Ks. Kazimierz Kucharski SJ

„Abyśmy żyli już nie dla siebie”,

Rekolekcje oparte na „Ćwiczeniach duchownych” św. Ignacego Loyoli

Tydzień czwarty, Wyd. WAM, Kraków 2006, s. 38-46

 

Rozważanie: Jak dobrze się spowiadać?

 

Bóg nie przechodzi obojętnie obok cierpienia człowieka, obok grzechów swojego ludu. Jezus Chrystus, Jego człowieczeństwo, nauka i życie, to świadectwo Bożej łaski. „To jest Moje ciało, któ­re za was będzie wydane... Ten kielich to Nowe Przymierze w Mojej krwi, która za was będzie wylana" (Łk 22, 19-20). Czyn Boga - Człowieka to nieustanne Boże działanie w nas, aby pobudzić i na­kłonić nas do powrotu: „Nadszedł czas, Królestwo Boga jest już blisko, nawróćcie się i wierzcie w Ewangelię" (Mk l, 15). Te sło­wa czekają na odpowiedź.

Księga Hioba mówi nam: „Gdy będziesz miał wierne serce, do Niego wzniesiesz swe ręce. Gdy odsuniesz dłonie od występku i nie ścierpisz grzechu w namiocie - to głowę podniesiesz: bez winyś; staniesz się mocnym, bez lęku. Cierpienie twe pójdzie w nie­pamięć, jak deszcz miniony je wspomnisz. Życie roztoczy swój blask jak południe, mrok się przemieni w poranek. Pełen nadziei, ufności, odpoczniesz bezpiecznie strzeżony. Nikt nie zakłóci spo­koju, a wielu ci będzie schlebiało" (Hi 11, 13-19).

„Nawróćcie się" znaczy tyle, co odmieńcie się, zwróćcie się do Boga, oddalcie nieprawość, zło, usuńcie grzech ze swojego sumienia. Trzeba po prostu posłuchać głosu Boga, bo nawrócenie jest Jego inicjatywą. On wyciąga ręce do człowieka z darem prze­baczenia, aby go wydobyć z głębi jego utrapień. Człowiek powi­nien również wyciągnąć swoje ręce i przyjąć Boży dar. Wołanie, prośba, krzyk kierowany do Boga jest takim zwróceniem się do Pana: „Z głębokości wołam do Ciebie, Jahwe”  (Ps 130,1), z naszej ludzkiej niemocy i niemożności. Bóg pochylił się nad człowiekiem. Prorok Jeremiasz naszą sytuację zobrazował w ten sposób: „Czy Etiopczyk może zmienić swoją skórę, a lampart swoje pręgi? Tak samo czy możecie czynić dobrze, wy, którzyście się nauczyli po­stępować przewrotnie?" (Jr 13, 23). To jest tyrania zła nad człowiekiem. Człowiek grzeszny sam z siebie jest wrogiem Boga, od Niego ucieka. „Już bowiem Chrystus, gdy byliśmy bezsilni, w wy­znaczonym czasie umarł za bezbożnych... Bóg natomiast okazuje nam swoją miłość przez to, że gdy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł" (Rz 5, 6. 8). My często nie chcemy wie­rzyć w tę swoją bezsiłę czy też w naszą wrogość wobec Boga.

Nasze pojednanie z Bogiem dokonało się w spotkaniu z Jezu­sem Chrystusem. „On nas wybawił z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odku­pienie, uwolnienie od grzechów" (Kol l, 13-14).

Jezusowe przepowiadanie i działanie ogniskuje się wokół daru przebaczenia. „Gdy Jezus zobaczył ich wiarę, powiedział do spa­raliżowanego: Dziecko, twoje grzechy są odpuszczone. A siedzie­li tam jacyś nauczyciele Prawa i rozważali w swoich sercach: Jak On może tak mówić? To bluźnierstwo! Kto może odpuszczać grze­chy, jeśli nie sam Bóg? Jezus przejrzał jednak zaraz ich myśli i za­pytał: Dlaczego takie myśli nurtują wasze serca? Co jest łatwiej - powiedzieć sparaliżowanemu: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też: Wstań, weź swoje posłanie i zacznij chodzić? Abyście jednak wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - powiedział do sparaliżowanego: Mówię ci, wstań, weź swoje posłanie i idź do domu! Wtedy on wstał, natychmiast wziął swoje posłanie i wyszedł w obecności wszystkich. Zdumieli się więc wszyscy i wielbili Boga mówiąc: Nigdy nie widzieliśmy cze­goś podobnego" (Mk 2, 5-12).

