Ks. Kazimierz Kucharski SJ

 „Weź Mój krzyż”,

Rekolekcje oparte na „Ćwiczeniach duchownych” św. Ignacego Loyoli

Tydzień trzeci, Wyd. WAM Kraków 2006, s. 63-73.


Rozważanie:

Czy Chrystus musiał cierpieć i umierać?

 

Przykładowy obraz„Następnie Jezus poszedł ze swoimi uczniami do wiosek w po­bliżu Cezarei Filipowej. Po drodze pytał swoich uczniów: Za kogo uważają Mnie ludzie? (Mk 8, 27). Powiedzieli o wszystkich opi­niach ludzkich. Zapytał ich: „ A wy za kogo Mnie uważacie?" (Mk 8, 29). Wtedy swoją wiarę wyznał Piotr. Jezus potwierdził, że jest Mesjaszem. W takich okolicznościach, sprowokowanych przez Je­zusa, pada pierwsza zapowiedź męki. „Potem zaczął ich nauczać, że Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć, że zostanie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i nauczycieli Prawa, że zostanie za­bity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie" (Mk 8,31). Mateusz podkreśla słowa Jezusa: „że musi iść do Jerozolimy i wiele wycier­pieć od starszych i arcykapłanów, i nauczycieli Prawa, że zostanie zabity i trzeciego dnia wskrzeszony" (Mt 16, 21).

Jezus mówi uczniom o wydarzeniach, które nastąpią. Kiedy z Je­go ust pada słowo: „musi", to oznacza, że powinien, że to zadanie. A wszystko to musi się zdarzyć, ponieważ tak zostało postanowio­ne w zbawczym planie Boga. To „musi" przychodzi od Boga, to Jego inicjatywa. Jest to Boska konieczność, przymus miłości, który budzi w nas najgłębszy szacunek i milczenie pełne zdumienia. Je­żeli nie ma innej drogi, nie mógł oszczędzić swojego Syna. Przed nami, jak ciemna ściana, Boska tajemnica.

Jezus mówi o Jeruzalem, świętym mieście, miejscu cierpienia i śmierci. Syn człowieczy musi wiele wycierpieć ze strony... najpobożniejszych w Izraelu, duchowych przedstawicieli Narodu.

Lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie... Łukasz Ewangelista przytacza słowa Jezusa: „Przecież Mesjasz musiał to wycierpieć, aby wejść do swojej chwały" (Łk 24,26).

Powoli odsłaniają się przed człowiekiem tajemnice Bożej drogi, która będzie stawać się również drogą kochającego człowieka.

Ananiasz doświadczając objawienia, otrzymuje misję: ma po­uczyć nawróconego Szawła. Rodzi się w nim sprzeciw i opór. Wie, kim jest Szaweł. Słyszy wtedy: „Idź, bo wybrałem go sobie za na­rzędzie. On zaniesie Moje imię do pogan i królów, i Synów Izraela. Pokażę mu też, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla Mojego imie­nia" (Dz 9, 15-16). Tej dziwnej Bożej drogi doświadczą wszyscy apostołowie. Wkrótce po zesłaniu Ducha Świętego Piotr i aposto­łowie uwięzieni i ubiczowani za nauczanie Ewangelii będą dziwnie odważni i radośni. „A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla tego Imienia" (Dz 5,41).

Czas Męki Pańskiej jest dla nas czasem sprzeciwu. Nasza ludzka męka rodzi te same uczucia. Wszystko się w nas buntuje. Bóg w Nie­znajomym Człowieku - Jezusie z Nazaretu objawił swoją ludzką i Bo­ską twarz, piękną i dobrą i ta została opluta i zeszpecona. „Przed świę­tem Paschy Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina, aby przeszedł z tego świata do Ojca, umiłował swoich w świecie, i to umiłował ich do końca. Podczas wieczerzy, gdy w sercu Judasza, syna Szymona Iskarioty, diabeł wzniecił zamiar, aby Go wydać, Jezus wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce i że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od stołu, złożył szaty, wziął prześcieradło i nim się przepasał" (J 13, 1-4). Ojciec oddał wszystko w Jego ręce. Godzina Jezusowa, godzina najdoskonalszej miłości Jezusa do człowieka. Umiłował do końca - aż do śmierci i poza śmierć.

„Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, i stado owiec zostanie rozproszone" (Mt 26, 31). Jezus wcześniej uczył: „Szczęśliwy jest ten, kto nie gorszy się z Mo­jego powodu" (Mt 11, 6). Jezus został przybity do krzyża. Krzyż rodzi bunt, zgorszenie i protest. Tego zgorszenia, jakim jest krzyż nie da się uniknąć. Chrześcijaństwo niesie ze sobą krzyż, niesie za­proszenie do krzyża. Jezus dopowie: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje" (Mt 16, 24). Paweł Apostoł mówi: „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan" (l Kor l, 23). Śmierć Jezusa na krzyżu budzi wiele wątpliwości i sprzeciwów. Dlaczego Bóg zażądał od Syna swego tak krwawej ofiary? Ludziom przychodzą do głowy nawet bluźniercze myśli, że było to żądanie okrutne. Dlaczego nie było innej drogi? Dotykamy tajemnicy zła, tajemnicy nieprawości i tajemnicy Odkupienia. Tajemnica Odkupienia zawiera tajemnicę Wcielenia i tajemnicę Śmierci na krzyżu. To jest dopełnienie Wcie­lenia Syna Bożego, Jego uniżenia.

Aby nas wyzwolić ze zła i podnieść do stanu uczestniczenia w ży­ciu swoim - Bożym, musiał wpierw uwolnić nas od złego ducha i naszych grzechów. Przyszedł do nas ludzi upadłych, zniewolonych grzechem.

Przed Przeistoczeniem Kościół modli się: „Boże, przyjmij ła­skawie tę Ofiarę od nas, sług Twoich i całego ludu Twego. Napełnij nasze życie swoim pokojem, zachowaj nas od wiecznego potępienia i dołącz do grona swoich wybranych" (ME, l). Tak Bóg, krzyż  -  symbol niewolnictwa i haniebnej śmierci przez ukrzyżowanie, prze­mienił w krzyż - symbol wyzwolenia i wybawienia. Św. Paweł pi­sze: „Odtąd niech już nikt nie sprawia mi przykrości! Ja bowiem na moim ciele noszę znamiona Jezusa" (Ga 6, 17).

Bóg w naturze ludzkiej przyjmuje śmierć jako fakt i zdaje się poddawać mocy ciemności. Lecz w swej naturze Boskiej odnosi triumf. Wszystko cokolwiek bierze przemieni w siebie. Jego ludz­ka natura przyjmuje śmierć, ale jako Osoba Boska nie może jej ulec. Przyjmuje ją jako czyn miłosierny Boga. Ta Boska moc w Męce Syna Człowieczego jaśnieje zwłaszcza w Ewangelii św. Jana. Jezus przyjmuje swoją śmierć na krzyżu z pełną wolnością. „Dlatego Oj­ciec Mnie miłuje, bo Ja oddaję swoje życie, aby na nowo je odzy­skać. Nikt Mi go nie odbiera, lecz sam dobrowolnie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc znowu je odzyskać. Taki nakaz otrzyma­łem od Mojego Ojca" (J 10, 17-18). Rozkaz Ojca - to Boska wol­ność Jezusa. To decyzja z potrzeby serca, Jego miłości do nas.

Misterium Odkupienia  -  centralne Misterium Chrześcijaństwa  - jest najbardziej ze wszystkich niepojęte. Księga Apokalipsy wy­jaśnia: „Jesteś godny wziąć zwój i otworzyć jego pieczęcie, ponie­waż zostałeś zabity i swoją krwią nabyłeś dla Boga ludzi z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu. I uczyniłeś ich dla naszego Boga królestwem i kapłanami, a będą królować na ziemi" (Ap 5,9). Od­kupienie to wykup, zadośćuczynienie, zastępstwo, lecz przede wszystkim konsekwencja tajemnicy Wcielenia. Przyjął na siebie całą ludzką naturę. Stał się jednym z nas. W Odkupieniu Chrystus jako człowiek płaci za człowieka, zajmuje jego miejsce. Leksykon pojęć teologicznych i kościelnych wyjaśnia: Odkupienie, to „działanie Boże mające na celu wyzwolenie nas z niewoli grzechu i zła. Wy­zwolenie z ucisku w Egipcie było wydarzeniem, które w Starym Te­stamencie stało się przykładem zbawczej działalności Boga (Wj 15, l-21;Pwt7,8; 13,5; 24,18)... Chrystus wyzwolił nas spod władzy grzechu i zła (Koi 1,13-14) przez zbawienie, w którym uczestniczy się dzięki wierze ( Rz 3, 24-30), a które się wypełni w przyszłym zmartwychwstaniu"1. Odkupienie  -  Męka, Śmierć i Zmartwych­wstanie  -  to ten jedyny rys życia Chrystusa, który uobecnia się za pośrednictwem Ofiary Eucharystycznej.

