Carlo Maria Martini

CELE ĆWICZEŃ DUCHOWNYCH


w: Dawid. Grzesznik i człowiek wiary. Wyd. WAM, Kraków 1998, s. 31-40



Inspiracją do modlitwy na początku tego wprowadzenia będzie dla mnie Psalm 18, znany też pod tytułem Te Deum regale. Można tam przeczytać: „Bo Ty, Panie, każesz świecić mojej pochodni: Boże mój, oświecasz moje ciemności" (w. 29). To samo wyrażenie znajdujemy w pieśni dziękczynnej z 2 Księ­gi Samuela: „Bo Ty, o Panie, jesteś moim światłem: Pan roz­jaśnia moje ciemności" (22, 29).

Starsza prawdopodobnie jest wersja z 2 Księgi Samuela 22: „Bo Ty, o Panie, jesteś moim światłem".

Proszę, Cię, Panie, przede wszystkim o rozjaśnienie pochodni mojej modlitwy. Modlitwy, która z trudem się rozpala, która nie świeci jak chciałbym. Proszę Cię, Panie, o rozjaśnienie jej, bo pragnąłbym z większą śmiałością uczynić moimi słowa Dawida: „Ty jesteś moim światłem!". Nie chcę więc troszczyć się zbytnio o moją modlitwę, a nawet o rekolekcje, które przeżywamy, bo mam pewność, że Ty jesteś moim światłem, słońcem mojego życia. Daj nam, Panie, nasz Boże, zrozumieć tajemnicę naszej modlitwy, tajemnicę ćwiczeń duchownych, tajemnicę pobożności w blaskach Twojego światła, które nas oświeca. Daj mi uprawiać moją ziemię z pokorą i prostotą serca, na wzór Niepokalanej Maryi. Prosimy Cię o to przez Chrystusa Jezusa, Twojego Syna i naszego Pana.

W tej medytacji będziemy mówić o celach ćwiczeń duchow­nych, których jest przynajmniej trzy: szukanie woli Bożej, kultywowanie pobożności, uczenie się na nowo modlitwy.
Szukanie woli Bożej

W klasycznej wizji Ćwiczeń duchownych chodzi o jeden cel, fundamentalny, który jest początkiem wszystkiego: szukanie woli Bożej.

Św. Ignacy pisze, że wszelka praca rekolekcyjna zmierza „do szukania i znalezienia woli Bożej w takim uporządkowa­niu swego życia, żeby służyło dla dobra i zbawienia duszy" (Uwagi wstępne, nr 1).

Taki cel powraca również w kluczowych medytacjach, na przykład drugiego tygodnia (nr 150), kiedy to mówi się o trzech kategoriach ludzi, którzy chcą się zbawić i znaleźć pokój w Bogu. I tak trzecia kategoria ludzi „chce jej [rzeczy nabytej] lub nie chce odpowiednio do tego, jak Bóg, Pan nasz, postanowi o tym w swojej woli...". Są także inne sposoby, aby wyrazić intencję „szukania woli Bożej".

Lecz jak wyjaśnić teologicznie, co znaczy ta formuła, która dla św. Ignacego jest poszukiwaniem woli Bożej, jaśniejącej w Jezusie Chrystusie?

Rozpoczniemy od tego, jak nie powinno się rozumieć poszu­kiwania woli Bożej w czasie rekolekcji.

Na przykład Dawid szuka woli Bożej radząc się Pana: „Czy mam wyruszyć i czy pokonam tych Filistynów?" (l Sm 23, 2). Jest to poszukiwanie po trochu magiczne, jakby uciekanie się do jakiejś wyroczni, swego rodzaju poszukiwanie znaków, aby mieć pewność. To tak, jakby wola Boża została ukryta w jakimś miejscu, i w końcu znalazłoby się ją.

Nie jest to sposób szukania woli Bożej właściwy dla Ćwiczeń. Był on odpowiedni dla Dawida, lecz św. Jan od Krzyża pisze, że w Nowym Prawie ewangelicznym nie ma już powodów, żeby dopytywać się Boga, ani też On nie przemawia i nie odpowiada jak w czasie Starego Prawa. W Jezusie bowiem objawia się cała wola Boża (por. Wyjście na Górą Karmel, księga II, rozdz. XXII, 3).

