W ŚWIECIE LUDZKICH UCZUĆ

Film "C'mon C'mon" mówi o sprawach najistotniejszych, ale robi to w sposób mądry i dyskretny.

Reżyser Mike Mills skupia się na trudnej miłości dziecka i rodzica, pokazując, jak ogromny ślad pozostawia po sobie śmierć matki lub ojca. Narastające przez lata pokłady frustracji i nagłe odejście mamy Johnny’ego (Joaquin Phoenix) i Viv (Gaby Hoffmann) pogrążają rodzeństwo w zdystansowanej rozpaczy. Każdy z nich przeżywa żałobę na swój sposób, a ich drogi rozchodzą się na długie miesiące. Gdy Johnny – bezdzietny dziennikarz, który całe swoje życie dedykuje pracy – dowiaduje się, że mały siostrzeniec nie rozpoznaje jego głosu w radiowej audycji, postanawia złożyć wizytę siostrze i jej dziewięcioletniemu synowi, Jessiemu. Sprawa komplikuje się, gdy Viv oznajmia, że musi wyjechać, aby pomóc w leczeniu ojca chłopca. Brat musi wcielić się w rolę tymczasowego opiekuna. "C'mon C'mon" opowiada o emocjonalnym związku między Johnnym a jego siostrzeńcem oraz o tym, jak wpływają na siebie nawzajem podczas podróży przez Nowy Jork. Pokazuje ich relację, gdzie najważniejszą rzeczą jest próba słuchania i rozumienia się. Fascynujące i poruszające jest obserwowanie, jak otwierają się na siebie, co czyni film jeszcze bardziej wciągającym.

Bo "C'mon C'mon" to film o dojrzewaniu i trudach międzyludzkiej komunikacji: odbudowywaniu zachwianych relacji z rodziną, uczenia się opieki nad drugim człowiekiem, rozliczania z trudną przeszłością, walki z nawiedzającymi nas nieustannie demonami, tworzeniu trwałych więzi. Jest on wprost opleciony mikrowywiadami, jakie Johnny przeprowadza z amerykańskimi uczniami. Bohater stawia przed nimi pytania o tożsamość, największe lęki oraz o to, jak wyobrażają sobie przyszłość własną oraz planety. Mills oddaje głos młodemu pokoleniu, jednocześnie mówiąc wprost, że jako dorośli wyzbyliśmy się umiejętności uważnego słuchania. Wywodzące się z różnych środowisk oraz klas społecznych dzieciaki przejmująco zwierzają się ze swoich obaw: mówią o samotności – wszechobecnej chorobie XXI wieku, o braku porozumienia między ludźmi i o powolnej śmierci klimatu. Reżyser oddając głos najmłodszym, zostawia go bez pedagogicznego komentarza. Widz siłą rzeczy wpada w systematycznie zastawiane przez twórcę pułapki: słowa dzieci i młodzieży w pierwszym odczuciu będą budzić nasz uśmiech, jednak po chwili zmuszą do refleksji. Przychodzące po nas pokolenie ma zaskakująco wiele trafnych diagnoz rzeczywistości, w której żyjemy. Mills w tym intymnym świecie niewidocznych ran i kruchych relacji chce zmienić nasze horyzonty myślenia, poszerzyć perspektywę spojrzenia na to, co dla istnienia fundamentalne. To właśnie z tego powodu autor tak skrupulatnie próbuje uzmysłowić odbiorcom, że pomimo niezliczonych różnic każde starsze i młodsze pokolenie od zarania dziejów dzieli wciąż te same lęki: strach przed śmiercią, nieuchronność przemijania i odchodzącą pamięć. Ten ostatni aspekt jest zresztą kapitalnie wyłożony w relacji Johnny'ego i Jesse'ego; czy chłopiec zachowa w umyśle wspólną podróż z wujem, czy jednak w miarę upływu lat wspomnienia zaczną się zacierać? Ucieczka od niepamięci to nie tylko nagrany na taśmie dźwięk. To również drugi człowiek, z którym dzielimy własną historię. Ten, którego krzywdzimy, odrzucamy, ale i ten, od którego uczymy się sztuki życia i bliskości.

Białystok, 24 II 2022, Marzena (Wspólnota Magis)