Tę władzę Jezus Chrystus przekazał apostołom, ich następcom biskupom i kapłanom w niedzielę Zmartwychwstania: „Weźcie Ducha Świętego! Komu grzechy odpuścicie, są mu odpuszczone, a komu zatrzymacie, samu zatrzymane" (J 20, 22-23). Przebacze­nie ludziom winy i pojednanie z Bogiem to dar męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, dar Jego wylanej Krwi. Bóg sta­wia człowiekowi swoje warunki pojednania. Ujął je trafnie Jan Paweł II w dokumencie ogłoszonym na otwarcie Jubileuszu Od­kupienia 25 marca 1983 r.: „Niech to będzie rzeczywiście czas łaski i zbawienia szczególniej uświęcony przyjęciem łask Odku­pienia przez ludzkość naszej epoki, poprzez duchową odnowę całe­go Ludu Bożego"1. Przyjąć łaski Odkupienia - to znaczy odzyskać przekonanie o miłości Boga. Rozbudzić wiarę w Syna Bożego, „któ­ry mnie umiłował i wydał za mnie samego siebie" (Ga 2, 20).

To Bóg Najświętszy zbliżył się do człowieka i pragnie go ob­darzyć swoją świętością, przemienić go, ukazując mu jego grzesz­ność. Bóg działa w nas poprzez sumienie. On duchowo człowieka oświeca i budzi w nim potrzebę powrotu, daje łaskę skruchy. Już w Starym Testamencie skrucha serca, łaska jest również najcen­niejszym darem, który człowiek przekazywał Bogu: „Moją ofiarą, Boże, duch skruszony, nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skru­szonym" (Ps 51,19). Duchową postawę człowieka i właściwą ofiarę ukazuje modlitwa kapłana po przygotowaniu darów ofiarnych we Mszy świętej. „Przyjmij nas, Panie, stojących przed Tobą w du­chu pokory i z sercem skruszonym; niech nasza Ofiara tak się dzisiaj dokona przed Tobą, Panie Boże, aby się Tobie podobała". „Obmyj mnie, Panie, z mojej winy i oczyść mnie z grzechu moje­go" - prosi kapłan przy umyciu rąk.

Sakrament pojednania z Bogiem nosi wiele nazw po to, aby nam przybliżyć tajemnicę Boskiego wybaczenia. Katechizm Ko­ścioła Katolickiego podaje kilka określeń. Mówi o sakramencie nawrócenia, ponieważ w sposób sakramentalny urzeczywistnia wezwanie Jezusa do nawrócenia, drogą powrotu do Ojca. Nazywa go sakramentem pokuty - drogą skruchy i zadośćuczynienia ze strony grzesznego chrześcijanina. Sakrament spowiedzi jest ujaw­nieniem grzechów przed kapłanem. Jest również wyznaniem świę­tości Boga. Kolejne określenie to sakrament przebaczenia - wyra­ża sakramentalne rozgrzeszenie. I wreszcie jest to sakrament po­jednania, ponieważ udziela grzesznikowi miłości Boga przyno­szącej pojednanie z Nim2.