Czym jest Odkupienie? To czyn Boskiej miłości, miłości niepojętej. Wziął na siebie wszystko, nasze grzechy, jak gdyby sam je popełnił. To dar Boskiej miłości dla każdego człowieka. A nasza odpowiedź, to przyjęcie Boskiego daru odkupienia. Przez Odkupienie nie tylko nas uwolnił od grze­chu, przemocy zła, lecz ofiarował nam swoją Boską przyjaźń, za cenę swojej Krwi. Krew wylana na odpuszczenie grzechów, krew Nowego Przymierza  -  źródło życia. W Kafarnaum nad jeziorem Je­zus powiedział: „Kto spożywa Moje ciało i pije Moją krew, pozo­staje we Mnie, a Ja w nim" (J 6, 56).

Krew Jezusa to nie tylko cena Odkupienia, lecz nadto krynica życia Bożego. Stąd Msza św., aby każdy człowiek miał dostęp do owoców zbawienia, aby ludzie stawali się świętymi, stawali się jednością. „Przez tę jedną ofiarę przecież uczynił na zawsze doskona­łymi tych, którzy dostępują uświęcenia" (Hbr 10, 14). Żyć Męką Pańską: „Ile razy bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie" (lKor 11,26).

Co było duchem ofiary Jezusa? Syn Boży po to stał się człowie­kiem, żeby jako jedyny z ludzi oddać się całkowicie Ojcu. To było dzieło miłości. Do tego nie był zdolny żaden człowiek po grzechu pierworodnym i żaden człowiek z powodu grzechów osobistych. Jezus do końca, w godzinach najstraszniejszej męki był sprawiedli­wym i bez reszty oddany Ojcu. Pierwszy, który przeszedł przez zie­mię zatrutą grzechem, bez skażenia złem, oddany Ojcu, „posłuszny aż do śmierci i to do śmierci na krzyżu" (Flp 2, 8).

Jesteśmy zbawieni przez łączność z Chrystusem, który uwolnił nas od zła i sprawia, że jesteśmy zdolni do czynienia dobra. Łącz­ność z Jezusem nie zwalnia nas od pracy moralnej, ponieważ wiara nie istnieje bez uczynków. Bóg uczynił nas zdolnymi do Bożego życia, do ofiary czyli do oddania się Bogu i ludziom, do pracy nad sobą, do dobrych czynów.

Ta rzeczywistość dokonuje się podczas Mszy świętej. Ona wy­zwala nas od zła. Dzięki niej spłynie na nas cała moc sakramentów. Ona prowadzi do życia wiecznego. W Odkupieniu, w Męce Krzy­żowej „nie chodzi o sumę cierpień fizycznych, tak jak gdyby dzieło Odkupienia zależało od możliwie największej liczby mąk. Jakże mógłby Pan Bóg radować się z męki swego stworzenia, czy wręcz swego Syna, lub widzieć w niej „walutę", za którą można kupić u Niego pojednanie"2. Biblia i prawdziwa wiara chrześcijańska da­lekie są od takiego rozumienia męki. Nie liczy się cierpienie jako takie, tylko miłość, która nadaje cierpieniu sens.

