WIDOK Z OKNA KAPLICY

W domu, w którym mieszkam, są pokoje z oknami z widokiem na Piazza Cairoli - jedyny zadrzewiony skwer w centrum rzymskiego Starego Miasta. Pod oknami dniem a czasem do późna w nocy przechodzą ludzie zdążający z Campo dei Fiori na Piazza Venezia lub na Campidoglio i dalej do Colosseo, i na odwrót. Jakby tego było mało, pod parkanem ogradzającym skwer z palmami, drzewami i piękną fontanną, ustawiają się uliczni muzycy, którzy latem a czasem i zimą, godzinami na okrągło grają te same cztery melodie. Zdarza się, że  w pobliskim barze, jakiś domorosły piosenkarz próbuje swoich sił śpiewając angielskojęzyczne hity na tle muzyki płynącej z przenośnej kolumny głośnikowej.

Z tej strony znajduje się jednak nasza kaplica z Najświętszym Sakramentem. Czasem na dłuższą chwilę staję przy wychodzącym z niej oknie i przyglądam się życiu toczącemu się na chodniku piętro niżej. A jest na co popatrzeć. Strumień ludzi starszych, młodszych i dzieci, elegancko, bądź niechlujnie ubranych, różnego koloru skóry i rysów twarzy, przepływa wartkim strumieniem mieszając się z innym niekończącym się sznurem aut osobowych i skuterów.

Niedawno, jakaś rodzina zatrzymała się na krawędzi placu przy mężczyznach wygrywających na akordeonie i wiolonczeli skoczną melodię. Tata poprosił, może 10-letnią córeczkę … do tańca. Z radością zrzuciła z pleców na ziemię mały plecaczek. Mama i młodszy o kilka lat braciszek z zachwyceniem ich oklaskiwali. Tata, dobry tancerz, umiejętnie prowadził młodą damę, która szybko nabierała odwagi i doskonale wyczuwała rytm. Zapewne zapamięta ten taniec na długo: rzymskie klimaty, tłum ludzi, muzyka, chylące się ku zachodowi słońce, i ona, jak księżniczka, roześmiana w tańcu z najwspanialszym mężczyzną w jej życiu (póki co). Jakaś para młodych ludzi dołączyła do nich. Potem jeszcze jedna…

Dwie przyjaciółki, w eleganckich wieczorowych kreacjach z torbami na ramieniu, przechodzą wolnym krokiem nieustannie ze sobą dyskutując. Z torby jednej z nich wychyla się mała piękna główka - spaniela, który nie słuchając swojej pani, wokoło, nieprzestraszony, rozgląda się ciekawie.

Dwoje młodych ludzi, chłopak i dziewczyna idą trzymając się za ręce. Ona, od czasu do czasu, spogląda na niego zakochanym spojrzeniem. Widać to z daleka. Gdy mają zniknąć za zakrętem, widzę, jak podnosi jego rękę do ust i z czułością całuje.

Na najwyższym stopniu schodów prowadzących do pobliskiego kościoła San Carlo (zamkniętego po ostatnim dużym trzęsieniu ziemi) zamieszkał bezdomny. Urządził sobie sypialnię w drzwiach kościoła. Zdaje się nie przejmować obecnością przechodniów ani propozycjami pomocy społecznej.

Silniejszy powiew wiatru, albo spłoszony ptak, sprawił, że z wysokiego, majestatycznego platanu spada, wirując, duży złoty liść. Zostało ich na nim jeszcze kilka. Niektóre opadną dopiero wiosną, gdy rozwiną się nowe.

Ja wychodzę z kaplicy, ale Pan pozostaje, a Jego oczy z miłością spoglądają na świat i podążają za każdym z przechodniów. Trzeba się zatrzymać, aby to dostrzec.

 

Rzym, 20.1.2022, o. Henryk Droździel SJ