o.  Ryszard  Friedrich  SJ

POSTAWA   WIARY   W   ŻYCIU   LIDERA


W naszej refleksji pochylamy się nad liderem chrześcijańskim, zakładamy więc implicite., iż jest to człowiek żyjący wiarą. Pytanie, które chcę w tym referacie postawić, nie tyle więc brzmi: "Czy jest to człowiek wierzący?" ile raczej: "Jaka jest jego wiara, w jaki sposób się ona przejawia?" Dlatego w tytule użyłem zwrotu postawa wiary, aby podkreślić, że chodzi o wiarę zakorzenioną w życiu, ugruntowaną, sprawdzoną, wiarę jako postawę życiową. Jezus wiele razy stawia swoim uczniom podobne pytanie o ich wiarę[1].

e-kartki o.Dariusz MichalskiJako bazę, na której oprzemy refleksje nad kształtem wiary u lidera proponuję rozważenie następującego fragmentu Pis­ma św.:
"Gdy zapadł wieczór owego dnia, [Jezus] rzekł do uczniów: "Przeprawmy się na drugą stronę". Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli go Niego: "Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?" On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: "Milcz, ucisz się". Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: "Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?" Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: "Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?" (Mk4,35-41)

Spójrzmy na ten obraz ewangeliczny jako na sytuację, którą często możemy odnaleźć również w naszym życiu. U początku działania uczniów stoi życzenie Jezusa - to On wychodzi z inicjatywą: "przeprawmy się". Apostołowie dobrze wiedzą, że On - ich Pan i Nauczyciel, życzy sobie tego i ufają Mu. Podobnie i my ufamy, kiedy rozpoznajemy, że Bóg wzywa nas do jakie­goś zadania, np. do podjęcia posługi lidera. Ale pojawia się trud, zaczyna wiać wiatr, fale biją w łódź, rodzi się lęk, rozpacz, rodzi się w duszy człowieka pytanie, o co tu chodzi? Dlaczego On śpi, kiedy nam jest tak trudno? Jak naturalne jest to budzenie Jezu­sa, a nawet czynienie Mu wyrzutów: nic Cię to nie obchodzi, że mi tak trudno? Czy nic Cię nie obchodzi, że ja się tu tak mę­czę? Przecież to Ty chciałeś tej pracy, tego mojego za­angażowania, mojego liderowania. A teraz Ty śpisz? Jezus zaś mówi: "Brak wam wiary". Właśnie - postawy wiary.

Odpowiedź Jezusa jest paradoksalna, bo przecież aposto­łowie mają wiarę. Nie budziliby Go, gdyby w Niego nie wierzyli. Przeżywaliby rozpacz w samotności: "Bóg mnie i tak nie zrozumie, Bóg mnie nie usłyszy, Bóg mi nie pomoże w tych trudnościach". A apostołowie wierzą, że jest Mistrzem, Nauczycielem. Wierzą, że skoro On zechciał, żeby się przepra­wili na drugą stronę jeziora, to znaczy, że może tu coś zrobić. Można by powiedzieć, że apostołowie mają wiarę, ale ich wiara nie jest dojrzała. Różnicę pomiędzy wiarą apostołów w łodzi, a wiarą do jakiej zaprasza ich Jezus, można by opisać poprzez pytanie: "jakimi oczami patrzysz na świat?" Oczami ludzkimi czy oczami wiary? Bo co zobaczyłby zwykły człowiek stojący na brzegu tego jeziora? Zobaczyłby łódkę zalewaną przez fale, jakiegoś Człowieka, który śpi w tej łódce, zobaczyłby, że ten Człowiek jest miotany żywiołami tego świata. To żywioły tego świata, fale, wiatr panują nad tym Człowiekiem, nad Jezusem. I tak widzieli to apostołowie. Widzieli, że toną, że żywioły tego świata są ponad mocą Jezusa. I taki sposób patrzenia został im wypomniany.