Najstraszniejszą chwilą w historii męki Jezusa jest ten moment, kiedy w największym bólu woła: „Boże mój, Boże, dlaczego Mnie opuściłeś" (Mt 27,46). Jakże bliski jest ten krzyk ludziom Oświęci­mia i obozów zagłady. „Boże, gdzie jesteś". Jezus jest obecny w dru­gim człowieku. To nie są tylko słowa, to ofiara - czyn, to wyjście z ciasnych granic naszego egoizmu, z naszej pyszałkowatej samo­wystarczalności. Takiemu poddaniu się prawu miłości sami nie spro­stamy. Pozwólmy się więc wziąć za rękę i poprowadzić Jezusowi do pełnej jedności z Nim, z Jego Ciałem.

„Jest rzeczą uderzającą, że większość oskarżeń przeciwko Panu Bogu nie pochodzi od cierpiących tego świata, ale od sytych, wi­dzów, którzy nigdy nie cierpieli  -  napisze Kardynał Ratzinger  -  Cier­piący nauczyli się widzieć"3. Bóg stał się człowiekiem  -  aby współ-cierpieć. Jezus włączył się w ludzkie cierpienie. Cierpiący poznają, że w głębi ich cierpienia mieszka sam Bóg. Dlatego przez swój Krzyż przemienia ludzi, stąd nasze nabożeństwo do Męki Pańskiej. Są rze­czy, których nie można kupić. Chrześcijaństwo, dzięki Jezusowi, przekazuje sens ludzkiego bólu, jako sens zbawczy. „A właśnie za wszystkich umarł, aby ci, co żyją, nie żyli już dłużej dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał" (2 Kor 5, 15).

Zaparcie się Piotra

„Następnie po odśpiewaniu hymnu poszli na Górę Oliwną. Je­zus powiedział im: Wszyscy zwątpicie, gdyż jest napisane: Uderzę pasterza i owce zostaną rozproszone. Ale po Moim wskrzeszeniu pójdę przed wami do Galilei. Wtedy Piotr powiedział: Gdyby na­wet wszyscy zwątpili, to jednak nie ja. Jezus mu odpowiedział: Zapewniam cię, że ty dzisiaj, tej nocy, zanim kogut dwa razy zapie­je, trzy razy się Mnie wyprzesz. Ale on tym bardziej zapewniał: Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie. I wszy­scy tak samo mówili" (Mk 14, 26-31).

Posługujemy się dzisiaj Ewangelią św. Marka, która jest zapi­sem nauczania Piotra w Rzymie. Jest po prostu jego katechezą.

Jezus z ogromnym zatroskaniem przygotowywał uczniów i nas na swoją mękę i nasze drogi krzyżowe. Ostrzegał i zachęcał do czuj­ności i modlitwy. „Uważajcie, bądźcie czujni, bo nie wiecie, kiedy ten czas nadejdzie. To jest tak, jak z człowiekiem na obczyźnie, który zostawił swój dom, dał pełnomocnictwo swoim sługom, każdemu jego pracę, a strażnikowi nakazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: o zmierzchu czy w środku nocy, o świtaniu czy o poranku, aby, gdy niespodziewanie powróci, nie zastał was śpiących. To, co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!" (Mk 13, 33-37).

„Mówię wszystkim". Piotr i inni zapewniali Jezusa, że są goto­wi pójść z Nim nawet na śmierć. Za parę godzin zawiodą, chociaż ich prosił, aby z Nim czuwali na modlitwie, w czasie męki w Getsemani, gdy Jezus doznał całego porażającego zła grzechów ludz­kich. „Potem przyszedł i zastał ich śpiących. Powiedział więc do Piotra: Szymonie, śpisz? Nawet przez godzinę nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Duch wpraw­dzie jest pełen zapału, ale ciało słabe" (Mk 14,37-38). Jezus mówi do Piotra ciepło, bez wyrzutów, zwraca się do niego pierwszym imie­niem - Szymonie. Ten sam Ewangelista św. Marek dopowie po poj­maniu Jezusa: „Wtedy wszyscy opuścili Go i uciekli" (Mk 14,50). Pan do tego dopuścił, bo chciał ich i nas nauczyć, żeby zbytnio nie ufać sobie, lecz zaufać Bogu, Bożemu Słowu, które prowadzi.

