Osądzanie w medytacji nie dotyczy bowiem Słowa Bożego, ale własnego życia w świetle Słowa. „Istnieje ciężka choroba, na którą cierpimy wszyscy - pisze P. Antoine - jest to przerost sądzenia. Posiadamy pasję wydawania sądów. Jesteśmy spokojni tylko wówczas, jeśli udaje nam się sprowadzić każdą rzecz do jednej tylko kategorii dobra lub zła. Pierwszą konsekwencją tej choroby jest trzymanie się na uboczu i ocenianie wszystkiego z góry. Drugą konsekwencją jest zniekształcenie poznania a przez to zniekształcenie także i działania”(12). Jeżeli nie widzi się u siebie tej tendencji do przesadnego oceniania wszystkiego, to w medytacji można przyjąć niepokorną postawę patrzenia z góry na Prawdę Słowa Bożego. Grozi wówczas medytującemu manipulowanie Słowem Bożym, dobieranie sobie tekstów wg własnych potrzeb, unikanie tekstów trudnych, wymagających większego wysiłku, a przede wszystkim poddającym ostrejkrytyce nasze sposoby reagowania, myślenia, nasze decyzje i czyny.

 

Innym niebezpieczeństwem, przed którym stoi rekolektant, to zatrzymanie się przede wszystkim na płaszczyźnie intelektualnej. W naszej mentalności zachodniej, w której intelekt ogrywa wielką rolę, intelektualizacja w medytacji nie jest rzadkością.„Intelektualizacja pobożności chrześcijańskiej - pisze H. Waldenfels - widoczna jest w przeciwstawieniu ascezy i mistyki. Sprawiła ona, że mistrzowie życia duchowego stali się bardziej retorami mówiącymi o życiu duchowym niż nauczycielami wprowadzającymi
i kierującymi na drogach życia. Wspomniana intelektualizacja pobożności sprawiła, że do odkrycia wewnętrznej strony człowieka dochodzi się poza chrześcijaństwem w świecie technik psycho i socjoterapeutycznych, w dynamikach grupowych, w treningu autogennym, w kursach jogi, niekiedy w kręgach psychodeliczno - okultystycznych. (...)Zachęcając ludzi do ćwiczeń podkreśla się po prostu istnienie wielu spraw w życiu ludzkim, których nie da się wyrazić w teorii i czystej refleksji, a nawet w rozmowie lub przynajmniej w postaci słownej. Przeciwnie istnieją rzeczy, które człowiek możedoświadczyć i osiągnąć w pierwotnym, nowym zasmakowaniu rzeczy dzięki „sapere, gustare”(13).

 

Rozmawiając z osobami uprawiającymi dłuższą modlitwę myślną odnosiłem wrażenie, że ich modlitwa jest nieraz właśnie przede wszystkim „myśleniem”. Po okresie zapału, entuzjazmu szybko jednak czują się tym myśleniem na modlitwie zmęczone. Rodzi sięwówczas potrzeba wielu treści religijnych, aby ubogacić medytacyjne myślenie. Jeżeli takie osoby nie odkryją sfery serca (sfery uczuć), to z czasem porzucają dłuższą modlitwę medytacyjną nabierając nawet do niej pewnego urazu.

 

Słuchanie Prawdy Słowa Bożego związane jest może nie tyle z intensywnym, aktywnym „myśleniem”, ile raczej z pewną „pasywnością”; chodzi raczej o poddanie się działaniu

Słowa Bożego, niż samo działanie człowieka.

 

Pytania, które człowiek medytujący stawia sobie szukając Prawdy Słowa, nie powinny być spekulatywne. Prosta, dłuższa koncentracja na medytacji, poprzedzona wewnętrznym wyciszeniem jeszcze przed modlitwą, sprawia, iż nasza uwaga spontanicznie zwróci się kupewnym konkretnym treściom, zawartym w jednym słowie, zdaniu czy myśli.


Rodzą się wówczas również pewne uczucia wobec tych treści, uczucia, które nie są zależne od naszej woli. Niektóre treści mogą przyciągać człowieka medytującego, inne mogą budzić jego wewnętrzny opór. Wprowadzając rekolektanta w metodę medytacji



-----------------------------

12 Cyt. za: J. C. Dhotel, Apprendre a prier, „Catechese”, 32/1968, 283.
13 H. Waldenfels, dz. cyt., 8 - 10.