Postawa wiary dojrzałej, to stała świadomość, że Jezus ma ten świat w swoim ręku, chociaż zewnętrznie wydawać się może, że śpi i to świat nad Nim panuje. Jezus wyrzuca uczniom bojaźń. Z Jego odpowiedzi wywnioskować by można, że raczej chciałby, aby apostołowie dalej spokojnie wiosłowali. By uwierzyli, że skoro On tego zechciał i skoro jest obecny, to chociaż śpi i tak ma w swoim ręku losy tego świata. Patrzymy na różne kataklizmy, nieszczęścia, wojny, trudności. Czy rzeczywiście wierzymy, że Bogu ten świat nie wymknął się z ręki? Prawdą jest, że Jego moc nie jest tu doświadczana w sposób namacalny. Ale taka właśnie jest wiara -ja nie widzę, ja wierzę. Potrzeba wiary, by uwierzyć, że Jezus jest obecny, nawet w trudnych chwilach, że chociaż nie doświadczany  -  jest obecny w tym świecie.

Pragnę posłużyć się jeszcze innym fragmentem Biblii, który ukazuje podobne zawierzenie Bogu:
"Chociaż drzewo figowe nie rozwija pąków i winnice nie wydają plonów, chociaż zawiodły zbiory oliwek, a pola nie przynoszą żywności, choć stada owiec znikają z ow­czarni i nie ma już wołów w zagrodach, ja jednak rozraduję się w Panu i rozweselę w Bogu, moim Zbawicielu". (Ha 3, 17-18)
Postawa wiary to zaufanie i zawierzenie, że chociaż zewnętrzna strona danej sytuacji wydaje się być tragiczna, to Bóg nadal jest w niej Panem i Zbawicielem.
Naszą refleksję nad postawą wiary, przeżywaną praktycz­nie w życiu codziennym, rozważmy w czterech tezach.