Jezus Chrystus podczas pojmania jeszcze raz udowodnił, że na śmierć idzie dobrowolnie. Przekonał o tym Żydów w Ogrójcu: „Kie­dy powiedział im: Ja jestem, cofnęli się i padli na ziemię" (J 18,6). Można przeczytać dłuższy fragment z Ewangelii św. Jana, opisują­cy tę sytuacje. (J 18, 1-15).

Jezus mógł przecież spokojnie ogród opuścić, tak jak to zdarzy­ło się już kiedyś w Nazarecie. Judasz i ci, którzy przyszli Go poj­mać, nie wyciągnęli z tego faktu żadnego wniosku. Grzech zaślepia i kusi. Podobnie, nie zastanowił ich cud, gdy uzdrowił odcięte ucho jednemu ze sług o imieniu Malchos. Jezus realizuje wszystkie pro­roctwa i zapowiedzi „Jeśli więc Mnie szukacie, pozwólcie tym odejść. Stało się tak, aby się wypełniły słowa, które powiedział: Nie utraciłem żadnego z tych, których Mi powierzyłeś" (J 18,8-9).

„Kiedy Piotr był na dole, na dziedzińcu, przyszła jedna ze służą­cych arcykapłana. Gdy zobaczyła Piotra, jak się ogrzewa, popatrzy­ła na niego i powiedziała: Ty też byłeś z Jezusem Nazarejczykiem. Lecz on wyparł się i oznajmił: Ani nie wiem, ani nie rozumiem, o czym mówisz. I wyszedł na zewnątrz do przedsionka, a kogut za­piał. Gdy służąca go zobaczyła, zaczęła znowu mówić do tych, którzy stali obok: On także jest jednym z nich. On zaś znowu się wy­parł. Za chwilę ponownie ci, którzy tam stali, powiedzieli Piotrowi: Na pewno ty jesteś jednym z nich, jesteś przecież Galilejczykiem. On zaś zaczął zaklinać się i przysięgać: Nie znam tego Człowieka, o którym mówicie! I zaraz kogut zapiał po raz drugi. Wówczas Piotr przypomniał sobie słowa, które powiedział mu Jezus: Zanim kogut dwa razy zapieje, ty trzy razy się Mnie wyprzesz. I wybuchnął pła­czem" (Mk 14, 66-72).

Szymonie, synu Jony, „Ty jesteś Piotr i na tej skale zbuduję Mój Kościół, a potęga śmierci go nie zwycięży" (Mt 16,18). Piotr skała, zaparł się Jezusa, ale Jezus łatwo nie rezygnuje. Piotr przez całe życie będzie przepowiadał Jezusa i będzie mówił o swoich upad­kach. W Ewangelii Markowej nie mamy opisu wszystkich wyróż­nień, którymi Jezus obdarzył Piotra, natomiast sam Piotr z bólem tak skrzętnie opowiada o swojej nie dość wielkiej miłości do Jezu­sa. Ewangelista pokazuje drogę, jaką apostoł przeszedł od wieczer­nika, od słów przywiązania i oddania aż do - „nie znam tego czło­wieka" słów wypowiedzianych na dziedzińcu arcykapłana. Starał się przecież być wiernym, stanął w obronie Jezusa, uciął ucho Malchosowi, szedł z daleka za Jezusem aż na dziedziniec. A jednak Je­zus w końcu został sam. Sam ze swoim Ojcem Niebieskim.

Podobne sytuacje będziemy przeżywać w naszych rodzinach, wspólnotach, kiedy pozostaniemy sami, jedynie z Bogiem. To też będzie wyraz podobieństwa do Jezusa. Opuścili Go wszyscy ucznio­wie. Pozostał tylko Ojciec. Nie tak dawno mówił apostołom: „Przy­chodzi godzina, a nawet już nadeszła, że rozproszycie się, każdy w swoją stronę i zostawicie Mnie samego. Ale nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną" (J 16, 32).

