym rachunku", który winien nastąpić „po obiedzie" (CD 25). Wtedy jesteśmy w środku dnia, mając za sobą jego połowę. W tym właśnie momencie mamy na krótko - na kwadrans - oderwać się od zajęć i zdać sobie sprawę z aktualnej sytuacji. Czy udało się wykonać to, co na dany dzień zapla­nowaliśmy, czy może nadal ociągamy się lub ulegamy różnym trudnościom? Właściwie jedna chwila wystarczy, by to zobaczyć... Istotne jest raczej, aby nie poprzestać na stwierdzeniu trudności, ale zwrócić się z nią – całym sobą - do Boga, źródła mocy i potrzebnej pomocy. Gdy próbuję to czynić w prostej modlitwie trwania przy Nim, odezwać się mogą zarówno przeżywane trudności, jak też inne sprawy, które głębiej we mnie tkwią jako przeszkody w relacji do Boga i bliźnich. O co chodzi? Nie o to, by się zajmować albo przejmować tym wszystkim, ale by przy­pomnieć sobie o Najważniejszym - o Bogu, który jest blisko, najbliżej mnie, pragnąc jedynie, bym otworzył się na Niego i Jego działanie. Reszta przyjdzie na pewno - dzięki Niemu! Tak umocniony przez modlitwę, mając przed sobą jeszcze połowę dnia, zyskuję szansę, by nie zmarnować ofiarowanego mi czasu.
Jeszcze bardziej osobiście dzielę się świadectwem o posta­ci mojego rachunku. To zasadnicze trwanie przy Jezusie można wyrażać albo powtarzaniem aktu strzelistego, zależ­nego od aktualnej sytuacji, albo przez proste wymawianie imienia JE-ZUS, opisane w „Prostej praktyce medytacji". Liczy się zwłaszcza wewnętrzna postawa - zostawiania wszystkiego, co się pojawia, by pozostawać przy samym Jezusie. W tej radykalnej postaci łączę modlitwę imienia z ranną medytacją. Natomiast w rachunku jako trwaniu przy Jezusie można zwrócić trochę więcej uwagi na pojawiające się problemy, jednak znowu nie za długo, bo najważniejsze jest zwrócić się z nimi do Jezusa. Można też, i taka jest osobista moja praktyka, dla odróżnienia rachunku od medy­tacji użyć jako formy trwania przy Jezusie innej prostej modlitwy. Czynię to z pomocą różańca w uproszczonej postaci, sprowadzonej do powtarzania: MARY-JA, w tym właśnie rozdzieleniu na wdech-wydech. Ale to tylko jedna z możliwości. Liczy się raczej idea, by rachunek u boku Jezusa złączyć z Jego Matką, która właśnie w tej sytuacji - w pobliżu krzyża - została nam dana przez Syna jako nasza Matka. Różaniec jako modlitewne tło rachunku może być konkretną pomocą, jakiej Matka pragnie nam udzielić w naszym codziennym ćwiczeniu się znajdowania Boga we wszystkim. Owszem, można modlić się różańcem także w innych sytuacjach, np. gdy jesteśmy w ruchu, w drodze, jednak na czas rachunku dobrze jest się zatrzymać - u boku Jezusa, gdzie stoi także Maryja. Tak, postęp w drodze nie obejdzie się bez postoju.

To już wszystko. Na drodze Ćwiczeń duchowych Ignacego zatrzymaliśmy się w końcu na jednym, określanym jako „rachunek sumienia", głębiej odsłaniającym się jako modlitwa szukania dobra - przy Jezusie. W ten sposób uwrażliwiamy się coraz bardziej na dary, jakich Bóg nam udziela, przede wszystkim jednak otwieramy się na samego Dawcę, Jedne­go, który w pełni zasługuje na miano dobrego (Mt 19,17). Taka modlitwa stanowi prawdziwe pryncypium. Kwadrans, który znajdziemy na nią każdego dnia w jego centrum, odnowi stopniowo naszą postawę - ugruntuje krok po kroku to, co zapoczątkowały Ćwiczenia. Droga, która nas czeka, będzie drogą całego życia. Często niepokoimy się o przysz­łość, ale u boku Jezusa - Drogi, Prawdy i Życia-jesteśmy u celu pryncypialnie, zaczątkowo i zasadniczo. Trwając przy Nim, otwieramy się już obecnie na spełnienie, które dokona się przez Niego, z Nim i w Nim. A wtedy naprawdę „znajdzie­my Boga we wszystkim", nie tylko przez kwadrans, ale przez wszystkie wieki wieków.



