Modlitwa i wspólnota

Przykładowy obrazJesteśmy zaproszeni przez Boga, aby wsłuchiwać się w Jego życiodajne słowo, w to słowo, które stworzyło świat i dalej go podtrzymuje w istnieniu i w dobru. W Księdze Rodzaju czytamy, że Bóg błogosławił Adamowi i Ewie „mówiąc do nich”. Bóg nieustannie do nas mówi. Naszym zadaniem jest słuchać Boga. Dokonuje się to zarówno w czasie modlitwy indywidualnej, gdy osobiście spotykamy się z Bogiem, jak i wtedy, gdy modlimy się wspólnie. Zadaniem każdej wspólnoty chrześcijańskiej jest umacnianie się w słuchaniu i przyjmowaniu Słowa Bożego. Widzimy to w każdej liturgii, gdy zbieramy się często z zupełnie obcymi osobami po to, by słuchać Boga. Bóg mówi do nas nie tylko indywidualnie, ale także ma słowo dla wspólnoty, którą tworzymy: dla wspólnoty rodzinnej, zakonnej, wspólnoty chrześcijańskiej formacyjnej i apostolskiej. Jedna i druga forma modlitwy uzupełniają się. Stąd konsekwencje: jeśli przychodzę na spotkania wspólnoty formacyjnej i apostolskiej, a w swojej codzienności zarzuciłem praktykę regularnej, przedłużonej modlitwy to jak mam żyć postawą otwarcia na słowo i słuchania słowa, które Bóg kieruje do całej wspólnoty? Jak mam być otwarty na drugiego człowieka, skoro jestem zamknięty na Boga? W takiej sytuacji powszechnym zjawiskiem będzie narzucanie wspólnocie swojego własnego słowa, swoich przemyśleń, ocen, punktów widzenia lub swojej własnej jedynej i słusznej interpretacji słowa Bożego. Spotkanie wspólnoty chrześcijańskiej to spotkanie wokół Słowa Boga: na Eucharystii, na medytacji, na dzieleniu się. Ale w centrum tych duchowych ćwiczeń zawsze będzie stało Słowo Boga, a nie słowo ludzkie. Modlitwa osobista i modlitwa wspólnotowa mają się nawzajem wspierać i uzupełniać w dojrzałym życiu duchowym. Wierzymy, że Bóg przychodzi do nas nie tylko, gdy jesteśmy zamknięci w swojej izdebce na modlitwie. Uczymy się Boga, który przychodzi do nas przez innych. Wierzymy, że inni w naszej wspólnocie mogą świadczyć o Bogu żywym i prawdziwym, działającym w naszym świecie poprzez ich wrażliwe obserwacje i dzielenie się nimi. Modlitwa wspólnotowa uczy nas otwierania się na przychodzenie Boga do nas w bardziej zaskakujący sposób, tak, jak tego byśmy pewnie nie doświadczyli w wymiarze indywidualnym. Zadaniem wspólnoty jest więc nauczyć poszczególnych jej członków otwarcia się na słowo Boże, a to zawsze łączy się z wzajemnym otwarciem się na siebie. Nie można otworzyć się na Boga i pozostać zamkniętym na ludzi. Kiedyś Tomasz Merton podał przykład: jeśli wyobrazimy sobie wspólnotę jako krąg ludzi skupionych wokół Jezusa stojącego w centrum, to jeśli każdy z nas zacznie się przybliżać do Boga, to jednocześnie zacznie przybliżać się do innych. Trudności, których doświadczamy w czasie bycia ze sobą we wspólnocie np. krytykowanie i ocenianie innych zamiast próby ich zrozumienia, mogą być oznaką tego, że w naszej codzienności mamy duże problemy z prawdziwą modlitwą. Jeśli pośród codzienności nie praktykujemy postawy słuchania Boga, to jak mamy Go przyjąć przychodząc na spotkanie wspólnoty? Oczywiście zajmiemy dokładnie tę samą postawę do jakiej się przyzwyczailiśmy pośród naszej codzienności: zamknięcia na drugiego, niezależnie czy to będzie Bóg czy drugi człowiek. Nie można kochać Boga, którego się nie widzi nie kochając bliźniego, którego się widzi.

Jeszcze raz powołam się na słowa Henri Nouwena: W naszym rozgadanym świecie zazwyczaj spędzamy razem czas, rozmawiając. Czujemy się lepiej, dzieląc się doświadczeniami, omawiając interesujące problemy czy spierając się na temat aktualnych spraw. Dzięki bardzo aktywnej słownej wymianie poglądów próbujemy nawzajem się odkrywać. Często jednak przekonujemy się, że słowa działają bardziej jak mury niż jak bramy, są raczej sposobem zachowania dystansu niż zbliżenia się. Często — nawet wbrew naszym pragnieniom — stwierdzamy, że współzawodniczymy ze sobą. Staramy się udowodnić sobie nawzajem, że warto na nas zwrócić uwagę, że mamy do pokazania coś, co czyni z nas kogoś szczególnego. Praktyka wspólnoty pomaga nam razem milczeć. To wyćwiczone milczenie nie jest milczeniem żenującym, ale ciszą, kiedy wspólnie zwracamy uwagę na Pana, który nas razem wezwał. W ten sposób poznajemy siebie nawzajem nie jako ludzie, którzy przywierają kurczowo do zbudowanej przez siebie tożsamości, ale jako ci, którzy są kochani przez tego samego Boga w bardzo intymny i niepowtarzalny sposób.

Zdrowe doświadczenie wspólnoty będzie mnie zawsze prowadzić do doświadczenia Bożej miłości: tego, że jestem kochany i że jako wspólnota możemy razem tej miłości doświadczać.

 

Zakończenie

W moim przekonaniu doświadczenie modlitwy jako praktyki sztuki bycia, słuchania, trwania w Bożej obecności jest fundamentalne dla zdrowia duszy i ciała, dla radosnych i pokojowych relacji z innymi, dla odważnego wyrażania siebie nawet w sytuacjach krytyki czy też zamknięcia ze strony innych. Niestety moje doświadczenie młodego kapłana doprowadziło mnie do sformułowania smutnej tezy: Chrześcijan jest najtrudniej nakłonić do modlitwy. Można wiernych przekonać do wielu praktyk religijnych, wielu akcji charytatywnych itp., ale najtrudniej jest skłonić wyznawców Jezusa do bycia z Nim, przebywania i słuchania Go.

Dzisiejsza neurotyczna kondycja ludzi żyjących w tzw. świecie cywilizowanym jest ogromnym krzykiem głodu za modlitwą. Czy umiemy sobie uświadomić nasze najgłębsze pragnienia i pójść za głosem serca? Czy umiemy przyznać rację największej tęsknocie: za wzajemnym uznaniem siebie w miłości – indywidualnie i wspólnotowo? Tego możemy się nauczyć jedynie na modlitwie, która wymaga od nas wiele trudu i zaparcia, ale uczy nas szczęśliwego i radosnego bycia ze sobą i dla innych. To jest możliwe. Sam tego doświadczam od czasu, gdy modlę się regularnie i proszę Boga, aby zachował we mnie tę łaskę modlitwy.

Życzę Wam odwagi w podjęciu regularnej i przedłużonej osobistej modlitwy. W moim przekonaniu to właśnie wierność modlitwie poszczególnych członków wspólnoty czyni z niej miejsce, w którym Bóg może objawiać się jako przyjaciel człowieka, jako Jego Pan i Stwórca.