Postawa współpracy z Bogiem

Teza pierwsza: postawa wiary jest postawą współpra­cy z Bogiem. Współpraca, jak sama nazwa wskazuje, jest współpracą, czyli muszą w niej brać udział dwa podmioty. W tym przypadku jest to Bóg, który pracuje razem z człowie­kiem i jest to człowiek, który chce pracować razem z Bo­giem. Wyłączenie Boga albo wyłączenie siebie z tej współ­pracy oznacza brak postawy wiary. Wróćmy do naszego obra­zu ewangelicznego: błędem apostołów było to, że nie dali sie­bie, swego trudu, życia aż do końca. Nie zawierzyli, że mogą sobie poradzić z falami. A przecież Jezus powiedział: "Przeprawmy się" - mieli więc podstawę do tego, by zawierzyć. W momencie zaistnienia rozmaitych trudności pojawia się chęć ucieczki od tego działania. A nawet więcej - pojawia się wyrzut, że Bóg nie pomaga. Jest tu ukryte przekonanie: Bóg powinien coś robić za człowieka. Na tym polega błąd wyłączania siebie ze współpracy, a przerzucania odpowiedzialności na Boga.
Ten błąd, w praktyce posługi lidera, owocuje najczęściej biernością: "Poczekam, aż Bóg zmieni tę sytuację i dopiero wtedy będę mógł coś zrobić". Np. kiedy lider staje wobec konfliktu z jakąś osobą i chce, żeby to Bóg sam ten konflikt rozwiązał, żeby zmienił serce tego człowieka, z którym nie może się on porozumieć. W ten sposób Bóg zostaje obarczony odpowiedzialnością za rozwiązanie konfliktu. Innym skutkiem takiej postawy są ucieczki od rzeczywistości w różne rodzaje spirytualizmu. Jest to widzenie Boga tylko w niektórych miejscach "uświęconych": Msza św, modlitwa, mała wspólnota religijna itp., a nie dostrzeganie Go w rzeczywistościach "laickich" jak: rodzina, praca, sprawy społeczne, polityczne, sprawy trudne czy wymagające przemiany. Towarzyszy temu często brak odwagi, niechęć do podejmowania ryzyka i - jak u apostołów - wyrzuty czynione Bogu. Wyrzuty, że rzeczywi­stość nie jest taka,  jakiej ten człowiek się spodziewał: "Chciał­bym, żeby moja posługa była łatwa, a jest trudna; chciał­bym, żeby grupa była pracowita, a jest leniwa; chciałbym, że­by się nie spóźniali, a się spóźniają" itd. Taki lider ma różne pretensje do Pana Boga, często nie wyrażane wprost, o kształt jego środowiska, pracy, sytuacji.
Druga skrajność przy współpracy człowieka z Bogiem za­chodzi wtedy, kiedy człowiek sam czyni się odpowiedzialnym za wszystko. Odwołując się do naszej opowieści ewangelicznej - taka byłaby postawa, gdyby uczniowie nie budzili Jezusa; ale nie dlatego, że Mu ufają i wierzą, iż przy Nim nie stanie się nic złego. Byłaby to niewiara w to, że jest On w stanie im pomóc. Bóg jest daleki, jest nieobecny. Może jest jeszcze wiara w Je­go obecność, ale praktycznie nie ma On wpływu na nasze życie.  Czy nie ma takiej postawy w naszym życiu i posługiwaniu? Z niej przecież wyrastają różnego typu aktywizmy - bo czło­wiek uważa, że może liczyć na siebie i tylko na siebie. Nie liczymy na łaskę, na pomoc. Jeżeli modlitwa, to tylko modlitwa jako jałmużna dawana Bogu, obowiązek, a mało ufnej prośby o pomoc. Jeżeli rozeznanie, to rozeznawanie według kryteriów ludzkich. Kiedy rozmawiam z liderami, dość często słyszę skargę, że "już od dość dawna nie miałem czasu dla siebie, na odpoczynek, na dokształcenie, poczytanie książki, kulturę, by­cie ze sobą w samotności". Proponuję wtedy proste rozezna­nie, aby zastanowić się nad tą sprzecznością: z jednej strony dostrzegam wartość i potrzebę mojej posługi lidera, z drugiej strony - dzień ma tylko 24 godziny, a nie więcej. Należy więc zapytać się: dlaczego w tym czasie się nie mieszczę? Albo ta praca nie jest moim powołaniem. Albo np. nie ufam współpracownikom i podwładnym, i nie dzielę się z nimi odpowiedzialnością. Albo może nie proszę Boga o pomoc i nie korzystam z pewnego światła, które  czasem być  może  mi  daje. Przyczyny mogą być różne, ale ostatecznie u podstaw będzie stał ciągle ten sam błąd: niewiara, która każe polegać wy­łącznie na sobie.
Postawa wiary będzie się więc przejawiać w aktywnej współpracy z Bogiem, w której będzie miejsce na danie z sie­bie wszystkiego, co możliwe, a jednocześnie będzie miej scena zawierzenie Bogu, na bierność. Taką współpracę św. Ignacy określił w jednym wskazaniu: "Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie, tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś y sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła." [2] 

Postawa rozeznawania

Teza druga: postawa wiary jest postawą rozeznawania. Nie chodzi tutaj o konkretną metodę czy o pojedynczy proces rozeznania, ale o wewnętrzną postawę człowieka, który pró­buje nieustannie szukać tego, co lepsze wg kryteriów wiary (por. Rz 12,2). Postawa ta jest umiejętnością patrzenia na świat oczami Jezusa, a inaczej mówiąc - jest wiarą, że Jezus jest obecny w tej rzeczywistości na którą patrzę, nadaje jej sens i znaczenie, które próbuję odczytać i zrozumieć. Wracając do naszego fragmentu Ewangelii, jest to wiara, że Jezus ma w swoim ręku władzę nad tym, co się dzieje, nad wszelkimi żywiołami tego świata. Bóg jest obecny w tym świecie, tak jak był obecny w łodzi, chociaż spał. Wielka tajemnica Wcielenia, która zaistniała dwa tysiące lat temu i trwa do dziś. "A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28,20). Postawa rozeznawania wyrasta z odczytywania tajemnicy Wcielenia dzisiaj, a szukania Bożej obecności w rze­czywistości, w jakiej żyję. Rozeznawanie bowiem zawsze wyrasta z rzeczywistości, która stawia mi konkretne pytanie, wymagające mojej odpowiedzi. Rozeznawanie jest więc spotkaniem się ze światem. Jeżeli nie rozeznaję, to uciekam od świata, biegam po nim, chwytam to, co mi się w danej chwili przypadkowo pojawi. Przyszedł kolega, więc z nim rozmawiam, jest coś w telewizji, więc oglądam telewizję, mam na jutro coś zrobić, to siedzę całą noc, bo muszę itd. Na pytania, które świat nam stawia, jako chrześcijanie mamy odpowiadać po Bożemu, wg hierarchii wartości obecnej w sumieniu, wg kryteriów wiary. Oznacza to, że w naszym życiu ma być czas słuchania Boga, zgłębiania Jego nauki, czas modlitwy, refleksji  i  ma być też czas na naszą odpowiedź, czas pracy, czas aktywności.