Przypisy



[1]Wolę mówić o ćwiczeniach „duchowych" aniżeli „duchownych" - w odróżnieniu także od polskich przekładów. Dalej posługuję się zasadniczo najnowszym: Św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, przeł. J. Ożóg SJ, WAM Kraków 1996. Sięgam też okazjonalnie do wcześniejszego przekładu M. Bednarza SJ: Św. Ignacy Loyola, Pisma Wybrane. Komentarze, opr. M. Bednarz SJ, WAM Kraków 1968, tom II, s. 97-181.

[2] Odchodzę znowu od przekładu, na którym zasadniczo się opieram, aby zbliżyć się do oryginalnego „principium", które znaczy nie tylko „zasadę", ale też „początek"

[3]Św. Augustyn, Wyznania, przeł. Z. Kubiak, IW Pax, Warszawa 1987, s. 7 (I, 1).

[4] ĆD 23, podkreślenie moje.

[5] Por. CD 102. Więcej o tym aspekcie Wcielenia w moim: Odkrycie wyboru Boga, „Życie Duchowe" 15/1998 (lato), s. 95-106.

[6] Cytuję według: Św. Ignacy Loyola, Pisma Wybrane. Komentarze, opr. M. Bednarz SJ, WAM Kraków 1968, tom l, s. 163-265 (= OP).

[7] M. Bednarz dodaje w tym miejscu w nawiasie: „Duchownym"...

[8] L. Gonsalves da Camara, spisujący „Opowieść", dodaje od siebie, że towarzysze byli - „jak mi się zdaje" -już wcześniej w Barcelonie (OP56), jednak wyraźnie pojawiają się oni dopiero w Alkali.

[9] Por. Św. Ignacy, Pisma wybrane, t. II, s. 81.

[10]or. tamże, s.10n.; tekst brewe papieskiego: tamże, s. 243-244.

[11] Por. tamże, s. 82.

[12]Tutaj i dalej korzystam z dosłownego przekładu niemieckiego: L. Goncalves da Camara, Memoriale. Erinnerungen an unseren Vałer Ignatius, przeł. P. Knauer SJ, Frankfurt/M, n. 226 (= M 226).

[13] Por. Instrukcja dla teologów na Sobór Trydencki: Św. Ignacy Loyola, Pisma wybrane, t. l, s. 546.

[14] Por. wyrażenia w listach do A. Brandao i U. Fernandeza: tamże, s. 530.524.

[15] Por. M 93.346b.

[16] Św. Ignacy Loyola, Konstytucje Towarzystwa Jezusowego, przeł. M. Oleksy SJ, Kraków 1982, n. 1 (= K 1).

[17] Urywam w tym miejscu zdanie, którego dalszy ciąg, wyjaśniający Ćwiczenia, brzmi: „a mianowicie przez rachunki sumienia" (K 65). Opusz­czam w polskim przekładzie archaiczne „już to"...

[18] K 408. Dalej Ignacy precyzuje zasady co do Ćwiczeń udzielanych przez scholastyków (K 409).

[19] Por. K 437.623n.648n.

[20]Była to odpowiedź na sytuację zastaną w 1553 roku w Hiszpanii przez o. H. Nadala; por. M 196.

[21]Por. J. Brodrick SJ, Powstanie i rozwój Towarzystwa Jezusowego, 1.1. Początki Towarzystwa Jezusowego, przeł. W. Baranowski, M. Bednarz, WAM Kraków 1969, s. 388nn.

[22] Por. ĆD 18.

[23] K 649. Wspomniany „pierwszy" sposób modlitwy jest omówiony w ĆD 238nn; według Ignacego jest to raczej przygotowaniem do modlitwy, nie zaś „formą i metodą właściwej modlitwy" (ĆD 238).

[24] Tak brzmi zawężające niestety tłumaczenie J. Ożoga, mniej dokładne i płytsze w tym przypadku niż przekład M. Bednarza.

[25]Dawna formuła mszalnego wyznania winy ograniczała się do trzech pierwszych elementów, podobnie jak Ignacy, który w uwagach do ogólnego rachunku sumienia mówi: „O myśli" (CD 33), „O mowie" (CD 38), „O uczyn­ku" (CD 42).

[26]Por. mojego autorstwa: Prosta praktyka medytacji, Wyd. ‘m’ Kraków 1992.