Przedstawię więc małe tezy teologiczne, aby wytłumaczyć, co oznacza wola Boża, która jaśnieje w Jezusie Chrystusie. Bóg chce udzielać się, chce sam się dawać. Jest to tajem­nica jego woli. „Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić siebie samego i ujawnić nam tajemnicę woli swojej, dzięki której przez Chrystusa, Słowo Wcielone, ludzie mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się uczestnikami bos­kiej natury". W tym objawieniu „Bóg niewidzialny w nadmiarze swej miłości zwraca się do ludzi jak do przyjaciół i obcuje z nimi, aby ich zaprosić do wspólnoty z sobą i przyjąć ich do niej" (Dei Verbum, 2). Ta wola Boga, żeby się nam udzielać, doskonale urzeczy­wistnia się w Jezusie, który jest środkiem, celem, pełnią boskie­go udzielania się nam, owocem boskiej woli. Jezus Chrystus jest wolą Boga przekazaną w sposób abso­lutny i ostateczny. Wola Boga, doskonale urzeczywistniona w Chrystusie,
spełnia się na sposób uczestnictwa w jedności Chrystusa z na­mi i z ludzkością. Zamysłem Boga jest Jezus z nami i my z Jezusem, ludzkość z Jezusem. Zatem to nie my jednoczymy się z Jezusem, lecz to On nas przyciąga.
- Jak urzeczywistnia się jedność ludzkości z Jezusem? Przez pośrednictwo Ducha Świętego.

Św. Tomasz z Akwinu w związku z powyższym ma wspaniałe określenie: „Prawo Nowego Testamentu zawiera się zasadniczo w Duchu Świętym", Bożej mocy, która jednoczy ludzi z Chrystusem.

Wolą Bożą jest Duch Święty jako zasada uświęcenia i jedności ludzi z Jezusem Chrystusem.

- Czym jest jedność ludzi z Jezusem, tworzona przez Ducha Świętego? Jest Kościołem i niczym innym; święty Kościół wytryskujący z Ducha w historii. Bóg chce Kościoła.

- Dokładniej jeszcze mówiąc, Duch Święty chce Kościoła lokalnego, który jest zjednoczeniem tych określonych ludzi z Chrystusem.

Wolą Boga dla mnie jest więc mój sposób bycia wewnątrz Kościoła, i winienem szukać tego, do czego Duch Święty przy­nagla mnie: żeby przez moją aktywność Kościół rozszerzał się i stawał się pełną komunikacją Boga. Przede wszystkim Duch przynagla mnie do coraz większego mojego zjednoczenia się z Chrystusem Jezusem, aby następnie stać się narzędziem jednoczenia ludzi z Nim.

Wszystkie inne rzeczy: literatura, sztuka, ekonomia itd. są podporządkowane takiemu poszukiwaniu woli Bożej w moim życiu, w Kościele. Normalnie dokonuje się to jeden raz, w spo­sób ostateczny: jest to powołanie. Dla tej racji Ćwiczenia zasadniczo są sposobem wyboru własnego powołania.

Co więc znaczy poszukiwanie woli Bożej w rekolekcjach rocznych? Znaczy po prostu: powrócić znów do wierności powołaniu, zaangażować się z całą powagą i w odnowiony sposób w spełnianie tego, czego Duch Święty chce ode mnie: abym był i działał w Kościele lokalnym, abym się stał jednością z Jezusem i pomagał w tym wszystkim innym ludziom.

Poprzez milczenie, słuchanie Słowa i medytację sprawdza­my, jaka jest nasza codzienna wierność zamysłowi Bożemu, nasza wierność w jednoczeniu się z Chrystusem i z Kościołem. Bóg nie chce i nie żąda niczego innego.

Kultywowanie pobożności

W rekolekcjach rocznych jest i drugi cel, bardziej specyficz­ny; wyrażę go słowami wielkiego ojca duchownego, ojca Michela Ledrus, w swoim czasie profesora teologii duchowości na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Używał on ciągle następującego sformułowania: „Rekolekcje roczne są kulturą pobożności".

W klasycznym słownictwie pobożność jest żywotnością, świeżością, ochoczą gotowością, służenia Bogu, z radością i z odwagą. Jest to więc postawa bardzo istotna, najpiękniejszy kwiat życia duchowego.

Niekiedy spotykamy ludzi, którzy przeżywają własne powo­łanie z nudą, w smutku, a przecież życie według Ducha do­maga się radości i entuzjazmu.

Pobożność oznacza przyjęcie z ochotą codziennej ofiary, frustracji dnia, naszego trudu apostolskiego, oschłości w modli­twie i w sercu. I dlatego też może być ona tylko darem Bożym.

Bywa, że dobrze spełniamy nasze obowiązki, słuchamy Boga, ale bez pobożności, bez światła.

„O Boże, Ty jesteś moim światłem": pobożność jest światłem Bożym w życiu. Często wierzymy, po różnych doświadcze­niach, że liczy się dobre wykonanie każdej rzeczy, i że to wystarczy. Jest to prawdą, lecz w rzeczywistości nie da się czynić dobra innym, jeśli brakuje pogody ducha, uprzejmości, serdeczności.