Postawa wolności

Teza trzecia: postawa wiary jest postawą wolności. Św. Pa­weł napisał: "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus" (Gal 5,1). Można by powiedzieć, że człowiek wiary jest człowiekiem wolnym. Tymczasem w naszym życiu doświadczamy różnych zniewoleń. Dlaczego? Od strony negatywnej można by to ująć następująco: zniewala nas to wszystko, w czym nie zaufaliśmy Bogu do końca. Jeżeli Bogu nie ufamy, potrzebujemy czegoś innego, na czym moglibyśmy się oprzeć. Potrzebujemy jakiegoś oparcia w doświadczeniach naszych słabości. Bo wszyscy do­świadczamy trudności, braków, samotności, prześladowania, takich chwil, kiedy życie jest zagrożone, lęku i cierpienia. W tych trudnych momentach, jeżeli brakuje nam głębokiej wiary, która pokazałaby sens danego wydarzenia, jeżeli katecheza szatana podpowie, że na Boga nie ma co liczyć - wtedy szukamy innej możliwości. Możliwością taka jest związanie się z jakimś dobrem, które może pomóc w przetrwaniu. Dobro, "bogactwo" staje się potrzebne, aby żyć. Człowiek chwyta się go, aby przetrwać, aby się nie zagubić. Oczywiście te dobra są bardzo różne. Wielu chwyta się rzeczy materialnych, zwłaszcza dziś, kiedy ta tendencja jest sztucznie podsycana. Większość reklam mówi, że: będziesz szczęśliwy jak będziesz "to" miał (taki samochód, taki proszek do prania itd.); nie będziesz tego miał  -  nie bę­dziesz szczęśliwy.

Dla wielu ludzi nie będą to rzeczy materialne. Punktem oparcia dla nich może stać się wiedza: psychologiczna, filo­zoficzna, matematyczna, itp. Ludzie ci myślą, że jeżeli będą wiedzieć, jeżeli poznają to, co jest, np. prawa psychologii, to będą uratowani od swojej słabości. Niestety nie zawsze tak jest.
Można również "chwytać" się drugiego człowieka, za wszelką cenę "mieć" kogoś, aby wypełnił on sobą to, czego mi brakuje. Oczywiście tego typu relacje nie są prawidłowe, nie są relacjami w wolności i nie dadzą ostatecznie poczucia pewności, jakiego człowiek szuka.

Można się "chwytać" dobrej opinii o sobie, chcieć żyć ze wszystkimi w zgodzie. Można się "chwytać" nawet rzeczy duchowych. Taki ktoś gromadzi doświadczenia duchowe, rekolekcje, sympozja, konferencje w przekonaniu, że wtedy będzie wiedział, wtedy będzie kimś. Tak można się "chwy­tać" modlitwy, traktując ją w sposób instrumentalny, chcieć posiąść modlitwę, a na modlitwie po prostu trzeba "być", a nie ją "mieć". W takich różnych przywiązaniach do "rzeczy" szeroko pojętych człowiek przestaje ufać Bogu, swoją ufność pokłada w rzeczach. Stając się ludź­mi wiary, będziemy stawać się wolnymi i odwrotnie - większa wolność wewnętrzna prowadzi do większego zawierzenia.
Omówiona wolność, to wolność "od" czegoś - "od" rzeczy. Można mówić również o wolności "ku" czemuś, tzn. otwartości na przyszłość, na rzeczywistość, która stawia pytania. Jesteśmy wolni, jeśli odważnie podejmujemy wyzwania, próbujemy jak najlepiej odczytać to, co Bóg mó­wi w naszej codzienności. Jest to też otwartość na zmiany, bo rzeczywistość jest zmienna: to, co jest dzisiaj, jutro będzie inne. Trzeba być wolnym, aby móc zmieniać się razem z tą rzeczywistością, inaczej będziemy żyć tylko iluzjami cze­goś, co było. "Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego
(Łk 9,62).