Jak dobrze się spowiadać? Nie chodzi o technikę spowiadania się, choć i ona jest ważna. Wiele osób ma wątpliwości, czy dobrze się spowiada. Czy  mają  na myśli technikę spowiadania? Popatrzmy na spowiedź łotra na krzyżu. „Jeden z powieszonych złoczyńców urągał Mu i mówił: Czy nie Ty jesteś Mesjaszem?  Ocal siebie sa­mego i nas. W odpowiedzi drugi skarcił go i powiedział: Czy ty się Boga nie boisz? Ponosisz przecież tę samą karę. My co prawda sprawiedliwie otrzymujemy to, na co zasłużyliśmy, Ten zaś nic złe­go nie uczynił. I dodał: Jezu, pamiętaj o mnie, gdy wejdziesz do Twojego Królestwa. Odpowiedział mu: Zapewniam cię, dziś bę­dziesz ze Mną  w  raju" (Łk 23, 39-43).  Najistotniejszy jest cały pro­ces nawrócenia, który rodzi się z modlitwy. Ten sakrament jest modlitwą pojedynczego człowieka i Kościoła. Prawdziwa świado­mość winy, rodzi się wtedy, gdy człowiek wie o tym, że stoi przed Bogiem. Świętość i Boże światło rozjaśnia nasze sumienie. Wtedy rozpoznajemy całe zło swojego wnętrza, świat myśli, słów i zacho­wań, naszych czynów i postaw, jak Piotr po cudownym połowie ryb (por. Łk 5, 8). Od winy nikt nas nie uwolni poza Bogiem. Ini­cjatywa wychodzi od Niego. Człowiek nie jest w stanie o własnych siłach pogodzić się z Bogiem. Stąd na pierwszym miejscu jest mo­dlitwa. Człowiek wtedy otwiera się, wyraża gotowość, prosi. Kto się źle modli, źle się spowiada, ma źle uformowane sumienie. Dro­ga do naprawy prowadzi przez świadomość, że sakrament pojedna­nia z Bogiem i z Kościołem jest przede wszystkim modlitwą, spo­tkaniem z Bogiem, któremu wyznajemy nasze winy.

Uderza nas dzisiaj w praktyce tego sakramentu brak związku z żywym Bogiem, głębszej modlitwy, wsłuchiwania się w życze­nia Boże. Nieobecny jest duch Ewangelii, Jezusowej nauki, Jego błogosławieństw na Górze, brak czystej motywacji w działaniu czy postawy zdecydowanego usuwania z życia zła.

Właściwa forma modlitwy wyraża się w skrusze serca. Skru­cha serca to uznanie winy, odcięcie się od zła, potępienie zła i zwrot ku Chrystusowi. Jezus w przypowieści o synu marnotrawnym po­kazuje tę postawę skruchy. „Wtedy pomyślał: Tak wielu na­jemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja umieram tu z głodu. Wstanę i udam się do mojego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i względem ciebie. Nie jestem już god­ny nazywać się twoim synem. Uczyń mnie choćby jednym ze swo­ich najemników. Wstał więc i wrócił do swojego ojca" (Łk 15,17-20). W skrusze zawarte jest: uznanie winy, decyzję poprawy i uf­ność w dobroć Bożą. Pod wpływem łaski zobaczyłem swoje zło, dostrzegłem, że zlekceważyłem Boga. Rodzi się mocne postano­wienie poprawy. Bez tej decyzji nie ma skruchy i przebaczenia. Za nią bowiem idzie naprawa i wynagrodzenie.

Święty Ignacy każe nam stawać przed Ukrzyżowanym. Każe pytać się siebie: „Co uczyniłem Chrystusowi? Co dotychczas czyniłem dla Chrystusa? Co czynię dzisiaj? Co chciałbym zrobić dla Chrystusa"3.

W całym procesie nawrócenia ważne jest przygotowanie do sakramentu pojednania, modlitwa o światło Ducha Świętego, abym zobaczył stan swojej duszy: złe myśli, słowa, czyny i zaniedbania dobra, abym pomyślał o tym, co Bóg potępia i czego oczekuje ode mnie. Brak przygotowania jest przyczyną złej spowiedzi świętej. Ludzie spowiadają się i nie zmieniają na lepsze. Wady takie jak: egoizm, lenistwo duchowe, pycha i ambicja, złe motywy działa­nia tkwią w ludziach przez dziesiątki lat, bo nie mieli ochoty przez te lata dotykać korzeni zła w sobie.