Pobożność jest drugą stroną ryzyka, o którym mówiliśmy. Ryzykować na przykład wtedy, gdy spotyka się sytuacje lub osoby trudne i mówi się: „Dziękuję Ci, Panie, ponieważ coś się komplikuje!". Lub: „Dziękuję Ci, ponieważ od długiego czasu nie natknąłem się na trudności".

Wydaje się to dziwne, ale w tym właśnie okazuje się siła życia duchowego. Kiedy mam dobry humor i przychodzi do mnie ksiądz usprawiedliwiając się, że mówi mi o swoich trudnościach, bo przecież - dorzuca - „ojciec ma ich wiele", to odpowiadam mu: „Ależ nie, wręcz dziękuję księdzu, ponieważ jestem tutaj po to, aby mieć trudności!".

Jak widzicie, niełatwo jest wyrazić w pełni, czym jest pobożność. Niemniej jednak winniśmy pielęgnować ją, bo nie przychodzi ona sama z siebie, lecz przychodzi od Pana.

Same z siebie przychodzą frustracje, nerwy, zmęczenie, wyczerpanie.

Natomiast darami Boga są: szczęście, radość, zdolność upraszczania trudnych spraw.

Być może pobożność jest właśnie zdolnością upraszczania problemów skomplikowanych.

Aby kultywować ją, aby przygotować nasz teren na dar pobożności, konieczny jest długi czas poświęcony modlitwie, spokojnemu słuchaniu Słowa oraz przedłużony czas medytacji biblijnej.

Z przedłużonej modlitwy nad Pismem Świętym niejako wytryska Duch Święty jako woda źródlana dla duszy.

Wytrwać w modlitwie, ofiarować Bogu własny czas modli­twy, stracić czas dla Boga, mając pewność, że wcześniej czy później naszą oschłość rozpuści rosa Ducha świętego. To wszystko oznacza kultywowanie pobożności i nie ma na to czasu bardziej odpowiedniego niż rekolekcje roczne.

Praktyczna szkoła modlitwy

Trzecim celem rekolekcji jest więc ćwiczenie się w praktycz­nej szkole modlitwy, uczenie się modlitwy na nowo.

Wszyscy już dawno nauczyliśmy się modlić, lecz później zatraciliśmy tę umiejętność, zagubiliśmy smak modlitwy.

W Liście do Rzymian jest bardzo tajemniczy i ważny frag­ment. Prosiłem o jego objaśnienie sławnych egzegetów i ciągle słyszałem odpowiedź, że jest on bardzo trudny. Św. Paweł pisze: „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą" (Rz 8, 26-27).

Wierzę, że słowa Apostoła mogą nam pomóc w rozpoczęciu drogi modlitwy, unaoczniając trzy rzeczy: modlitwa, której się uczymy na nowo podczas rekolekcji rocznych, jest przede wszystkim owocem pokory; jest darem Ducha; jest radością serca. Przyznajemy, że zapomnieliśmy o ćwiczeniu się w modli­twie, kiedy wyznajemy naszą niezdolność. Rzeczywiście, jak mówi św. Paweł: „nie umiemy się modlić tak, jak trzeba". Zakładał to mistyk, który umiał się modlić! Być może oznacza to, że nie wiemy, jakie pragnienia są do wyrażenia przed Bogiem. W każdym razie wyznanie tego jest dobrym początkiem, jeśli na nowo chcemy nauczyć się modlić.
Dalej: „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości". Jesteśmy słabi, tak jak ktoś, kto nie ma zdrowia; chcielibyśmy się modlić, lecz nie mamy siły, mocy wytrwania. Przychodzi myśl o tym, co jest do zrobienia, przypominają się rany otrzymane we wspólnocie lub od innych ludzi, wypływa gorycz, jaką mamy w sercu, i nie znajdujemy sposobu, żeby rozpocząć modlitwę. Mówi się tu o rodzaju słabości, która składa się na ludzką ułomność. Nie przypadkiem w tekście greckim pojawia się ter­min astheneia, taki sam, jakiego używa Apostoł, kiedy mówi: „Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w ozna­czonym czasie, gdyśmy [jeszcze] byli bezsilni (asthenes)" (Rz 5, 6).

Jest to ułomność naszego serca, pełnego narzekań, osądzania innych, niezadowolenia; kiedy zaczynamy modlić się, cały ten bagaż może się otworzyć.

Jest więc rzeczą konieczną zdać sobie sprawę, że we wnętrzu każdego z nas jest coś nieczystego, są myśli nie według serca Bożego. Wyznając to, czynimy dobry początek i uczymy się na nowo modlić; zaczynamy modlitwę, jak sugeruje św. Ignacy, od aktu głębokiej adoracji: Panie, nie jestem godzien, nie jestem zdolny modlić się, jestem jak nicość przed Tobą. Panie, rozjaśnij moje serce, Ty bądź moim światłem, bo nie jest prawdą, że to ja mogę pokierować moją modlitwą; jedynie Twój Duch Święty wie, co znaczy modlić się.