Postawa apostolstwa

Teza czwarta, którą chciałbym postawić, to ta, że postawa wiary wyraża się także w postawie działania albo inaczej mó­wiąc apostolstwa. Postawa wiary jest postawą apostolstwa. Takie wskazanie wypływa wprost z Pisma św., np. w swoim liście św. Jakub mówi, że wiara bez uczynków jest martwa (por. Jk2,17). W Ewangelii św. Jana znajdujemy takie zdanie: "Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu" (J 3,21). Jeżeli więc człowiek wierzący żyje w świetle, czyli w komunii z Jezusem, to widać jego uczynki. Jest jak "miasto położone na górze" (por. Mt 5,13-16). Człowiek wierzący nie musi nosić transparentu, czy afiszować się, aby było widać jego wiarę. "Uczynki", czyli apostolstwo, nie są dla chrześcijanina czymś, "dołączonym" do jego życia, są czymś co wypływa z samej istoty jego wiary, czymś naturalnym. Chrześcijaństwo siłą rzeczy promieniuje mocą płynącą z wnętrza serca. Jeżeli chrześcijanin sam spotkał się z Chrystusem, przeżył doświadczenie Jego obecności w świecie dzisiejszym i dostrze­ga, jak często jest On dziś krzyżowany, to próbuje coś z tym zrobić, próbuje dać świadectwo, nieść Ewangelię, Dobrą No­winę tam, gdzie jest, w środowisko, w którym żyje. Adhortacja apostolska "Christifidelis laici" mocno podkreśla, że powołaniem człowieka świeckiego jest wnoszenie wartości chrześcijańskich w te środowiska, w których przebywa: w swoją rodzinę, w swoją pracę, w sfery zawodowe, ekonomiczne, polityczne, kulturalne itd. Nie chodzi przy tym o głoszenie kazań, choć świadectwo słowa może być też ważne, ale o pokazanie, że można tam być pełnym człowiekiem. Taka postawa wypływa z  dyspozycji  serca, tzn. kiedy człowiek sam zostanie uzdrowiony przez Chrystusa, kieruje się ku tym, którzy tego uzdrowienia potrzebują. Inaczej mówiąc apostolstwo wypływa ze świata wartości, jaki się w sobie nosi, a który siłą rzeczy prezentuje się na zewnątrz. Kiedy widzi się, że świat wartości, reprezentowany na zewnątrz zdecydowanie odbiega od naszego - apostolstwo powinno być wtedy wyraźnym opowiedzeniem się za tym, co dla nas jest wartością, do czego obliguje wiara. Wymaga to również pewnego radykalizmu. Kiedy indziej apostolstwo będzie konkretnym zaangażowaniem się, podjęciem działalności na rzecz innych. Wyraźnie tu wchodzimy na teren posługi lidera. Potrzeba dzisiaj, aby jak najwięcej chrześcijan było liderami właśnie w tych środowiskach, gdzie jest najtrudniej o wartości chrześcijańskie. Wybraliśmy Jezusa na naszego "Lidera" i wierzymy, że Jego panowanie jest zbawieniem dla świata. Dlatego Nim właśnie chcemy się dzielić z innymi, aby szczęście, które jest w nas, stało się także ich udziałem. 

-------------------------------------------------------------------------------------------------

[1] Por. zwłaszcza: Mt 6,30; 8,26; 14, 31; 17,20; Mk 16,14; Łk 8,25; 17,5-6.
 [2]  Św. Ignacy Loyola, Pisma Wybrane. Komentarze, WAM, Kraków 1968, t.l, s. 588.