W pojednaniu pośredniczy kapłan, który razem z penitentem modli się i udziela mu w imieniu Chrystusa przebaczenia. Tutaj Chrystus działa jako lekarz, uzdrawia człowieka. Ale ważny jest proces poznawania siebie. Wspólnie ze spowiednikiem trzeba się­gać do korzeni zła, przyczyn i źródeł grzechów. Każdy kapłan, jeżeli ma pomóc, powinien poznać przebyte choroby duchowe, słabości i odporność człowieka. Brak rozpoznawania źródeł grze­chu lub ich zaciemnianie blokuje proces leczenia. Czasem wymie­nia się jakieś grzechy mniejszego kalibru, a zupełnie nie pamięta się o grzechach ciężkich wobec innych z powodu np. złego języka czy pychy, która boleśnie raniła innych, przechodziła po nich, jak „walec drogowy". Skuteczność sakramentu pojednania niszczy bez­myślność, rutyna, pośpiech, próba „odfajkowania", brak pracy nad sobą, jej nieumiejętność, próba wymuszania rozgrzeszenia, brak szczerego żalu.

Drastycznym przykładem bezmyślności bywa odejście od kon­fesjonału bez rozgrzeszenia, zlekceważenie najważniejszego mo­mentu spowiedzi, gdy przez kapłana Chrystus mówi grzesznikowi: „I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego". Penitent odpowiada ważne słowo: Amen.

Naszą chorobą jest ogólnikowość tak w ocenie win, jak i w ich wyznawaniu. Ogólne postanowienie poprawy jest żadnym posta­nowieniem. Jeżeli człowiek posługuje się ciągle tym samym sche­matem żalu, bez postanowienia poprawy, nie ma zamiaru zrezy­gnować ze zła, to czy spowiedź święta może być ważna? Docho­dzą jeszcze inne postawy, gdy człowiek woli raczej nie pytać się, co jest, a co nie jest grzechem, aby żyć w nieświadomości, i aby grzeszyć dalej. Gorzej, gdy sobie mówi: „I tak się wyspowiadam". Taka postawa jest nie tylko przeciwieństwem skruchy, ale czyni odpuszczenie grzechów niemożliwym.

Wcześniej wspomniałem o rutynie. Jedni koncentrują się na praktykach zewnętrznych: paciorek, Msza św., post, poszanowa­nie życia. Inni spowiadają się podług ustalonego od dzieciństwa schematu. Zapytani o trudności, niejasności w życiu duchowym nie widzą potrzeby rozmowy ze spowiednikiem. Czego on ode mnie chce, przecież powiedziałem wszystko.

Dla innej kategorii ludzi jest ważne wyłącznie, żeby wszystkie grzechy skrupulatnie wyliczyć. Nie jest istotny żal, postanowienie poprawy, uciszenie sumienia. A człowiek powinien docierać do istoty zła.

Zaniechanie jest poważną winą wobec Boga. Dlaczego nisz­czyłem siebie i Boże oblicze w sobie? Ja przecież swoją winą do­tknąłem Chrystusa, zraniłem lub zabiłem Go, dotknąłem Jego Ciało - Kościół święty, drugiego człowieka. Dlaczego mój duchowy katar dostawał się innym z otoczenia? Zaszkodziłem Kościołowi.

Skąd bierze się tyle rozczarowań do sakramentu pojednania? Mówimy złe doświadczenia ze spowiednikami, brak zaintereso­wania z ich strony moją sytuacją duchową, zbywanie czy ostre traktowanie, i to jest prawdą. Ale czy zbyt łatwo ludzie nie zwala­ją winy na innych. Złe doświadczenia trzeba usuwać przez dobre.