- „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości... Sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami". Ten fragment jest jeszcze bardziej tajemniczy.

„Podobnie" - podobnie do czego? Jest tutaj odniesienie do poprzedniego wiersza: „Sam Duch wspiera swym świadec­twem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi" (Rz 8, 16). Duch, który zaświadcza z nami, że jesteśmy dziećmi Bożymi, modli się także za nas w błaganiach, których nie można wy­razić słowami.

Egzegeci wysuwają różne hipotezy, aby wyjaśnić „błagania, których nie można wyrazić słowami". W każdym razie chodzi o doświadczenie realne i głębokie: Duch modli się w nas i za nas, wstawia się za świętymi. Ten, który przenika serca, zna zamiar Ducha. „Zamiar" - w tekście greckim jest tophronema, czyli mentalność Ducha, która jest też mentalnością Chrystusa.

„Przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą"; modli się właściwie. My nie możemy wiedzieć, czy nasza modlitwa jest właściwa lub czy też jest skierowana na nas samych, czy nie jest monologiem lub halucynacją.

Powinniśmy dlatego powierzyć się Duchowi, jeśli chodzi o rozumienie Jego daru modlitwy w każdym z nas. Jeśli więc jesteśmy zmęczeni, oschli, możemy po prostu trwać przed Najświętszym Sakramentem, nie wysilając się na formułowanie nie wiadomo jakich myśli, wiedząc z wiary, że Duch modli się w nas tak, jak trzeba.

Zdarza mi się odczuwać zmęczenie, kiedy podczas wizyt pasterskich muszę na przykład odprawiać drugą Mszę św. pontyfikalną w tym samym dniu. I wtedy odnawiam akt wiary, usiłuję zachować spokój, spełniać dobrze czynności liturgiczne, pozostawiając resztę Duchowi Świętemu.

Św. Paweł zapewnia, że modli się On w nas; jest to prawda, a nie jakiś pobożny wymysł, bo Duch Jezusa, który jest wolą

Bożą, został nam dany, aby upodobnić nas do Syna, który ciągle „przyczynia się za nami" (Rz 8, 34).

Oczywiście potrzeba z naszej strony długiego i intensywne­go trwania na modlitwie; powoli doświadczać będziemy obecności Ducha, który modli się w nas.

Myślę, że Dawid w Psalmie 63 wyraża właśnie modlitwę Ducha, który w nim woła do Boga „tak, jak trzeba".

- Modlitwa jest radością serca, a ponowne jej uczenie się - to rozsmakowanie się w Bogu.

Przed przybyciem do Czadu odbyłem moje rekolekcje rocz­ne z biskupami regionu lombardzkiego, głoszone przez jednego z teologów. Mówiąc nam o modlitwie, powiedział, że jako mały chłopiec, a później w seminarium nauczył się, że modli­twa to obowiązek, lecz po latach doświadczeń pojął, że modlitwa jest radością.

Przede wszystkim radością Psalmów, ponieważ w nich sma­kujemy radość Dawida, Jezusa, ponieważ zawierają doprawdy słowa, jakie chcielibyśmy powiedzieć przed Bogiem.

To odkrycie zostaje nam dane z czasem i nie oznacza mo­dlenia się z łatwością czy bez wysiłku. Radość oznacza głę­bię ducha, oznacza smakowanie Boga, wnikanie w serce Chrystusa.

Pobożność, o której wpierw mówiliśmy, jest doświadcza­niem tej prostej i tajemniczej radości Bożej. Jej maleńka iskierka warta jest więcej niż wszelkie dobra świata i kiedy zakoszto­wało się jej jeden jedyny raz, nie zostaje nigdy wymazana z życia.

Podsumowanie

Zachęcam was do kontynuowania medytacji o trzech powo­łaniach Dawida, w ten sposób, żeby przed Najświętszym Sakramentem wejrzeć w historię naszego życia.

Jako rozwinięcie tego proponuję, abyście zapytali samych siebie: jaki jest cel, który zakładam sobie w tych rekolekcjach, jakie inne cele widzę oprócz trzech, które zostały przypo­mniane? Co znaczy dla mnie pielęgnowanie pobożności lub uczenie się na nowo modlitwy? Może Pan pozwoli dostrzec jakiś szczególny cel, który ma dla mnie?

Niepokalana Maryja niech nam pomoże znaleźć jasno ten cel, abyśmy mogli przynajmniej zbliżyć się do niego.