„Wpatrujmy się w Jezusa, który jest twórcą naszej wiary i ją doskonali. On to zamiast zapewnionej Mu radości wziął krzyż, nie myśląc o jego hańbie, i zasiadł po prawej strome tronu Boga" (Hbr 12, 2) - napisze autor listu do Hebrajczyków. Patrzmy na Jezusa, ale także na Piotra i uczniów. Mówimy, że człowiek musi dopiero sprawdzić, sam doświadczyć, przekonać się, jak wiele słów ostrze­żenia przechodzi mimo jego uszu. Nie dowierza innym, bo się nie modli, nie prosi o mądrość w postępowaniu, o roztropność. A przede wszystkim nie dostrzega tego, że tam gdzie nie ma na pierwszym miejscu Pana Boga, tam się wszystko rozpada.

Uczyć się trzeba odkrywać Jezusa we wszystkich doświadcze­niach. Wyciągać wnioski patrząc na Chrystusa, na Jego Matkę, na Piotra, apostołów, ludzi Kościoła. Musimy modlić się, czuwać, iść drogą codziennego krzyża, świadomi obecności Jezusa, trzymać się Jego ręki. To codzienna Eucharystia. I pytać: „Kto nas odłączy od miłości Chrystusa? Czy utrapienie, ucisk, prześladowanie, głód, nagość, niebezpieczeństwo lub miecz?" (Rz 8,35). Św. Paweł, wy­mienił tylko niektóre przyczyny odchodzenia od Jezusa, dodajmy swoje. Co dotychczas dla nas było zagrożeniem, w jakiej sytuacji traciliśmy sprzed oczu Chrystusa?

Piotra zgubiła zbytnia pewność siebie. Miłość ryzyka bez po­trzeby, nierozważny entuzjazm, brak refleksji. Piotr mógł się wyco­fać już po pierwszej porażce. Mógł uciec. Czasem ucieczka jest je­dynym rozwiązaniem. Ale trzeba mieć także zaufanie do siebie i in­nych, trzeba i ryzyko podejmować z miłości, wtedy, gdy zajdzie tego konieczność. Trzeba nieustannie rozwijać entuzjazm dla spraw Bo­żych. Potrzeba nam refleksji i umiejętności wyciągania wniosków, jak mówi księga Mądrości: „Nic nie czyń bez zastanowienia, a nie będziesz żałował swego czynu" (Syr 32,19). To są nasze codzienne rachunki sumienia. Bóg buduje na miłości słabego człowieka, nie zniechęca się naszymi upadkami, naszymi wadami. I z tego spotka­nia mocy Boskiej i ludzkiej słabości rodzą się cudowne dzieła Boże.

Uwagi pomocnicze:

„Kościół Chrystusowy, pokładając ufność w zamyśle Stwórcy, choć uznaje, że postęp ludzki może służyć prawdziwemu szczęściu ludzi, nie może jednak nie głosić tych słów Apostoła: „Nie bierzcie wzoru z tego świata" (Rz 12, 2), to znaczy z tego ducha próżności i zła, który aktywność ludzką, przeznaczoną do służby Bogu i czło­wiekowi, przekształca w narzędzie grzechu.

Na pytanie, w jaki sposób można przezwyciężyć to nieszczęście, chrześcijanie odpowiadają, że wszystkie działania ludzkie, które na skutek pychy i nieumiarkowanej miłości własnej codziennie naraża­ne są na niebezpieczeństwo, powinny być oczyszczane i doprowa­dzone do doskonałości przez krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa"4.

„Ponosząc śmierć za nas wszystkich grzeszników, poucza swoim przykładem, że należy dźwigać także ten krzyż, który ciało i świat nakładają na barki poszukujących pokoju i sprawiedliwości. Usta­nowiony Panem przez swoje zmartwychwstanie, Chrystus, któremu została dana wszelka władza w niebie i na ziemi, przez moc swojego Ducha działa już w sercach ludzkich, nie tylko budząc pragnienie mającego nadejść świata, lecz przez to samo również ożywiając, oczyszczając i umacniając szlachetne pragnienia, dzięki którym ro­dzina ludzka stara się uczynić własne życie bardziej ludzkim"5.

Przypisy

1Leksykon pojęć teologicznych i kościelnych, Kraków 2002, s. 216.

2Ks. Kard. Józef Ratzinger, Służyć Prawdzie, Wrocław 1986, s. 100.

3Tamże, s. 157.

4Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, Poznań 2002,  nr 37.

5Tamże, nr 38.