Chrystus przekazał moc odpuszczania grzechów apostołom i ich następcom biskupom i kapłanom. Jedynie w Kościele i poprzez Kościół może człowiek pojednać się z Bogiem. Nie ma drogi pry­watnej. Nikt nie jest w stanie sam siebie zbawić. Kapłan także nie może sobie udzielić rozgrzeszenia, lecz potrzebuje drugiego ka­płana. Bo i grzech nigdy nie jest sprawą prywatną. Przyczyną opo­rów wobec tego sakramentu jest postawa samego człowieka. Trudno mu się przyznać do winy. Szukamy różnych usprawiedliwień. Bo­imy się prawdy. Oszukujemy siebie. Nie mamy ochoty znać całej prawdy o sobie. Tu kapłan jest wielką pomocą. Może pokazać dro­gę, pouczyć, pomoże zobaczyć prawdziwe wartości. Tutaj czło­wiek uczy się, że prawda wyzwala i jest błogosławieństwem dla człowieka. Uczy się również czegoś ważnego: że nigdy nie jest przegrany i przekreślony, że za niego w tej chwili modli się Ko­ściół święty.

Niezmiernie ważne jest spotkanie ze spowiednikiem i zaufa­nie, świadomość, że on nas rozumie, że chce nam pomóc. Spró­bujmy popatrzeć na księdza. Wszystkie braki w przygotowaniu wiernych do spowiedzi św., wszystkie negatywne postawy i za­chowania uderzające w księdza, nie zachęcają do siadania w kon­fesjonale. Jak po dobrych spowiedziach kapłan czuje się podnie­siony na duchu i zachęcony, to po złych jest odwrotnie. Nie ma się ochoty uczestniczyć w tych zakłamaniach. Spowiedź, jak każda praca kapłańska powinna być pomocą i zachętą, a nie udręką i nie­smakiem, gdy ksiądz wyczuwa brak skruchy i szczerego żalu.

Kiedy przeżywasz duchową zgagę z racji częstych spowiedzi, to pomyśl tylko, co by było z tobą bez nich. Czy bez tej siły du­chowej byłby człowiek lepszy, np. po roku. Po spowiedzi św. ina­czej się jednak żyje. Św. Jan w rozdziale 8 opisuje zdarzenie z ko­bietą cudzołożną, którą przyprowadzili do Jezusa, aby Go posta­wić w trudnej sytuacji. Jeżeli ją potępi, to go oskarżymy o brak miłosierdzia. Jeżeli nie, to o łamanie prawa. Wtedy Chrystus zaczął pisać palcem na piasku. Oskarżyciele jeden po drugim opusz­czali miejsce. „Kobieto, gdzie oni są? Nikt cię nie potępił? Ona odpowiedziała: Nikt, Panie! Wówczas Jezus oznajmił: Ja również ciebie nie potępiam. Idź, i od tej chwili nie grzesz więcej" (J 8,10-11). Popatrzmy ile w postawie Jezusa miłości, dobroci i szacunku dla słabego człowieka.

„Wyznanie grzechów, nawet z ludzkiego tylko punktu widze­nia, wyzwala nas i ułatwia nasze pojednanie z innymi. Przez spo­wiedź człowiek patrzy w prawdzie na popełnione grzechy, i bie­rze za nie odpowiedzialność, a przez to na nowo otwiera się na Boga i na komunię Kościoła, by umożliwić nową przyszłość"4.

O naszych spowiedziach świętych mówi wiele nasza postawa wobec ostatniego warunku: zadośćuczynienia. Czy staramy się naprawić wszystko, co możliwe np. oddać ukradzione rzeczy, przy­wrócić dobrą sławę temu, kto został oczerniony, wynagrodzić krzywdy. Człowiek powinien odbyć pokutę. Może nią być modli­twa, jakaś ofiara, dzieło miłosierdzia, służba bliźniemu, dobrowolne wyrzeczenie, cierpienie, a zwłaszcza cierpliwa akceptacja krzyża, który musimy dźwigać. Do takich form pokuty może nakłaniać spowiednik.

Przyjęcie daru pojednania z rąk Kościoła winno nas zachęcać nie tylko do modlitwy, prośby o przebaczenie, o szczery żal, ale i o to, by nasze postanowienia i decyzje Bóg umocnił. Człowiek powinien za ten wielki dar nieustannie Bogu dziękować.

Przypisy:

1  Jan Paweł II, Inauguracja Roku Odkupienia, Rzym 1983, nr 3.

2   Por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 1423, 1424.

3   Św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, Kraków 1996, nr 53.

4   Katechizm Kościoła Katolickiego, 1455.